Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

27 stycznia 2016

Los duszy wrażliwej [Psychologia dziś]

0 587

Przez lata pomagał pacjentom uporać się z chorobą psychiczną, by w końcu, okrutnym zrządzeniem losu, na takową zapaść. Tadeusz Jaroszyński - neurolog i psycholog. Właśnie minęło 80 lat od jego śmierci.

Przez prawie trzy dekady dwudziestego wieku Jaroszyński należał do ścisłej czołówki polskich pionierów naukowej psychologii. Był autorem co najmniej sześćdziesięciu oryginalnych publikacji z zakresu medycyny, psychologii i pedagogiki oraz ponad czterdziestu sprawozdań i recenzji. Jest to imponujący dorobek jak na osobę niezwiązaną na dłużej z żadną wyższą uczelnią. W owym czasie zdarzało się przecież, że rektorami uniwersytetów zostawały osoby, które mogły się wykazać najwyżej połową tego, co napisał Jaroszyński. A mamy w jego przypadku do czynienia z pracami utrzymanymi na naprawdę wysokim poziomie merytorycznym.

Eufemiusz Herman, świetny znawca historii polskiej medycyny, pisał o nim, że spopularyzował wśród warszawskich lekarzy kierunek francuski neurologii, zwłaszcza zainteresowania problematyką nerwic i innymi chorobami czynnościowymi, do tego zaś jako jeden z pierwszych w kraju propagował potrzebę naukowego traktowania psychologii wychowawczej i higieny psychicznej „stając się gorącym szermierzem wprowadzania zasad teoretycznych z tych dziedzin do praktyki szkolnej”. Równie pochlebnej oceny dokonał Maciej Demel, według którego Tadeusz Jaroszyński był (obok Stanisława Kopczyńskiego) najwybitniejszym przedstawicielem higieny wychowawczej z tak zwanego młodszego pokolenia polskich działaczy ruchu higienicznego.

Pacjenci doktora Tadeusza

Najważniejsze publikacje, w których Tadeusz Jaroszyński opisywał swoich pacjentów, to referaty „W sprawie psychoterapii” (1909) i „Rola wzruszeń w patologii” (1912), oraz obszerna praca „Przyczynek do nauki o psychonerwicach” (1913), zawierająca analizę 35 przypadków zaburzeń nerwowych, od histerii po psychastenię. Są to niezwykłe studia ludzkiego cierpienia i lęków. Omawiając problemy pacjentów, Jaroszyński wpisał je do annałów historii psychiatrii i psychologii. Warto przypomnieć kilka z nich.

Oto dziesięcioletni chłopiec z wiejskiej rodziny uparł się, że nie będzie chodził do szkoły. Nie pomogły ani metody rodzicielskie (bicie rózgą), ani praktyki znachorskie (puszczanie gorącej pary na głowę). W efekcie pojawiły się u niego drgawki, bóle gardła, niemota na zmianę z wydawaniem głośnych okrzyków. W takim stanie trafił do szpitala, gdzie poddano go zabiegowi „elektryzacji”, który nie przyniósł spodziewanego efektu. Dopiero dzięki umiejętnemu poprowadzeniu rozmowy lekarzowi udało się ustalić, że przyczyną zaburzeń jest... niechęć do nauki języka rosyjskiego. Jak pisał Jaroszyński: „Przypadek ten jest interesujący ze względu na młody wiek, w którym rozwinęły się objawy niemoty histerycznej i drgawki wraz z okrzykami pod wpływem wadliwego postępowania otoczenia (…) W powstaniu choroby odegrało nadto rolę ukrywanie przez chłopca tajemnicy (…). Choroba stała się dla niego wyjściem z położenia i zarazem sposobem walki z otoczeniem”. Dziś, czytając ten opis, ma się wrażenie, że został on wybrany nieprzypadkowo. Zaburzenia były wynikiem rusyfikacji w szkole. Książka Jaroszyńskiego została wydana w Krakowie – w Warszawie bez ingerencji cenzorskiej nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

Inny z opisywanych pacjentów, trzydziestodwuletni mężczyzna, cierpiał na fobię mikcji; miał trudności z opróżnieniem pęcherza podczas korzystania z toalety w miejscu publicznym. Szczególnym problemem stała się jazda pociągiem, gdy w wagonowym ustępie przeczytał, że nie można tam przebywać dłużej niż dziesięć minut (takie zastrzeżenie było dawniej na kolejach). Musiał wysiadać na większych przystankach i biec do toalety stacyjnej. Niebawem zaczął odczuwać strach przed tym, że pociąg mu odjedzie, wskutek czego nastąpiła całkowita blokada mikcji w podróży.

Pacjent miał do wyboru: zrezygnować z dłuższych eskapad lub organizować je z przesiadkami, zatrzymując się po drodze w hotelach. Charakter jego pracy wymagał wyjazdów z Warszawy do Berlina, Wiednia, Moskwy czy Petersburga. Sytuacja mężczyzny była o tyle tragiczna, że zdawał sobie sprawę z podłoża psychologicznego swoich problemów, jednak w żaden sposób nie mógł sobie z nimi poradzić. Do tego doszły kolejne trudności, w tym związane z chorobą lokomocyjną, w rezultacie których pacjent nie mógł jeździć po mieście dorożką. Niestety, Jaroszyński nie mógł przeprowadzić systematycznego leczenia, nie wiadomo więc, jakie były dalsze losy tego człowieka.

Ziewanie i natręctwa

Ciekawy wydaje się przypadek szesnastoletniego ucznia gimnazjum z prowincji, który na życzenie rodziców kontynuował naukę w Warszawie. Dwa tygodnie przed egzaminem zachorował – po lekcji z nauczycielem, którego się bał, zaczął nagle ziewać i nie mógł się od tego powstrzymać. Ziewał co kilkanaście sekund, nawet w nocy, co go budziło. Gdy chciał powstrzymać ziewanie, odczuwał bolesny ucisk w klatce piersiowej, nie mógł więc hamować odruchu. Jak pisał Jaroszyński – żadne zabiegi nie pomagały w tym przypadku. Jednak „po miesiącu trwania objaw ziewania przeszedł nagle – pod wpływem przestrachu od nadjeżdżającego tramwaju (potknął się, tramwaj mocno go uderzył)”.

I jeszcze jeden przykład – osobliwe natręctwo pedanterii, skrupułów i nieśmiałości. Dwudziestopięcioletni mężczyzna zgłosił się na konsultację z „kolekcją” osobliwych problemów. Pierwsze symptomy choroby zauważył po śmierci ojca, w okresie niepokojów społecznych, skutkiem których jeden z jego kolegów popełnił samobójstwo. Wyrzucał sobie, że nie rozmawiał z przyjacielem o jego zamiarach. Po roku nauki w szkole handlowej zaczęło go dręczyć pytanie, czy uczestniczy w kursach na poziomie uniwersyteckim, czy też na poziomie szkoły średniej. Wskutek wątpliwości naukę porzucił. Stał się podatny na dalsze natarczywe myśli. Pewnego razu, gdy chciał zaimponować młodej dziewczynie odwagą, przyłożył sobie do skroni pistolet.

Potem przez kilka miesięcy prześladowały go wyrzuty, że przecież mógł się zabić, gdyż broń była nabita. Dobrze czuł się tylko w towarzystwie osób młodszych od siebie, ale po każdym spotkaniu gnębiły go wątpliwości, czy zachowywał się stosownie do swojego wieku. Gdy skończył 21 lat, zaczął się zastanawiać, w jaki sposób w ciągu jednej chwili stał się osobą pełnoletnią. Podczas wyborów nie wrzucił karty do urny, ponieważ przestraszył się, że jego głos może zmienić ich wynik. Gdy szedł ulicą, co chwila wchodził do bramy i sprawdzał w lusterku, czy nie ma sadzy na twarzy. Przypadek był tak złożony, że mimo kilkumiesięcznego leczenia, nie osiągnięto całkowitej poprawy.

Jaroszyński nie wahał się przyznać, że nie wszystkie proponowane przez niego formy leczenia okazały się skuteczne. Często jednak powodem tego stanu rzeczy był stosunek do terapii samego pacjenta, który – zniechęcony perspektywą uczestniczenia w czasochłonnej procedurze – rezygnował z dalszej współpracy. Istotne jest jednak to, że lekarz świadom był ograniczeń i poszukiwał możliwości rozwinięcia swojej metody. Czytając dzisiaj o nowinkach psychoterapeutycznych, które są ponoć skuteczne na wszystkie problemy, nie sposób powstrzymać się od refleksji, że etyka niektórych terapeutów znacznie się zdewaluowała.

Pionier psychoterapii, krytyk freudyzmu Referat „W sprawie psychoterapii”, który Jaroszyński przedstawił w październiku 1909 roku na I Zjeździe Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich w Warszawie, należy uznać za pierwszy w Polsce przegląd metod psychoterapeutycznych. Wystąpienie wywołało ożywioną dyskusję, w której starli się zwolennicy i przeciwnicy psychoanalizy. Można nawet uznać, że referat Jaroszyńskiego był pierwszym merytorycznym głosem krytyki teorii Freuda w naszym kraju. Gdy odczyty poświęcone psychoanalizie zdominowały II Zjazd Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich w Krakowie, który odbył się w grudniu 1912 roku, Jaroszyński odważnie wskazywał słabe punkty w poglądach wiedeńskiego lekarza, zabierając głos po kolejnych referatach. Podobnie kryty...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy