Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Które moje „ja”

0 222

Rozmawiam ze sobą, spieram się, dyskutuję, nie zgadzam się... Co we mnie „siedzi”?

Prof. dr Hubert J. M. Hermans ma 63 lata, jest Holendrem, psychologiem osobowości, pracuje w Katolickim Uniwersytecie w Nijmegen (Holandia), publikuje w czołowych czasopismach w USA, jest autorem: „The Dialogical Self” wraz z H.J.G. Kempenem,  „Self-Narratives. The Construction of Meaning in Psychotherapy” wraz z E. Hermans-Jansen. W Polsce wydano „Autonarracje. Tworzenie znaczeń w psychoterapii” oraz „Metodę Konfrontacji z Sobą”. Od połowy lat 80. współpracuje z Katedrą Psychologii Klinicznej i Osobowości KUL.
Z Hubertem Hermansem rozmawia Piotr Oleś.

Piotr Oleś: – Która z dziedzin psychologii jest Panu szczególnie bliska?
Hubert Hermans: – Moje podejście określiłbym jako dialogowe. Duży wpływ wywarli na mnie amerykański psycholog William James i rosyjski literaturoznawca Michaił Bachtin. W koncepcji „ja” Jamesa szczególnie bliskie jest mi stwierdzenie, że człowiek nie dysponuje czymś takim jak obiektywne „ja”, lecz jest zdolny – jako podmiot – do kształtowania siebie. Z kolei Bachtin zaproponował dialogowe spojrzenie na osobowość, które możemy przenieść na grunt psychologii narracyjnej. Według Bachtina, wypowiadane przeze mnie słowo tylko w połowie jest moją własnością – druga część należy bowiem do odbiorcy, który sam także zabiera głos. Dokładnie w chwili, gdy zabieram głos, mój odbiorca jest obecny w moich myślach. Tak więc większość tego, co mówię, a nawet większość moich myśli jest z natury swej dialogowa – druga osoba jest w nich nieustannie obecna i tworzy wraz ze mną nie tylko treść, ale nawet nadaje formę mojej wypowiedzi.

– Jak zatem rozumieć dialogowe „ja”?

– Kiedy wracam do domu po spotkaniu z przyjaciółmi, w myślach nadal prowadzę z nimi rozmowę. Jak to jest możliwe? Dzięki temu, że nasze „ja” jest z natury dialogowe. Krótko mówiąc, dialogowe „ja” jest to dynamiczna wielość pozycji „ja” w wyobrażeniowej przestrzeni naszego umysłu. Dynamika polega na ciąg-łym ruchu „ja” i nawiązywaniu między nimi relacji dialogu. Każda z pozycji obdarzona jest głosem: moje „ja” racjonalne może nie zgadzać się z moim „ja” emocjonalnym, moje „ja” jako optymisty dyskutuje z „ja”pesymistą, moje „ja” jako syna piekarza wspiera albo wykłóca się z moim „ja” jako mieszkańca Nijmegen i pracownika uniwersytetu. „Ja” jest pojęciem o niezwykłej dynamice, ponieważ mamy tu do czynienia z ciągłym przemieszczaniem się. Konkretna osoba posługuje się nie jednym, a wieloma głosami.

– Jakie konsekwencje dla tożsamości ma odkrywanie w sobie wielu różnych głosów?

– Ilekroć określam swoją tożsamość w pewien sposób, to zawsze istnieje inna moja tożsamość – tak jak istnieją inne pozycje „ja”. Tożsamość to dominująca pozycja „ja”, ale to oznacza, że są i inne pozycje, mniej znane, mniej świadome, bardziej ukryte, ale potencjalnie dostępne; łączą się z nimi nawet inne wspomnienia i odmienne wizje przyszłości. To zjawisko ma swój wymiar kliniczny, ale przejawia się również na płaszczyźnie kulturowej. Moim zdaniem, prawie nie ma ludzi, którzy mają jedną zintegrowaną tożsamość; raczej nie są świadomi różnorodności, które w nich tkwią. Ma to swoje implikacje na przykład do wykorzystania w psychoterapii, w której może chodzić o wydobycie stłumionej, pozytywnej i adaptacyjnej tożsamości.

– Jak Pan Profesor umiejscawia tworzoną przez siebie teorię we współczesnej psychologii osobowości?

– Powrócę na moment do początków mojej pracy naukowej. Tytuł mojej dysertacji z 1967 roku brzmiał „Motywacja i osiągnięcia”. Jej owocem były dwa testy psychologiczne: Test Motywacji Osiągnięć dla dorosłych oraz jego wersja dla dzieci. Obie wersje uwzględniały też pozytywny i negatywny wpływ lęku przed porażką. Moi studenci zadali mi wówczas pytanie: na jakich wartościach opierają się te narzędzia? Wielu nauczycieli posługujących się Testem Motywacji Osiągnięć pytało, jak wykorzystać informacje uzyskane w badaniu? To skłoniło mnie do refleksji nad aksjologicznymi podstawami kwestionariusza. Poszukiwałem podejścia, które dawałoby szansę bardziej dokładnego przyjrzenia się wartościom, jakie człowiek nadaje rzeczywistości. Jednocześnie postawiłem sobie pytanie: czy można stworzyć teorię, która dawałaby możliwość stopniowego przejścia pomiędzy pomiarem, na przykład motywacji osiągnięć lub ogólniej – systemu znaczeń, jakie człowiek nadaje światu, a dokonywaniem zmiany w zakresie tychże znaczeń czy wspomnianej motywacji osiągnięć? Wtedy też wyjechałem do Stanów Zjednoczonych. Na uniwersytetach, zwłaszcza w Instytucie Carla Rogersa – był to czas rozkwitu humanistycznej psychologii – zadawaliśmy sobie pytanie: czy postępujemy właściwie, dążąc do uprzedmiotowienia wiedzy o osobie, uzyskiwanej w eksperymentach i testach? Powróciłem do Williama Jamesa, do jego rozróżnienia pomiędzy „ja” podmiotowym a „ja” przedmiotowym. Uświadomiłem sobie, że człowiek może zarówno dokonywać refleksji, jak i być jej przedmiotem. To z kolei wywołało pytanie o naturę współpracy pomiędzy psychologiem a klientem. Jaki kształt powinna ona przyjąć? Na czym ją oprzeć? Jakie metody można na jej rzecz wypracować? W ten sposób doszedłem do stworzenia Metody Konfrontacji z Sobą. W tym miejscu znajdujemy się już na dwóch poziomach: poziomie interakcji pomiędzy psychologiem a klientem oraz metapoziomie, na którym informacje uzyskane od wszystkich klientów mogą posłużyć psychologowi do sformułowania ogólnych twierdzeń.

– Proszę przybliżyć Metodę Konfrontacji z Sobą.

– Metoda Konfrontacji z Sobą jest skierowana na dokonanie stopniowego przejścia pomiędzy etapem gromadzenia osobis-tych znaczeń klienta, które...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy