Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

19 maja 2022

NR 6 (Czerwiec 2022)

Lekcja zdrowej asertywności. Jak uczyć dziecko stawiania granic?

0 267

Chcemy, by nasze dzieci wiodły szczęśliwe życie, były zaradne, samodzielne, autonomiczne, by potrafiły dawać wsparcie, budując tym samym głębokie i pełne relacje z innymi. To, co jest ważne w budowaniu zdrowej autonomii, to umiejętne stawianie granic.

„Kto powiedział, że brak miłości jest mniej ważny niż brak witamin?” – to zdanie wyrażone przez Abrahama Maslowa dobitnie wskazuje, że potrzeby psychiczne dziecka są tak samo realne jak jego potrzeby fizyczne (fizjologiczne). W toku prawidłowego rozwoju konieczne jest więc zaspokojenie pięciu podstawowych potrzeb emocjonalnych dziecka: bezpiecznego przywiązania oraz akceptacji, realistycznych granic, oczekiwań oraz wymagań, wartości duchowych i poczucia wspólnoty oraz zdrowej autonomii i konsekwencji. Zgodnie z teorią Jeffrey’a Younga ich konsekwentne niezaspokojenie doprowadzi do frustracji, a ta stanie się kanwą dla dysfunkcyjnych schematów funkcjonowania, które dotkliwie dadzą o sobie znać w dorosłym życiu. 
Zrozumienie przez dorosłych rodzących się dziecięcych potrzeb ma ogromne znaczenie, chociażby z uwagi na fakt, że małe dziecko nie jest w stanie o nich mówić. Choć potrafi ono zasygnalizować głód, to jego pragnienie bliskości – okazywane na przykład płaczem – może zostać przez opiekunów niewłaściwie rozpoznane, a przez to niezaspokojone. Będąc świadomymi i uważnymi na przejawy potrzeb emocjonalnych małego człowieka, dorośli – zamiast karać czy doprowadzać do eskalacji sytuacji trudnych – mogą zareagować adekwatnie. Pamiętajmy, że frustracja potrzeb objawia się najczęściej jako „niepożądane dla dorosłego zachowanie”, stąd właściwa reakcja w tej sytuacji jest na wagę złota. A co to znaczy „właściwa”? Pozbawiona skrajności – dla przykładu równie destrukcyjne dla dziecka będzie stawianie mu wygórowanych oczekiwań (bądź nierealistycznych granic), jak i nadmierna pobłażliwość czy zaniedbanie obowiązków. Należy więc w sposób zrównoważony zaspokajać potrzeby. Wystarczająco dobrzy rodzice potrafią albo zaspokoić dziecięce potrzeby, albo naprawić swoje błędy i zmienić własne zachowanie. W obu przypadkach istotna jest uważność na to, co się dzieje w dziecięcej psychice.

Rodzicielskie wątpliwości 

Współczesny rodzic może czuć się przytłoczony mnogością podejść wychowawczych oraz zagubiony w próbach znalezienia takiego sposobu działania, który najpełniej przyczyni się do indywidualnego rozwoju dziecka. Wzrastająca liczba poradników oraz profili wychowawczych w mediach społecznościowych wcale nie ułatwia tego zadania. 

POLECAMY

„Moje dziecko uczęszcza do przedszkola, w którym panuje Pozytywna Dyscyplina. Ja wiem, że to dobrze, ale sama się czasem zastanawiam, co ja mam zrobić, gdy moje dziecko nie chce myć zębów albo gdy bije brata. Czasem mam ochotę go zwyczajnie ukarać, ale wtedy to przecież 
nie jest Pozytywna Dyscyplina. Nie wiem, już co robić”.

Z tym i tysiącami innych komentarzy rodziców dzieci w przeróżnym wieku spotykam się na co dzień. Wydaje się, że opiekunowie oczekują konkretu, czasem recepty – techniki, która po prostu zadziała niczym remedium na wszelkie sytuacje trudne. Zachowanie dziecka trzeba jednak w pierwszej kolejności zrozumieć. Składa się na nie przecież mnogość różnych czynników: potrzeby emocjonalne; fizyczne; dotychczasowe doświadczenia osobiste i całej rodziny; dynamika otoczenia, którego częścią jest dziecko; obowiązujące w środowiskach przebywania zestawy umów i zasad; dziecięce kompetencje w zakresie elastycznego rozumienia i swoistego „przełączania się” pomiędzy poszczególnymi elementami czy układami systemów (czego źródło tkwi w rozwoju dziecięcych teorii umysłu); pamięć wzmocnień… to jedynie kilka obszarów, które należy wziąć pod uwagę, starając się zrozumieć dziecięce zachowanie. Choć wiele wymaga to od nas – dorosłych – to warto! 
Chcemy, by nasze dzieci były szczęśliwe, zaradne, samodzielne, autonomiczne, aby miały wokół siebie ludzi, na których mogą polegać oraz by same potrafiły dawać wsparcie, budując tym samym głębokie i pełne relacje z innymi. I choć wkładamy – jako rodzice – wiele uwagi, troski (a czasem i wysiłku) w ich wychowanie, licząc, że przyjmą i zaakceptują mnogość życiowych lekcji, tak naprawdę mądry i prawidłowy rozwój zaczyna się od pierwszego dziecięcego „nie!”.

Pierwsza lekcja dziecięcej asertywności

Niespełna trzyletnia Joasia wybrała się z rodzicami na plac zabaw. Siada w piaskownicy z łopatką i wiaderkiem. Przesypywanie piasku przychodzi jej z trudem, bawi się jednak znakomicie, a rodzice pękają z dumy, obserwując jej poczynania. Wtem do Joasi podchodzi inna dziewczynka, w podobnym wieku, po czym bez słowa zabiera jej łopatkę. Joasia wpada w szloch.

TRENING: 

  • Podejdź, zapytaj, co się wydarzyło, dostrzeż i nazwij uczucia, daj bliskie wsparcie.
  • Pokaż dziecku sytuację z obu perspektyw – Bawiłaś się łopatką. Cieszyłaś się. Podeszła do ciebie dziewczynka. Pomyślała: „Jaka ładna łopatka. Chcę się nią bawić”. Zazdrościła ci. Nie zapytała, czy może ją wziąć. Zabrała ją. Zdziwiło cię to, zasmuciło. Pomyślałaś: „Jak tak można?”, rozpłakałaś się. Rozumiem, to musiało być dla ciebie naprawdę trudne.
  • Zamodeluj rozwiązanie na przyszłość. Daj dziecku wybór – To twoja łopatka. Ty decydujesz, czy się podzielisz. Jeśli nie chcesz się podzielić – trzymaj ją mocno i powiedz: „nie dam ci, to moje”. Jeśli chcesz się podzielić – podaj łopatkę i powiedz: „proszę, mogę się podzielić”. 

Asertywność to wyrażenie swoich myśli, oczekiwań, potrzeb i emocji w obszarze nienaruszającym granic drugiego człowieka. Wymaga więc chociażby podstawowego rozumienia sytuacji społecznych, u podłoża których leży teoria umysłu. To nic innego jak zdolność do rozumienia, że druga osoba, która znajduje się w zbliżonej do mojej sytuacji, może zupełnie inaczej o niej myśleć i czuć, a w związku z tym podjąć odmienne działanie. 
Ta zdolność rozwija się wraz z wiekiem, a jej pierwsze przejawy zaobserwujemy już u kilkuletnich dzieci. 
Dwuletnie maluchy potrafią w sposób prosty przyjąć wizualną perspektywę drugiej osoby. Kiedy umieścimy dwustronną ilustrację między własną twarzą a twarzą dziecka, może ono zrozumieć, co druga osoba może widzieć, i że różni się to od tego, co ono spostrzega. Trzy-, czterolatki zdadzą sobie sprawę, że dorosły, patrząc na ten sam rysunek, może widzieć narysowaną postać „odwrotnie” (do góry nogami), co dowodzi kształtowania się złożonego wizualnego przyjmowania perspektywy. To samo dotyczy oceny preferencji drugiej osoby. W prostym eksperymencie, w którym dziecko ma wybrać dla dorosłego przysmak, obserwując uprzednio, który smakołyk dorosły wybiera z miski i co o nim mówi, maluch poniżej czwartego roku życia zazwyczaj dokonuje błędnego wyboru. Dzieje się tak, ponieważ kieruje się własnymi preferencjami – poda dorosłemu cukierek zamiast marchewki, ponieważ sam lubi cukierki (przed czwartym rokiem życia dzieci kierują się zasadą „widzieć znaczy wiedzieć”). Jednak pięciolatek poczęstuje już dorosłego właściwym przysmakiem.
Joasia nie rozumiała motywów zachowania się drugiej dziewczynki z opisanej scenki z piaskownicy. Jako dorośli możemy te motywy przybliżyć i pozwolić Joasi dokonać wyboru, jak postąpić. Nie ma nic złego w powiedzeniu „nie”. Choć miewa ono swoją cenę…

Nie będę przepraszać! 

„Nie przeproszę go. On mnie pierwszy popchnął! Ja mu nic nie zrobiłem. Wszedłem tylko do pokoju. A on mnie zaczął wyrzucać i mówić, że mu przeszkadzam. Popchnął mnie, to mu oddałem”.

Mylnym założeniem jest, że za każdą krzywdę należy przeprosić. Sytuacja, w której znalazło się dziecko, może zostać przez rodziców mylnie zrozumiana. Powiedzenie „przepraszam” komuś, kto przed chwilą mnie obraził, uderzył, wyrządził mi szkodę, a ja stanąłem w obronie siebie lub swojej własności, mija się z celem. To przymus i narracja z poziomu władzy – „tak należy”, „ludzie się tak umówili”. 
Z „przepraszam” powinna iść w parze „skrucha”. A jeśli jej nie ma? Dużo lepiej sprawdzi się uświadomienie dziecku, że w wyniku konfliktu relacje między ludźmi ulegają pogorszeniu. Należy wówczas się zastanowić, czy chcę ową relację naprawić? Jeśli tak – zadośćuczynię za krzywdę, np. poniosę koszty naprawy zepsutego w wyniku przepychanki przedmiotu, zrobię dla drugiej osoby coś miłego (co ona szczególnie lubi lub wyręczę ją w jakimś obowiązku, za którym nie przepada), przyznam się do swojej części winy i odpowiedzialności za zaistniałą sytuację itp. 

TRENING:
Powiedz: Z tego, co zrozumiałam, doszło między wami do konfliktu, w którym zastosowaliście wobec siebie przemoc. Nie widziałam, co dokładnie się stało, więc nie potrafię rozsądzić, kto tutaj zawinił. Macie prawo wyrazić swoje zdanie, czuć się bezpiecznie w swoim domu, zarządzać swoją własnością, mieć prywatność. Jednak na przemoc i agresję w naszej rodzinie nikt nie wyraża zgody. Każdy z was musi się więc teraz zastanowić, jaka jest jego część winy w tym całym zdarzeniu. Wina nie jest równa, każdy z was miał swoje powody, ale krzywda się stała. Zastanówcie się, co możecie zrobić, by stosunki między wami uregulowały się. Powiedzcie sobie nawzajem: co mnie zraniło, jakie moje granice zostały w tej sytuacji naruszone i czego w związku z tym od ciebie potrzebuję. 

Nie!… A mój autorytet?

„Nie będę tego robić. Dlaczego zawsze ja mam wyrzucać śmieci? Przecież to są śmieci wszystkich! Niech każdy wyrzuca swoje i koniec!”.

Rodzicu, zan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy