Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Lista przebojów zaburzeń

212

Przychodzi Polak do psychiatry i pyta: „Panie doktorze, co mi dolega?”. To nie żart, ale rzeczywistość - coraz częściej decydujemy się na wizytę u specjalisty. Czy wzrasta nasz niepokój o zdrowie psychiczne, czy też choroba psychiczna, jeszcze niedawno wstydliwa, jest teraz „trendy”? Głąb, świr, leń, szaleniec, smutas, tchórz - to określenia, które na pewno obrażają. Ale zupełnie inaczej brzmią: dyslektyk, facet w depresji, ona ma taką fobię... To przecież zaburzenia, o których wiele się mówi, a cierpią na nie nawet celebryci.

Adaś Miauczyński z filmu „Dzień świra”, Melvin Udall z „Lepiej być nie może”, serialowy detektyw Monk – swoimi natręctwami, fobiami i ekscentrycznymi rytuałami wzbudzają salwy śmiechu. Bawią nas dręczące filmowych bohaterów myśli, lęki i kompulsje: przed wyjściem ucałować stópkę Jezuska, czynności zaczynać tylko o pełnej godzinie, chodzić prawą nogą tylko po ściśle wyznaczonych płytach chodnikowych, pod żadnym pozorem nie pić i nie dotykać mleka, unikać dotyku czyichś dłoni, a jeśli to niemożliwe – robić to tylko przez chusteczkę, uciekać z zatłoczonych miejsc. To tylko niektóre natręctwa Adasia, Melvina i Monka. Ale świry! – wołamy, śmiejąc się do rozpuku.

Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie. Wystarczy sięgnąć po raport Światowej Organizacji Zdrowia (ang. WHO) na temat zdrowia psychicznego (Mental Health: New Understanding, New Hope). Otóż, z jej danych wynika, że choroby psychiczne i zaburzenia zachowania dotykają ponad jednej czwartej światowej populacji! Zapadają na nie osoby wszystkich narodowości, w różnym wieku, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, biedni i bogaci, pracujący i bezrobotni, mieszkańcy wsi i miast. Rozejrzyjmy się wokół – co czwarta osoba cierpiała, cierpi lub będzie cierpieć na zaburzenia psychiczne.

Cienka żółta linia
Czym jest zaburzenie psychiczne? WHO rozumie je jako rozpoznawalny w obrazie klinicznym zbiór objawów polegających na zmianach w myśleniu, emocjach lub w zachowaniu, które wiążą się z cierpieniem i utrudniają funkcjono­wanie. Psychiatra – podobnie jak endokrynolog czy kardiolog – posługuje się listą kryteriów diagnostycznych, które pozwalają stwierdzić, czy funkcjonowanie psychiczne pacjenta odbiega od normy oraz rozpoznać chorobę. W tym celu bada jego czynności psychiczne, np. myślenie, spostrzeganie, uwagę, pamięć, emocje i procesy motywacyjne, a następnie stawia diagnozę zgodnie z obowiązującym systemem klasyfikacyjnym. W USA jest to klasyfikacja Ame­rykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego DSM-IV-TR, w Europie natomiast ICD-10 Światowej Organizacji Zdrowia.

Zaburzenie psychiczne jest kategorią, której zakres i znaczenie zmieniają się w czasie. Medycyna, czyli także psychiatria, jest przecież częścią kultury, a kategoria „zaburzenie psychiczne” stanowi element społecznego dyskursu, stąd
zmienia się wraz z kontekstem kulturowym. Modyfikacji ulegają również systemy klasyfikacyjne – pojawiają się w nich nowe jednostki, inne natomiast znikają. Przykładem może tu być homoseksualizm, który został usunięty z klasyfikacji chorób. – Dawniej ludzie byli po prostu smutni, teraz mają depresję. Dawniej dzieci były niegrzeczne, teraz mają ADHD. Dawniej mówiliśmy, że ktoś jest nieśmiały, teraz powiemy, że cierpi na zaburzenie nazywane lękiem społecznym – komentuje prof. dr hab. Bogdan de Barbaro, kierownik Zakładu Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Dolegliwościom osoby i jej cierpieniu specjaliści w oparciu o swoją wiedzę nadają nazwę, specjalną etykietę. Tyle że podobne objawy mogą być w różny sposób nazwane w zależności od tego, kto dokonuje rozpoznania i jakim językiem się posługuje. Bogdan de Barbaro podaje tu przykład opętania. W przeszłości kogoś, kto mówił zmienionym głosem lub reagował drżeniem na święconą wodę, określano jako osobę opętaną przez diabła. Dziś rodzaj nadanej etykiety oraz podjęte działania zależą od osoby dokonującej rozpoznania. Psychiatra posługujący się klasyfikacją ICD rozpozna przypuszczalnie zaburzenie dysocjacyjne, nazywane transem i opętaniem, a następnie zleci odpowiednie leczenie. Inaczej jednak będzie interpretował te objawy teolog – rozpozna opętanie i zaleci egzorcyzmy. Innym przykładem zaburzenia, które w przeszłości pozostawało raczej w obszarze teologii niż medycyny, jest anoreksja. Jak wyjaśnia Bogdan de Barbaro, w średniowieczu traktowano ją jako rodzaj pobożnego postu, a przykładem anorektyczki sprzed stuleci może być św. Katarzyna ze Sieny, która stosowała ścisły post.

Granice normy zmieniają się nie tylko w czasie, ale także w przestrzeni. Pierwotne kultury Ameryki Południowej inaczej traktują osoby, które zachowują się w odmienny sposób, a objawy, które my określilibyśmy jako patologiczne, odbierają jako pozytywne i wyróżniające atrybuty. – To, co my w naszej klasyfikacji i w naszym rozumieniu traktujemy jako zaburzenie psychiczne, w kulturach pierwotnych jest często traktowane jako pewna odmiana normy. Na przykład na półwyspie Jukatan w Meksyku osobie, która doznaje omamów po spożyciu grzybów zawierających halucynogenne alkaloidy, przypisuje się nadzwyczajną zdolność nawiązywania kontaktów z duchami przodków czy z bóstwami – wyjaśnia prof. dr hab. Zdzisław Jan Ryn z Collegium Medicum UJ, badacz medycyny Indian Ameryki Południowej, członek wielu ekspedycji naukowych do Ameryki Łacińskiej. Jak tłumaczy, treści objawów są różne w zależności od kontekstu kulturowego, który tworzy historia, język, wierzenia, mity, przesądy, a nawet warunki klimatyczne i elementy krajobrazu naturalnego.
Skoro granice normy i patologii nie są niezmienne, czy warto w ogóle mówić o chorobie psychicznej? Thomas Szasz, wybitny amerykański psychiatra, już od 1961 roku, kiedy opublikował książkę Mit choroby psychicznej przekonuje, że choroba psychiczna nie istnieje, nie
jest czymś realnym.

W jego opinii stanowi ona mit stworzony przez psychiatrów i podtrzymywany przez społeczeństwo, ponieważ sankcjonuje stosowanie łatwych rozwiązań w radzeniu sobie z osobami, które stwarzają problemy, łamią normy społeczne lub nie są rozumiane przez społeczeństwo. Podobnie historyk myśli Michel Foucault w Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu przekonywał, że choroba psychiczna to konstrukt kulturowy, podtrzymywany przez sieć instytucji administracyjnych i medycznych.

Nastrój, który boli

Z toczącą się od lat dyskusją badaczy na temat mitu choroby psychicznej ostro kontrastują statystyki. Z roku na rok rośnie liczba osób cierpiących z powodu zaburzeń nastroju. Obecnie na całym świecie ponad 150 milionów choruje na depresję, a kolejne 30 milionów na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Eksperci WHO przewidują, że w 2030 roku depresja będzie stanowić największe obciążenie i będzie odbijać się na naszym zdrowiu w większym stopniu niż choroby serca czy wypadki drogowe!

Weronika, mieszkanka Warszawy, zauważa u swojego 20-letniego brata niepokojące zmiany w zachowaniu: „Od dłuższego czasu prawie nie wychodzi z domu, nie chce się z nikim widzieć, zerwał kontakt ze wszystkimi znajomymi. Jest przygnębiony. Dawniej spędzał całe dnie grając w piłkę, teraz siedzi zamknięty w swoim pokoju. Ciężko się z nim rozmawia. Czasem w ogóle nie słucha, a czasem to, co się mówi dociera do niego dopiero po pewnym czasie”. Takie objawy mogą wskazywać na depresję. Człowiek cierpiący na tę chorobę przeżywa smutek, przygnębienie i rozpacz. Nie może doświadczać szczęścia i satysfakcji. To, co dawniej cieszyło, teraz przestaje dawać radość. Może też być tak, że osoba obojętnieje i nie czuje nic – nie może przeżywać ani radoś­ci, ani smutku. Obniżonemu nastrojowi towarzyszą trudności z koncentracją, osłabienie pamięci, spowolnienie tempa myślenia. Osoba odczuwa ciągłe zmęczenie i osłabienie. Poczucie beznadziejności i pesymistyczna wizja przyszłości prowadzą, niestety, wielu chorych do decyzji o odebraniu sobie życia – 15 do 25 proc. osób cierpiących na depresję popełnia samobójstwo. „Najbardziej dramatycznym przejawem depresji są myśli i tendencje samobójcze. Jest to utrzymujące się pragnienie śmierci, świadomego przerwania własnej egzystencji, chęć zabicia się. Chory nabiera przekonania, że samobójstwo będzie dla niego jedynym sposobem na przerwanie niemożliwego do wytrzymania bólu, na wymknięcie się z rzeczywistości, w której nie ma nadziei ani dobrych wyjść” – wyjaśnia dr Artur Cedro z II Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego („Charaktery” 11/2002). Tak myślała zapewne Sylvia Plath, amerykańska poetka, która kilka razy podejmowała próby samobójcze. Ostatnia, niestety, była skuteczna...

Samobójstwo popełniła również angielska pisarka Virginia Woolf, która cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową (ChAD). O ile w chorobie afektywnej jednobiegunowej występują tylko epizody depresyjne, to ChAD cechuje naprzemienne występowanie epizodów depresyjnych i maniakalnych. Dla epizodu maniakalnego charakterystyczne jest wzmożone samopoczucie, stan zadowolenia. Człowiek jest beztroski, skłonny do żartów. Ma skłonność do podejmowania pochopnych decyzji, działa w sposób nieprzemyślany i nieodpowiedzialny. Osoba cierpiąca na manię nie potrafi krytycznie ocenić swoich możliwości, nie dostrzega przeszkód w podejmowanych działaniach. W bardziej nasilonej manii pogodny nastrój może jednak zostać zastąpiony gniewem i zwiększoną drażliwością.

W Polsce, w 2007 roku chorzy z zaburzeniami nastroju stanowili aż 18 procent ogółu pacjentów poradni zdrowia psychicznego. W rzeczywistości jednak na pewno znacznie więcej ludzi cierpi na zaburzenia afektywne, często bowiem nie są one identyfikowane i w związku z tym nie są leczone. Prof. dr hab. Andrzej Kiejna, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Akademii
Medycznej we Wrocławiu wyjaśnia:
– Do placówek medycznych trafiają przede wszystkim osoby doświadczające najcięższych trudności. Wielokrotnie zdarza się, że człowiek cierpi przez wiele miesięcy, zanim trafi do specjalisty. Na przykład pacjent cierpiący na depresję zostaje poddany leczeniu dopiero po próbie samobójczej.

Z drugiej strony jednak nagłaśnianie problematyki depresji w ostatnim czasie i liczne akcje społeczne, także te organizowane przez producentów leków antydepresyjnych, mające na celu zmianę postaw wobec chorych na depresję, mogły sprawić, że z większą łatwością dostrzegamy u siebie objawy tego zaburzenia. Często smutek urasta w naszych oczach do rozmiarów choroby i traktujemy go jako coś, co za wszelką cenę trzeba wyeliminować, nierzadko z pomocą środków farmakologicznych. A w epoce przyklejonego uśmiechu nawet „wielcy” przyznają się do zażywania antydepresantów. Wśród gwiazd, które otwarcie mówią o tym, że cierpią na depresję jest – o ironio – amerykański komik Jim Carrey.

Cały ten lęk

Jako kolejna choroba cywilizacyjna XXI wieku wskazywana jest nerwica. Osoby z zaburzeniami nerwicowymi, które obejmują między innymi zaburzenia lękowe, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne i reakcje na stres, stanowią prawie jedną czwartą wszystkich leczonych w poradniach zdrowia psychicznego. Leczonych! Bo najprawdopodobniej na schorzenia tego typu cierpi znacznie więcej osób – szacuje się, że do lekarzy zgłasza się zaledwie połowa osób, które powinny to zrobić...

Światowa Organizacja Zdrowia wymienia zaburzenia lękowe wśród chorób, które najbardziej nas obcią­żają. Nie dziwi to aż tak bardzo, bo dzisiejszy świat, media – wszystko to jest tak skonstruowane i podane, by człowiek czuł lęk... Katastro­fy, ataki terrorystyczne, krach na światowych rynkach, recesja, zwolnienia, choroby, epidemie, niepokoje społeczne, bieda... Lista budzących strach tematów, którymi codziennie bombardują nas media, jest długa i każdego dnia wydłuża się.

Generalnie lęk jest naturalną emocją, która pojawia się w sytuacji zagrożenia i pomaga go uniknąć, ostrzega przed niebezpieczeństwem, mobilizuje do działania. Czymś zupełnie naturalnym jest też odczuwanie niepokoju w sytuacjach niezrozumiałych, nowych i stresujących, takich jak rozpoczęcie nowej pracy, zmiana miejsca zamieszkania, trudny egzamin. Groźny jest natomiast lęk pojawiający się bez wyraźnej przyczyny, niewspółmierny do jego źródła, wywołujący cierpienie i utrudniający normalne funkcjonowanie. Tak jak u 22-letniej Anny: „W sytuacjach, w których muszę kontaktować się z innymi ludźmi, rozmawiać z nimi, coś im tłumaczyć, kiedy muszę coś załatwiać w urzędach, w sklepie – w każdej sytuacji, w której uwaga innych jest zwrócona na mnie – zaczynam się mocno pocić, kołacze mi serce, trzęsą mi się ręce, zaczynam niewyraźnie mówić, rumienię się i wpadam w panikę. Czasami w ogóle nie rozumiem, co inni do mnie mówią”. To, co przeżywa Anna, w psychiatrii jest nazywane fobią społeczną. Fobie dotyczą określonych sytuacji lub przedmiotów. Doświadczany lęk jest irracjonalny i niewspółmierny do źródła zagrożenia. W przypadku Anny jego przyczyną jest wyjście do sklepu czy spojrzenia innych ludzi. Fobia może jednak dotyczyć również zwierząt, chorób, wody, wysokości, otwartych przestrzeni. Osoba cierpiąca na fobię stara się unikać wszelkich sytuacji, które mogłyby wywołać lęk. Dlatego ktoś bojący się na przykład jazdy windą, będzie odmawiać wsiadania do niej i nawet w wieżowcu wybierze wchodzenie po schodach. Z tego też powodu Woody Allen, który przyznaje, że boi się psów, zamkniętych pomieszczeń, chorób nowotworowych oraz pająków, stara się jak najrzadziej opuszczać swoje mieszkanie na Manhattanie. Nicole Kidman z kolei unika... motyli, bowiem cierpi na lepidopterofobię.

Źródło lęku nie zawsze jednak jest określone. Jeśli doświadczany lęk nie wiąże się z żadnymi konkretnymi okolicznościami i uporczywie trwa przez miesiące czy lata, mówimy o lęku uogólnionym. Odbiera on radość życia i nie pozwala się nim cieszyć. Takiemu nieokreślonemu niepokojowi towarzyszą objawy w postaci napięcia, wzmożonej potliwości, suchości w ustach, zawrotów głowy, dolegliwości ze strony układu pokarmowego i krążenia czy zaburzenia snu. Niektóre osoby natomiast doświadczają napadów lęku. Nie wywołują ich żadne określone sytuacje, ataki są nieprzewidywalne. Trwają od kilku minut do kilku godzin, a przerażenie i panika mogą być silniejsze niż w sytuacji realnego zagrożenia. Człowiek odczuwa przy ich okazji duszności, uderzenia ciepła, przyśpieszoną akcję serca, bóle w klatce piersiowej, drżenie mięśni. Przerażenie często jest tak wielkie, że wywołuje płacz czy wołanie o pomoc.

Wiele osób z zaburzeniami lękowymi nie zgłasza się do lekarza. Nie wiemy, ile osób cierpi w milczeniu, bojąc się ujawnić swój problem lub bagatelizując objawy. – Zaburzenia lękowe często są traktowane nie w kategoriach problemu psychiatrycznego, ale raczej jako tzw. gorsze dni czy „nie układa się”. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, że cierpi na zaburzenie, które można leczyć – mówi prof. Kiejna.

Natręt w głowie

Kolejnym „hitem” zaburzeń wkrótce mogą się stać zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Komu nie zdarzyło się zadręczać myślą: „czy na pewno wyłączyłem żelazko?”. Kto nie wracał do domu sprawdzić, czy zamknął drzwi na klucz? W takich sytuacjach sprawdzamy i upewniamy się nawet kilka razy, czy na pewno drzwi są zamknięte, żelazko wyłączone, a gaz w kuchence zgaszony. O zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych mówimy wtedy, jeśli takie myśli, impulsy czy wewnętrzny przymus wykonania pewnej czynności mają charakter uporczywy i nawracający, a u osoby doświadczającej ich wywołują dyskomfort i budzą sprzeciw. Przyjmują one formę obsesji, czyli natrętnych myśli, wyobrażeń, wątpliwości lub czynności, od wykonania których nie możemy się powstrzymać. Osoba cierpiąca próbuje się przeciwstawiać doświadczanym natręctwom, opór jednak najczęściej okazuje się bezskuteczny i zwiększa przeżywany lęk.
Obsesje i kompulsje mogą dotyczyć różnorodnych treści: zdrowia, religii, czystości, porządkowania i układania przedmiotów, sprawdzania i upewniania się, powtarzania czynności określoną liczbę razy, gromadzenia przedmiotów czy ich liczenia. Czynności te często służą – w przekonaniu człowieka wykonującego je – zapobieganiu pewnemu niebezpieczeństwu czy nieszczęściu. „Treści zjawisk natrętnych obracają się często wokół tematów gwałtu, zakażenia i wydarzeń katastroficznych. Natręctwa obejmują też treści agresywne, religijne i seksualne. Najczęściej treść tych przeżyć jest diametralnie różna od systemu wartości, przekonań i sposobu życia pacjenta. Na przykład myśli czy wyobrażenia seksualne lub powtarzające się przekleństwa w stosunku do symboli religijnych i wizerunków świętych u osoby głęboko relig...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy