Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

12 sierpnia 2016

Kopernikański przewrót w myśleniu o emocjach

0 345

Ludzie nie zawierają małżeństw ani nie rozwodzą się, nie dokonują zabójstw, nie poświęcają życia czy wolności po detalicznym namyśle, po rozważeniu wszystkich za i przeciw – twierdził Robert Zajonc, genialny uczony. Czymś jednak się kierują. Ale czym? Po wielokroć sami tego nie wiedzą, a to znak, że wyjaśnień szukać trzeba poza świadomością. Co tam znajdziemy?

Czy określenie dokonań Roberta Zajonca w myśleniu o człowieku „przewrotem kopernikańskim” nie wyda się nazbyt śmiałe? Zapewne! Bo trzeba wziąć pod uwagę, że idee mają zawsze licznych prekursorów, a tylko niewielu psychologów dokonania te zna i ceni. Ci, którzy byliby skłonni taką ocenę poprzeć, zgodziliby się pewnie na określenie „przewrót koperni[-]kański”, bowiem pasuje ono jak ulał do takich ustaleń, które są: sprzeczne z powszechnym, utrwalonym i uporczywym sposobem naszego myślenia o rzeczywistości, mają kluczowe znaczenie dla zrozumienia natury zjawisk, są oparte na niepodważalnych przesłankach, nie są przyjmowane do wiadomości (w każdym razie za życia odkrywcy).

Wielka to sztuka obserwować rzeczywistość i sprytnie dostrzec w niej to, czego nie widzą inni. Ale doprawdy znacznie większa „odkrywczość” ma miejsce wtedy, gdy nie da się czegoś zobaczyć, usłyszeć ani dotknąć, a można to przewidzieć tylko dzięki przenikliwości myślenia. Robert Zajonc należał do grona uczonych o umysłowości genialnej. Rzadko spotykaną przenikliwość w myśleniu o naturze człowieka potrafił przełożyć na zaskakująco pomysłowe i proste metody dowodzenia tez, których nie dało się wychwycić ani obserwacją mędrca, ani wypytywaniem uczestników badań w kwestionariuszach czy wywiadach psychologicznych.

Emocje wyprzedzają poznanie
Co ważnego powiedział i stwierdził? Kojarzony jest głównie z uchwyceniem tzw. efektu ekspozycji oraz z podjęciem kwestii kolejności urodzin (tego, czy jest się dzieckiem pierworodnym, drugim czy kolejnym) – wyzwalającej intuicję, że to może być coś ważnego. Studenci odpowiadają jednak przede wszystkim: Zajonc powiedział, że emocje wyprzedzają poznanie. I mają rację, bo z tej właśnie tezy wynikają pozostałe implikacje służące rozumieniu zasad funkcjonowania człowieka.

Samo sformułowanie przytoczonej tezy mogło irytować, wywołać napięcia i spory. Tak się też stało, choć wydarzenia po słynnej publikacji Zajonca z roku 1980 (orzekającej, że preferences need no inferences) można nazwać „burzą w szklance wody”, bo dostrzegł ją niewielki krąg badaczy. Irytację wzbudzało i wzbudza sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem twierdzenie, że reagowanie emocjonalne nie tylko nie wymaga uprzedniego namysłu, rozważenia za i przeciw, ale nawet rozpoznania bodźca!

Robert Zajonc nie był w sformułowaniu tej prawdy pierwszy – wskazuje przecież na inspiracje, cytując myślicieli przełomu XIX i XX wieku: Williama Jamesa, Wilhelma Wundta, Zygmunta Freuda, Edwarda Titchenera. Był jednak prekursorem w powiązaniu tych idei z nową wiedzą i uzasadnieniu dalej idących twierdzeń. O jaką prawdę chodzi? Czy rzeczywiście są powody, by sądzić, że człowiek może się ucieszyć, przestraszyć, zdenerwować czymś, czego nie dostrzegł? Tak, zdecydowanie tak. Tyle, że dziś wiemy o tych zjawiskach znacznie więcej niż w chwili, gdy Robert Zajonc (przyjmując doroczną nagrodę APA w 1979 roku za wybitne osiągnięcia) wygłosił rozbudowane uzasadnienie tej tezy (za co zebrał wiele kolejnych wyróżnień). A to, co wiemy dziś, przywraca honor „zdrowemu rozsądkowi”, bo wiadomo, że choć podmiot nie wie, co go poirytowało czy wzbudziło awersję – jego umysł to wie. „Głowa pracuje” bezustannie, toczące się zdarzenia są rejestrowane, a informacje przetwarzane bez konieczności przepływu przez wąskie pole świadomości (bez tej zdolności można by popaść w szaleństwo z przeciążenia informacjami).

Innymi słowy, umysł odbiera bodziec zanim podmiot go świadomie rozpozna, ale odbywa się to wedle zgodnej ze zdrowym rozsądkiem sekwencji: najpierw bodziec jest bezwiednie rozkodowany (tego typu procesy nazwano poznaniem utajonym), a następnie zostaje emocjonalnie oszacowany (te procesy nazwano emocjami utajonymi), by można się było adekwatnie zachować (adekwatnie z punktu widzenia tego, co podpowiadają geny i pamięć doświadczeń życiowych). Słowem: emocje wyprzedzają świadome poznanie.

Zastosuj niewidzialny bodziec
Tak sformułowana teza (nie tyle odrzucana, ile ignorowana przez z górą 120 lat), nabiera w psychologii stopniowo cech oczywistości. Przyczyniła się do tego w dużej mierze badawcza pomysłowość Roberta Zajonca, który zaangażował się w wykazanie, że rozmaite odbierane nieświadomie bodźce sterują naszymi reakcjami.

„Weź probówkę, nalej do niej... a następnie dosyp...” instruowano nas na lekcjach chemii. Co robi Robert Zajonc, by udowodnić, że emocje powstające nieświadomie, nawet te mało ważne, mogą wywierać bezwiedny wpływ na to, co zrobimy? Powiada: zastosuj niewidzialny (podprogowy) bodziec, który zwykle wywołuje emocje (na przykład fotografię paszczy rekina albo – lepiej – przerażonej ludzkiej twarzy, bo widok rekina nie jest znany wszystkim uczestnikom badań), a za moment pokaż na ekranie coś mało ważnego i neutralnego (np. nieznany chiński ideogram czy egipski hieroglif) i spytaj, czy ten znak jest ładny. Gdy tak zrobisz, przekonasz się, że osobom nierozumiejącym chińskich i egipskich znaków te „esy-floresy” spodobają się bardziej, jeśli wcześniejszym bodźcem nieświadomym będzie twarz uśmiechnięta niż gdy będzie to twarz wykrzywiona strachem czy wstrętem. Mimika twarzy nieznanej osoby wpłynie na ocenę niepowiązanego z nią znaku!

Ten typ eksperymentów okazał się wielce inspirujący. W całej historii dociekań nad naturą psychiki niewiele było zdarzeń, w których do ustaleń psychologa odwoływałby się biolog; jednym z niewielu precedensów była inspiracja badaniami Roberta Zajonca przez słynnego neurobiologa Josepha LeDoux. Oto słowa Zajonca (1980): „Jest rzeczą prawdopodobną, że możemy coś lubić lub czegoś się obawiać, zanim będziemy dokładnie wiedzieć, czym to coś jest, a nawet zupełnie nie wiedząc, co to jest”. I zdanie Josepha LeDoux (1996): „Jest doprawdy możliwe, że twój mózg będzie wiedział, co jest dobre, a co złe, zanim ty dowiesz się szczegółowo, co to jest”. Obaj badacze doszli do tych tez na gruncie różnych dyscyplin, a zbieżność odkryć podnosi znacząco ich naukowy status.

Wykazanie, że nieświadome bodźce emocjonalne kierują naszymi reakcjami, wywołuje dysonans, bo dominuje w nas poczucie, że dobrze wiemy, czego chcemy. A gdy już przyjmiemy, że emocjami jest wszystko to, co podpowiada nam, jak się zachować, przerażające może wydać się odkrycie, że nasze sądy o rzeczywistości i związane z nimi zachowania mogą wynikać z utajonych przesłanek kompletnie irracjonalnych! Tak jak świadomie przeżywany nastrój może sprawiać, że w danym dniu nic nam się nie podoba (a to może spowodować, że nie przyjmiemy kogoś do pracy czy odrzucimy oświadczyny), tak utajone bodźce emocjonalne mogą wpływać na zachowania zupełnie z nimi niepowiązane (jak fotografia nieznanej osoby i jej wpływ na ocenę chińskiego znaku)!

Poza świadomością podmiotu
Dlaczego tak jest i czy tak być musi? Czy wszyscy ludzie są jednakowo bezbronni wobec takich nieproszonych oddziaływań nieświadomej części własnego umysłu?

Jakie odpowiedzi na te pytania wynikają z koncepcji Roberta Zajonca? Oto jedno z końcowych zdań jego głośnego artykułu (zamieszczonego w „American Psychologist” w roku 1980): „Ludzie nie zawierają małżeństw, ani nie rozwodzą się, nie dokonują zabójstw, nie poświęcają życia czy wolności po detalicznym namyśle, po rozważeniu wszystkich za i przeciw”. Czymś się jednak kierują. Ale czym? Po wielokroć sami tego nie wiedzą, a to znak, że wyjaśnień szukać trzeba poza świadomością. Co tam znajdziemy? Nie tylko irracjonalne przesłanki, lecz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy