Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Kupić koniecznie

0 471

Chyba każdemu z nas zdarza się od czasu do czasu kupić rzecz zupełnie zbędną. Śmiejemy się wówczas z siebie, złościmy na własną głupotę i bezmyślność albo przechodzimy nad popełnionym błędem do porządku dziennego. To, co większości z nas zdarza się incydentalnie, dla niektórych może być jednak chlebem powszednim.

Są bowiem ludzie nieumiejący powstrzymać się przed nabywaniem rzeczy, których wprawdzie nie potrzebują, ale które im się podobają. W Stanach Zjednoczonych osoby takie stanowią około 5,9 proc. całej dorosłej populacji. A ile jest ich w Polsce? Chyba nikt tego nie wie. W każdym razie nigdy nie spotkałem się z oficjalnymi danymi dotyczącymi powszechności tej „przypadłości” w naszym kraju. Ale świat coraz bardziej się unifikuje. Sądzę więc, że również w Polsce wspomniane reakcje są na tyle częste, że warto im się bliżej przyjrzeć.
Zachowania, o których tu mówimy, zwykle określane bywają w literaturze przedmiotu terminem „kupowanie kompulsywne”. Określenie to sugeruje pokrewieństwo tendencji do kupowania niepotrzebnych rzeczy z tradycyjnymi, znanymi psychiatrii i psychologii klinicznej kompulsjami, polegającymi na przykład na ciągłym myciu rąk albo nieustannym sprawdzaniu, czy drzwi są zamknięte. Jednak termin ten – w odniesieniu do interesujących nas tu zachowań – nie jest do końca trafny. Zdecydowanie słuszniej byłoby mówić tu o nałogu kupowania. Osoby często nabywające zupełnie im zbędne rzeczy, odczuwają przy tym pewien rodzaj przyjemności. Nie jest to zaś typowe dla kompulsji, gdzie w przypadku przejawienia określonego działania, można mówić co najwyżej o spadku napięcia emocjonalnego. Ponieważ jednak termin „kompulsywne kupowanie” zadomowił się już na dobre w literaturze przedmiotu, w dalszych rozważaniach będę używał tej niezupełnie poprawnej nazwy.
Psychologowie zajmujący się kompulsywnym kupowaniem są na ogół zgodni, że u podstaw takich zachowań rzadko leży jedna przyczyna. Znacznie częściej mamy do czynienia ze splotem wielu okoliczności. Z reguły, gdy mówi się o motywach nałogowego kupowania różnych artykułów, wspomina się o trzech kategoriach przyczyn. Mają one charakter neurobiologiczny, społeczny i osobowościowy.

Badania dotyczące neurobiologicznych przyczyn kompulsywnego kupowania dowodzą, że osoby dotknięte tą przypadłością mają zbyt niski poziom serotoniny. Co ciekawe, deficyty serotoniny wykazują także ludzie dotknięci innymi zaburzeniami związanymi z utratą kontroli nad własnym zachowaniem: hazardziści, kleptomani i cierpiący na zaburzenia racjonalnego odżywiania się. Można zatem powiedzieć, że istnieje wspólny dla tej szerokiej klasy zaburzeń komponent neurobiologiczny, powodujący, że człowiek nie jest w stanie powstrzymywać najróżniejszych popędów i impulsów, które zaczynają rządzić jego reakcjami. 
Badania dotyczące społecznych przyczyn kompulsywnego kupowania koncentrują się na roli reklamy w kreowaniu świata, w którym szczęście osiąga się poprzez nabywanie różnych rzeczy. Także media kreują postawy konsumpcyjne, skłaniając do pogoni za wciąż nowymi i lepszymi produktami. Ważne są również wczesne doświadczenia rodzinne: osoby dokonujące zakupów w sposób kompulsywny wychowywały się często bądź w kulcie dóbr konsumpcyjnych, bądź też w rodzinach, w których dóbr tych ciągle brakowało. Wydaje się, że w przypadku Polski w grę wchodzić może dodatkowo fascynacja obfitością towaru na półkach – po długim okresie oglądania na nich octu i zapałek.
Problem nałogowego kupowania jest od kilkunastu lat obszarem zainteresowania również psychologii osobowości. Badania dość jednoznacznie wskazują, że osoby dokonujące kompulsywnych zakupów charakteryzują się niską samooceną i wysokim poziomem depresji, a także skłonnością do fantazjowania i silną potrzebą uzyskiwania aprobaty ze strony swego otoczenia. U podstaw nałogowego kupowania może zatem leżeć pragnienie zdobycia podziwu czy aprobaty i chęć udowodnienia sobie, że jest się człowiekiem wartościowym. Badania wskazują też, że klientów kompulsywnych cechuje na co dzień znacznie obniżony nastrój, który wyraźnie poprawia się w chwili robienia zakupów.
[nowa_strona] Dynamika emocji towarzyszących zakupom jest czynnikiem, który bardzo wyraźnie różnicuje klientów „normalnych” i „nałogowych”. Ci pierwsi często przeżywają pozytywne emocje już w chwili, gdy decydują się kupić sobie coś specjalnego (czyli coś, co wykracza poza codzienne, rutynowe zakupy). Nałogowcy natomiast decydują się na dokonywanie tego typu zakupów na ogół wtedy, gdy są w nastroju szczególnie złym, a sam akt kupna traktują jako okazję do poprawy swego stanu emocjonalnego. W chwili zakupu przeżywają jednak mieszankę silnych emocji pozytywnych i negatywnych.
Osoby dotknięte nałogiem kupowania najczęściej zdają sobie sprawę z tego, że ich zachowanie ma charakter patologiczny. Przeżywają też stany poczucia winy po dokonaniu drogich, a zupełnie niepotrzebnych im czy ich rodzinom zakupów. Często więc chcą poddać się oddziaływaniom, które pozwoliłyby im wyzwolić się z tego nałogu.
Co można poradzić takim osobom? Dotychczasowe badania wskazują na efektywność dwóch rodzajów terapii. Pierwsza z nich ma charakter medyczny, druga – psychologiczny. Farmakoterapia polega na podawaniu pacjentom dużych dawek serotoniny. Uzupełnienie jej braków w organizmie powoduje, że człowiekowi łatwiej kontrolować własne impulsy i popędy, a w związku z tym jest on w stanie powstrzymać się przed chęcią natychmiastowego kupienia kolejnego, zupełnie mu niepotrzebnego artykułu. Terapia psychologiczna opiera się natomiast na skłonieniu osoby do w miarę częstego fantazjowania o tym, że kupuje nowe produkty. Prowadzi to do wyzwolenia się z silnego, negatywnego nastroju. Daje więc korzyści emocjonalne podobne do tych, jakie daje realne zaangażowanie się w robienie zakupów. Warto jednak zauważyć, że terapia ta w istocie skazuje człowieka na to, by albo robił niepotrzebne zakupy, albo o tym marzył. Nie pozwala mu zaś na realne uporanie się z problemem.

Powszechnie wiadomo, że granica między normą i patologią nie zawsze jest ostra. Trudno zatem precyzyjnie powiedzieć, jak częste musi być kupowanie niepotrzebnych czy zbyt drogich produktów, by można było mówić o zagrożeniu nałogiem. Lepiej więc dmuchać na zimne. Jak to zrobić? Otóż tego typu zakupów zazwyczaj dokonujemy w sposób bezrefleksyjny, nie zastanawiamy się nad ich sensem. Trzeba więc wyrobić sobie nawyk zadawania pytania: „Czy na pewno jest mi to potrzebne?” – zawsze wtedy, kiedy zachwyca nas cacko z dziurką leżące na półce w hipermarkecie czy umieszczona na wystawie sklepowej specjalna igła do nakłuwania jajek na twardo.

Chyba każdemu z nas zdarza się od czasu do czasu kupić rzecz zupełnie zbędną. Śmiejemy się wówczas z siebie, złościmy na własną głupotę i bezmyślność albo przechodzimy nad popełnionym błędem do porządku dziennego. To, co większości z nas zdarza się incydentalnie, dla niektórych może być jednak chlebem powszednim. Są bowiem ludzie nieumiejący powstrzymać się przed nabywaniem rzeczy, których wprawdzie nie potrzebują, ale które im się podobają. W Stanach Zjednoczonych osoby takie stanowią około 5,9 proc. całej dorosłej populacji. A ile jest ich w Polsce? Chyba nikt tego nie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy