Kryzys jako paplanina

Wstęp

Myśl naukowa doszła do wniosku, że czeka nas, ludzkość, niewątpliwa zagłada, do której bez wątpienia dojdzie za kilka milionów lat, kiedy nasza ojczysta gwiazda - Słońce, bez wątpienia powiększy się, wybuchnie, by pochłonąć w ogniu piekielnym wszystkie planety naszego systemu. Dla żyjących tu i teraz Ziemian rozważanie takie jest abstrakcją, którą nikt o zdrowych zmysłach nie powinien się przejmować - uważa Jerzy Plutowicz.

Czas opada jak płatki śniegu – lubi powtarzać mój znajomy, poeta postmodernista. Jak przeżyć współczesność, gdy rzeczywistością naszą, ludzką, jest to, co minęło, czyli dzieje, historia, oraz to, co ma przyjść... Tak jakby naszym losem było stąpanie po ostrzu żyletki.

Mój znajomy poeta postmodernista, gdy mijaliśmy się na ulicy, oświadczył: – A nie mówiłem? Jest właśnie tak, jak mówiłem. – O czym mówiłeś? – O kryzysie, w którym jesteśmy pogrążeni. – Nie rozumiem. – Przecież jak jest, każdy widzi. Globalizacja, która niesie nam zagładę, rozpad struktur państwa, upadek kultury wobec wciskającej się w publikatorach komercyjnej sieczki, fala przestępczości i tak dalej. Pobiegł, nie wysłuchawszy mojej opinii.
Zazdrościłem mu. Miał tak silne poczucie mocy i prawdy, że – zdawało się – panował nad siłami natury.

Poczucie kryzysu nie jest bynajmniej powszechne. Nasz czas, spod znaku Europy, zdaje się poruszać po linii prostej, wznoszącej się od przeszłości ku przyszłości. Jest to czas wiecznej przemiany; jest to czas, do którego starają się nas przyzwyczaić typowe dla naszej cywilizacji osiągnięcia nauki. A z wytworami nowoczesnej techniki świetnie radzą sobie wcale l...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy