Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Konflikt zamyka umysł

0 209

Dlaczego pociąga nas polityka? Czy nasze opinie są jedynie słuszne? Dlaczego politycy twierdzą zazwyczaj, że media faworyzują drugą stronę? Kto wierzy w spiskową teorię dziejów?

O myśleniu politycznym, błędach, jakie w nim popełniamy, i pułapkach demokracji mówi prof. dr hab. Janusz Reykowski. Profesor jest wybitnym psychologiem społecznym i politycznym, twórcą Regulacyjnej Teorii Osobowości. Od 1980 r. kieruje Instytutem Psychologii PAN. Był współinicjatorem powstania w 1996 r. Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Aktywnie uczestniczy w pracach International Society for Political Psychology. Jest zapraszany przez liczne uniwersytety w USA, Izraelu, Francji. Napisał wiele prac m.in.: „Eksperymentalna psychologia emocji” (1966), „Funkcjonowanie osobowości w warunkach stresu psychologicznego” (1965), „Motywacja, postawy prospołeczne a osobowość” (1979). Jest redaktorem i współautorem prac: „Orientacje społeczne jako element mentalności” (1990), „Potoczne wyobrażenia o demokracji” (1995), „Logika walki” (1984).

Dorota Krzemionka-Brózda: – Dlaczego tak wiele osób interesuje się polityką?

Janusz Reykowski: – Jest wiele powodów. Po pierwsze, polityka wiąże się z walką o władzę. A władza jest atrakcyjnym tematem. Po drugie, los osobisty lub grupowy wielu ludzi (a właściwie niemal wszystkich) zależy w znacznej mierze od tego, co się dzieje w polityce. Ci, którzy chcą w jakiś sposób panować nad swoim losem (osoby o wewnętrznym umiejscowieniu kontroli), są skłonni do poznawania rzeczywistości politycznej i uczestnictwa w polityce choćby przez świadomy akt wyborczy, poparcie pewnych partii czy zwalczanie innych. Poza tym z polityką jest tak, jak z kibicowaniem w sporcie. Rola kibica pozwala zastępczo realizować różne cele, uczestniczyć w czymś ważnym. Wprawdzie nie walczę o miejsce w lidze, ale patrząc jak inni grają, razem z nimi wygrywam lub przegrywam. Zastępcze uczestnictwo w walce politycznej dla wielu ludzi jest ważnym wymiarem życia.

– Kiedy nasze myślenie staje się polityczne? Na czym polega jego specyfika?
– Z większością tego, czego dotyczy nasze myślenie w życiu codziennym, a więc ludzi, zadań, miejsc, narzędzi, mamy bezpośredni kontakt – występują one w konkretnej postaci. Zjawiska polityczne mają inny charakter. W polityce – to, co konkretne, to zaledwie powierzchnia zjawisk. Tak więc formę konkretną mają postaci polityków, gmachy i gabinety, wypowiedzi i zachowania polityków (np. podniesione do głosowania ręce posłów). Ale są to fragmentaryczne, wręcz szczątkowe przejawy tego, czym naprawdę jest proces polityczny, którego istotą jest dynamika stosunków władzy między osobami, ugrupowaniami, siłami społecznymi, państwami, regionami oraz konflikt i koordynacja interesów tych różnych podmiotów. Proces polityczny przejawia się w masie trudnych do odczytania faktów. Człowiek, który myśli o polityce, musi nauczyć się sposobów odczytywania znaczeń faktów, z którymi się zapoznał i zdobyć umiejętność integrowania tych faktów tak, aby tworzyć z nich sensowny obraz tego, co się dzieje w sferze politycznej, dlaczego tak się dzieje lub po co się dzieje, a więc zdobyć umiejętność formułowania sądów diagnostycznych i wyjaśniających. Ważnym celem myślenia politycznego jest też formułowanie sądów prognostycznych (o tym, co może się zdarzyć) i normatywnych (o tym, co powinno się zdarzyć). Myślenie polityczne stawia przed nami większe wymagania niż myślenie o sprawach życia codziennego. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. A przecież już tak elementarny akt politycznego zachowania, jak udział w wyborach – to trudne zadanie: trzeba poznać kandydatów i partie, ocenić, na ile ich programy są realne, rozpoznać intencje kandydata i jego możliwości. Nic więc dziwnego, że wielu z nas stara się je sobie upraszczać.

– W jaki sposób sobie to upraszczamy?
– Trzeba pamiętać, że sądy polityczne zwykle są kolektywnie uzgadniane, i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, w toku rozmów i dyskusji z ludźmi z naszego otoczenia; w trakcie tych dyskusji ucierają się środowiskowe opinie. Wszakże zazwyczaj są wśród nas takie osoby, które można określić jako (polityczne) autorytety. Ich głos liczy się bardziej niż innych. Po drugie odbywa się ciągły dialog publiczny w mediach. To także bardzo ważne źródło naszych opinii. Wszakże media wypełniają umysł wieloma sloganami i stereotypami mającymi dać gotowe odpowiedzi na różne pytania. Ułatwieniem sytuacji jest identyfikacja z jakąś formacją polityczną; wtedy wiemy, kogo mamy popierać i co sądzić o różnych sprawach bez konieczności dokładnej analizy kandydatów czy programów. Ale nawet wtedy, gdy z nikim się wyraźnie nie identyfikujemy, możemy wyrabiać sobie zdanie o kandydatach lub partiach na podstawie ogólnego wrażenia, jakie na nas wywierają. Bardzo ważną przesłanką naszych sądów politycznych jest ocena naszej własnej sytuacji: czy mnie i ludziom w moim otoczeniu polepsza się czy pogarsza. Ta ocena bywa często generalizowana – na jej podstawie wnioskuję o tym, co dzieje się w całym kraju. W rzeczy samej bardzo trudno jest uzyskać obiektywny obraz sytuacji całego kraju. Większość z nas ma ograniczony dostęp do informacji: czytamy tylko niektóre gazety, słuchamy tylko niektórych stacji radiowych czy telewizyjnych. Mało kto korzysta z materiałów źródłowych.

– Jakie błędy popełniamy w myśleniu o zjawiskach w polityce?
– Błędy wynikają z właściwości naszego umysłu. Mamy skłonność do centracji (pojęcie wprowadzone przez Jeana Piageta), czyli skupiania się na jednej cesze rzeczywistości, widocznej i wyrazistej, w oderwaniu od innych aspektów. Szczególnym przypadkiem centracji jest poznawczy egocentryzm. Polega on na tym, że własny sposób myślenia, własne wartości i idee uznajemy za jedynie słuszne i prawdziwe i nie dopuszczamy myśli, że inni mogą widzieć to inaczej. Prowadzi to do tzw. fałszywego konsensusu, tj. przekonania, że opinie, które wyznajemy, muszą być oczywiste dla wszystkich uczciwych, logicznie myślących osób. Dobrą ilustracją tego zjawiska są badania Bogdana Wojciszke. Stwierdził on, że osoby, których poglądy (na temat aborcji czy lustracji) były popierane przez mniejszość, wierzyły, że większość ludzi myśli tak jak one. Mechanizm centracji wyjaśnia też zjawisko nazwane przez psychologów „wrogość mediów”. Polega ono na przekonaniu, że „media są przeciwko nam”. W badaniach, które przeprowadzał słynny amerykański psycholog społeczny Lee Ross, przedstawiano ten sam program telewizyjny osobom reprezentującym przeciwne obozy polityczne. Każda ze stron z całym przekonaniem twierdziła, że program ów faworyzował drugą stronę. Wiązało się to z tym, że widzowie koncentrując się na własnym punkcie widzenia, traktowali wszelkie informacje z nim niezgodne, jako fałszywe i tendencyjne – mające służyć drugiej stronie. Ludzie różnią się tym, jak bardzo są podatni na centrację. Ale nieliczni osiągają wysoki stopień politycznej decentracji, czyli zdolności do ujmowania rzeczywistości politycznej z różnych perspektyw, w tym także z takiej, którą reprezentują polityczni przeciwnicy.

– Czy może Pan podać przykład takiego myślenia?

– Dobrym przykładem takiego ujmowania rzeczywistości jest wypowiedź Adama Michnika w rozmowie z gen. Mieczysławem Kiszczakiem (GW, 3 lutego 2001). Michnik potrafił wyjść poza swój własny sposób myślenia, na którym opierał się przez bardzo długi okres. Okazał, że może spojrzeć na polskie sprawy, z perspektywy, którą uważał za wrogą. Widząc tę perspektywę, nie rezygnował z własnej. Należy zaznaczyć, że taka zdolność może narażać człowieka na konflikt z członkami własnego obozu. Wielu ludzi pragnie widzieć świat w prostych kategoriach, wyraźnie oddzielić to, co dobre, od tego, co złe, toteż napawa ich gniewem sytuacja, gdy, jak to odczuwają, dobro i zło zostaje pomieszane. Wszakże bardzo często (a właściwie niemal zawsze) dobro i zło ze sobą współwystępują.

– Jakie są inne źródła błędów w myśleniu politycznym?

– U każdego z nas występuje tendencja do tego, aby to, co nam wydaje się oczywiste, traktować jako bez wątpienia prawdziwe. Każdy utrwalony w naszym umyśle system przekonań (ideologia, religia, teoria naukowa) wywołuje przesadną wiarę w prawdziwość wynikających z nich sądów. Wtedy apriorycznie odrzucamy sądy wynikające z innego systemu przekonań. Ta tendencja bywa przezwyciężana, jeżeli mamy okazję w naszych otoczeniu spotykać się z różnymi poglądami i doświadczeniami. Ale jeśli żyjemy w środowisku jednorodnym, w którym wszyscy myślą podobnie, wtedy nasze wizje ideologiczne wydają nam się jedynie słuszne i prawdziwe, potwierdzane przez sądy podobnych do nas.

– W tym samym środowisku jedni trzymają się sztywnych, jedynie słusznych przekonań, inni nie. Od czego to zależy?
– Ludzie różnią się tym, na ile są otwarci na nowe doświadczenia. W modnej obecnie teorii osobowości wśród pięciu cech (tzw. „Wieka Piątka”, pisaliśmy o tym w „Charakterach” 6/1998) wymienia się otwartość poznawczą, czyli zdolność odbierania informacji niezgodnych z tym, co już wiemy i reorganizowania naszej wiedzy zgodnie z dochodzącymi informacjami. Ludzie zamknięci to tacy, którzy do takiej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy