Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny , Otwarty dostęp

20 stycznia 2019

NR 1 (Styczeń 2019)

Lekcja szczęścia

215

Czego uczy się dziecko od rodziców, którzy nie potrafią o siebie zadbać – wiecznie zmęczonych, smutnych, pełnych frustracji i złości?

Kto by nie chciał, żeby jego dzieci były szczęśliwe? Jestem pewien, że na całym świecie nie ma ani jednego zwyczajnego rodzica, który nie nosiłby w sobie takiego pragnienia. Co jednak przez to rozumiemy? Chcę szczęścia dla moich dzieci – czyli właściwie czego? Co daję czy zamierzam dać swoim dzieciom z nadzieją, że właśnie to je uszczęśliwi?

Widziałem kiedyś rysunek satyryczny przedstawiający poród. Wokół rodzącej zgromadzeni byli lekarz, położna oraz – jako że był to poród rodzinny – ojciec dziecka. Położna, najbardziej zaangażowana w toczącą się akcję, woła: „Przyj!”. Na co ojciec dziecka mówi: „Przepraszam, ale czy nie mogłaby pani po angielsku? Bo chcielibyśmy, żeby syn studiował na Oxfordzie”.

Wszyscy chcemy dobrze dla swoich dzieci. Ale czy wykształcenie stanowi gwarancję szczęścia? Niekoniecznie. A może zdrowie albo bogactwo? Też niekoniecznie. Na pewno bogatym, zdrowym i wykształconym żyje się łatwiej niż biednym, chorym i niedouczonym; to chyba jednak za mało, by trwale czuć się szczęśliwym. Co zatem jako rodzice powinniśmy starać się przekazać swoim dzieciom, mając nadzieję, że stanie się to dobrym fundamentem ich doros­łego życia?

Kilka lat temu spędzałem z żoną urlop w Chorwacji. Był środek sezonu, ale staraliśmy się unikać zatłoczonych plaż. Sporo za to zwiedzaliśmy i wędrowaliśmy. Na obrzeżach jakiegoś ni to miasteczka, ni to wioski, odkryliśmy, idąc polną drogą, że znajdujemy się pośród na wpół zdziczałych drzew figowych. Nigdy wcześniej nie jadłem świeżych fig. Zerwaliśmy na próbę po jednej i ostrożnie posmakowaliśmy. A potem już nie mogliśmy się od nich oderwać. Owoce okazały się przepyszne – dojrzałe, słodkie i soczyste.

To jest właśnie szczęście. Pojawia się w naszym życiu wtedy, gdy mamy na coś ochotę i odważamy się to brać. Być może ktoś się oburzy, pomyśli, że to raczej definicja egoizmu. Ale dlaczego egoizmem miałoby być cieszenie się życiem, gdy nikomu się tym nie szkodzi?

Umieć odkrywać swoje potrzeby i umieć je zaspokajać. Mówić im „tak”. I nigdy nie zapominać, że nie wolno tego robić cudzym kosztem. Szukać smacznych owoców, zrywać je i jeść – ale nigdy nie kraść. Wydaje mi się, że to jest klucz do bramy, za którą znajduje się ogród dobrego i spełnionego życia.

W jaki sposób nauczyć dziecko używania tego klucza? Jak pokazać mu, gdzie znajduje się ta brama? Dzieci uczą się, przede wszystkim naśladując ważne dla nich osoby, zwłaszcza rodziców. Naśladując, a nie słuchając. Doskonale potrafią wyłapać sprzeczność między tym, co rodzice mówią, a tym, co robią. Wychowanie nie polega na wygłaszaniu mądrości życiowych, których samemu nie potrafi się wcielić w życie. Nie wystarczy również gotowość do zaspokajania wszelkich możliwych dziecięcych potrzeb i zachcianek. Dziecko patrzy i uczy się. A czego się uczy, widząc matkę czy ojca, którzy nie potrafią o siebie zadbać – wiecznie zmęczonych, smutnych, pełnych frustracji i złości? Czego uczą rodzice, którzy mówią sobie: muszę się poświęcać, nie mam dla siebie czasu, moje potrzeby nie są takie ważne, odpocznę w grobie?

W każdym samolocie, przed każdym lotem, stewardessy powtarzają instrukcje bezpieczeństwa. Jedna z nich brzmi: gdy z położonych nad głową schowków wypadną maski tlenowe, załóż je – najpierw sobie, a dopiero potem dziecku.

Jeżeli chcesz, aby twoje dziecko nie było głodne, nakarm najpierw siebie. Jaka ty, jaki ty, takie będzie i ono. 

Przypisy