Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK ŚWIATA

0 211

Kuchnia jest ulubionym terytorium wielu kobiet. Tu nie tylko pracują, ale i czują się na tyle swobodnie, że prowadzą intymne rozmowy wychowawcze z córkami.O tym, jak ważne jest poczucie terytorialności, pisze CZESŁAW MATUSEWICZ.

Pewnej śnieżnej zimy przyjechałem do sanatorium w Krynicy Górskiej. Byłem jednym z pierwszych kuracjuszy. Na parkingu odśnieżyłem miejsce na mój samochód, po czym oddałem się niczym niezmąconej błogości sanatoryjnej. Następnego popołudnia wyjechałem samochodem na przejażdżkę, a gdy wróciłem, moje miejsce postoju było zajęte przez nowego kuracjusza. Kolejnego dnia i on, i ja wyjechaliśmy na wycieczki. Gdy wróciłem, kuracjusza jeszcze nie było, więc zająłem na parkingu ten jego kawałek, który dwa dni wcześniej starannie odśnieżyłem. Kiedy wysiadałem z auta, wrócił ów nieznajomy i kategorycznie zażądał, abym odjechał z jego miejsca parkingowego. Nie skutkowały żadne argumenty: że to ja właśnie oczyściłem ten placyk, że byłem tu wcześniej niż on, itd.
To zdarzenie w dobry sposób ilustruje psychologiczny problem poczucia własnego terytorium przez danego osobnika i funkcji, jakie ono spełnia. Być może ów nieznajomy z sanatorium zademonstrował nazbyt wybujałe poczucie jego „prawa” do miejsca na parkingu, jednak takie zachowanie wcale nie jest rzadkie. Określa się je mianem „fenomenu rewiru”(V. Birkenbihl). Możemy je obserwować na przykład wśród uczestników zebrania wracających po przerwie na salę obrad lub wśród studentów zajmujących miejsca, które „zasiedzieli” na poprzednim wykładzie. Choć nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla roszczeń tego typu, niektórzy żywią pretensje do „intruza”, który zajął „ich” miejsce. Stają się niemili, nawet agresywni.

Takie zachowanie można odczytać jako objaw zakłopotania tym, że trzeba będzie poszukać nowego miejsca na zaparkowanie auta (co w dużym mieście bywa istotnym kłopotem) czy fotela w zatłoczonej sali. Ale taka interpretacja nie przekonuje zwolenników tezy o istnieniu poczucia własnego terytorium. Argumentują oni, że nawet gdy są wolne miejsca na parkingu, kierowcy walczą o to, by móc zaparkować samochód na stałym miejscu. W Stanach Zjednoczonych część uniwersytetów wprowadziła nawet administracyjną regulację stałości miejsc parkowania pojazdów pracowników. Na innych amerykańskich uczelniach tę samą funkcję spełnia regulacja obyczajowa. To wszystko dowodzi, że poczucie terytorialności ma pewną „moc sprawczą”. Jaką? – to jest już wyzwanie dla dociekliwych psychologów.

I. Altman i B. B. Brown zajęli się szczegółową i zarazem szeroko zakrojoną charakterystyką opisywanego zjawiska. Powiadają oni, że owo poczucie terytorialności występuje ze zmiennym nasileniem u różnych ludzi, a u jednej osoby zmienia się w zależności od okoliczności. Jest ono wypadkową trzech czynników: centralności, trwania i stopnia gotowości do obrony.

Altman i Brown opisali centralność w kategoriach znaczenia terytorium w życiu danej osoby – na przykład dla pacjenta potrzebującego stałych zabiegów medycznych miejsce parkowania przed przychodnią lekarską będzie miało większe znaczenie niż dla kogoś, kto korzysta z porady lekarza raz na rok.
Trwanie to czas zajmowania danego terytorium – im dłużej je ludzie zajmują, tym silniejsze jest poczucie „mojego”, własnego obszaru. W naukach prawnych odpowiada temu rozumieniu kategoria „zasiedzenie”. Dzięki niemu, jak wiadomo, ludzie niekiedy nabywają nawet znaczne majątki, co świadczy o mocy społecznej tej instytucji. Trwanie bywa wyrażane słownie (nie zajmować!) lub „oglądowo”, różnego rodzaju oznakami (markerami), takimi jak paliki, chorągiewki, czy też odpowiednio ustawione krzesełka turystyczne.

Swoistą postawą wobec własnego terytorium wydaje się być poziom gotowości do jego obrony. Może istnieć jakby w ukryciu (poziom antylokucji) albo przybierać postać niszczycielską (poziom eksterminacji).

Na podstawie uzyskanych wyników Altman i Brown wyróżnili trzy kategorie psychologicznie rozumianego terytorium: pierwotną, wtórną i publiczną. Do pierwszej zaliczyli terytoria określające samoświadomość danej osoby, wyraźnie oznakowane i wyodrębniane z otoczenia, a także pozostające pod jej długotrwałą kontrolą. Jak ustalili, kojarzą się z nimi silne emocje pozytywne. Jedną z ciekawszych jest „topofilia”, czyli umiłowanie miejsca. Przykładem może być zakątek w mieszkaniu, pokój, nawet cały dom, także miejsce nauki lub pracy. Dla wielu kobiet, jak dowodzą badania amerykańskie, kuchnia jest ulubionym terytorium. Tu nie tylko pracują, ale i czują się na tyle bezpiecznie, że na przykład przeprowadzają intymne rozmowy wychowawcze z córkami.

Ludzie często określają siebie jako mieszkańców domu nr X lub bloku nr Y. Chętnie prezentują się jako pracownicy ratusza, określonego kolegium, szkoły, hotelu itp. Terytorium pierwotne jest jakby cząstką ich „ja” osobniczego. Zdecydowanie go bronią, intruza traktują nieprzyjaźnie, a nawet wrogo.
Terytorium wtórne w pewnym uproszczeniu można nazwać grupowym. Często bywa ono miejscem spotkań, wspólnych zabaw lub pogawędek. Na każdym osiedlu miejskim taką rolę spełniają małe skwerki, ławeczki przy piaskownicach, podwórka itp. O tym, jak niektórzy ludzie przywiązują się do takich skrawków przestrzeni, świadczą choćby poetyckie opisy tęsknoty za domem czy walki grup młodzieżowych o dominację na danym terytorium.
I wreszcie terytoria publiczne, odwiedzane okazjonalnie, na krótki okres czasu, bliżej nieokreślone, z reguły niezaznaczone. Obrona tak rozumianego terytorium należy do rzadkości, nie ma ono niezbędnej psychologicznej „mocy” do wywołania działań obronnych.

Przedstawione odmiany nie są odizolowane od siebie. Wręcz przeciwnie, przenikają się wzajemnie w zależności od potrzeb i aktywności danej osoby. Są cząstkami określonego rodzaju doznań ludzkich. Zmieniają się wraz z wiekiem, statusem społecznym, poczuciem własnej wartości i stanem zdrowia.
Poczucie terytorialności ujawnia się także w dziedzinie różnic indywidualnych. Jedni ostro przeciwstawiają poszczególne kategorie terytoriów, przyporządkowują każdej z nich właściwe formy aktywności. Niektórzy przybysze z Zachodu dziwią się bardzo, widząc czyste mieszkania Polaków i prowadzące do nich brudne klatki schodowe. Oni nie różnicują tak wyraziście przestrzeni pierwotnej i wtórnej, lub też inaczej odczuwają „pierwotność”. Rzecz jasna, jest to sprawa bardzo skomplikowana, dotycząca wielu kwestii społecznych, kulturowych i prawnych, wykraczających poza tematykę tego artykułu.

Są również ludzie, którzy zacierają różnice pomiędzy poszczegó...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy