Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

27 lipca 2016

Kojarzenie jest jak seks

0 517

Myślenie nie boli - to prawda dość znana. A poszukiwanie skojarzeń? Jest przyjemne. Prawie tak samo jak seks. Przynajmniej dla naszego mózgu.

Joe już drugą godzinę siedział przed ekranem komputera. Przed jego oczami mignął kolejny obrazek. Doktor Michael Gazzaniga poprosił go, by powiedział, co zobaczył. – Kurę – odparł krótko pacjent. – Teraz niech pan zamknie oczy i lewą ręką narysuje to, co pan widział – poprosił doktor. Joe zaczął wykonywać polecenie. Długopis wiedziony jego ręką zostawiał na kartce linie, układające się w kształt... domu. – Proszę otworzyć oczy i powiedzieć, co pan narysował. Joe spojrzał na rysunek, chwilka konsternacji... To z pewnością nie była kura. Jednak niepewność nie trwała długo. – Kurnik, panie doktorze, narysowałem kurnik. – Dlaczego narysował pan kurnik? – zapytał zdziwiony Gazzaniga. – Ponieważ kury mieszkają w kurniku – ze spokojem odpowiedział Joe. – Dobrze... – doktor nie był jednak do końca przekonany. – Przejdźmy zatem do kolejnego zadania.

Tym razem pacjent zobaczył żyrafę. Doktor nie zdążył jeszcze wypowiedzieć pytania, gdy Joe zerwał się na równe nogi. – Mam tego dość! Nie będę dłużej uczestniczył w tych badaniach – krzyknął. – Dlaczego się pan tak zdenerwował? – zapytał Gazzaniga. – Zadaje pan głupie pytania, denerwuje mnie to! – Proszę usiąść, jeśli pan chce, to za chwilę skończymy, tylko podsumujmy to dzisiejsze spotkanie – powiedział spokojnie doktor, wyłączając monitor komputera. Joe chorował na lekooporną epilepsję i kolejne napady stanowiły zagrożenie dla jego życia.

POLECAMY

Dwa lata wcześniej został poddany zabiegowi komisurotomii (przecięcia spoidła wielkiego), co w sposób skuteczny zapobiegło rozprzestrzenianiu się wyładowań epileptycznych pomiędzy półkulami jego mózgu i w efekcie wyeliminowało groźne napady padaczki. Ubocznym skutkiem zabiegu było uszkodzenie jednej z dróg wymiany informacji między półkulami mózgu. I właśnie to interesowało Gazzanigę. W trakcie badania za każdym razem prezentował pacjentowi dwa obrazki – jeden do lewego pola widzenia, drugi do prawego. Joe potrafił nazwać tylko jeden obiekt. Gdy po stronie prawej pojawiła się kura, została ona przetworzona przez lewą półkulę mózgu Joe, związaną z funkcjami językowymi. Pacjent bez zająknięcia relacjonował, co widział. Jednak jednocześnie z kurą, po lewej stronie ekranu wyświetlony został dom. Joe nie potrafił powiedzieć, co widziało jego lewe oko, gdyż ten obraz przetwarzany był przez prawą półkulę jego mózgu. Mógł to jednak narysować lewą ręką (sterowanie ruchem kończyn odbywa się w półkuli przeciwnej do danej kończyny). Rysując, przekonany był, że odzwierciedla to, o czym mówił – czyli kurę. Wpadał w konsternację dopiero gdy zobaczył, iż w rzeczywistości narysował dom. Jednak jego mózg szybko poradził sobie z tą dziwną sytuacją – określając obiekt na rysunku jako kurnik, nadał wszystkiemu całkiem spójne znaczenie.

Czy domyślasz się, jaki obrazek dotarł do prawej półkuli pacjenta w kolejnej próbie? Gdy półkula lewa przetwarzała wizerunek żyrafy, prawa zajmowała się wizerunkiem płonącego domu. Obraz ten wywołał w Joem silny niepokój. Nie mogąc jednak zwerbalizować przyczyny tego niepokoju, zaczął szukać jej wśród dostępnych informacji – w tym, że badanie trwa już ponad godzinę lub że doktor zadaje wciąż te same pytania.
Zachowania pacjentów po zabiegu komisurotomii w bardzo spektakularny sposób pokazują istniejącą w ludzkim umyśle głęboką potrzebę przetworzenia i zrozumienia docierających do niego informacji. W przypadku pacjentów takich jak Joe, informacje te są niepełne, do części z nich dostęp jest znacznie utrudniony. Jednak dążenie do nadawania im sensu i spójnego znaczenia wydaje się być niepokonane. Pacjenci są w stanie stworzyć spójną opowieść o tym, co widzą, co robią i co się z nimi dzieje.

Czy jest to właściwość tylko i wyłącznie osób z przeciętym spoidłem wielkim? Zdecydowanie nie. Ta potrzeba sensu oraz zdolność jej realizacji jest typowa dla każdego z nas. I, wbrew pozorom, człowiek bez uszkodzeń mózgu w wielu sytuacjach niewiele różni się od opisanego wyżej pacjenta.

Złożona i prosta codzienność
Przykłady sytuacji, w których pobudzenie fizjologiczne interpretujemy w sposób nie zawsze zgodny z rzeczywistością, są bliskie niemal każdemu. Mogą mieć swoją ciemną lub jasną stronę. Badania zebrane przez Meni Koslowsky w publikacji zatytułowanej Commuting Stress wskazują, że ludzie dojeżdżający do pracy kilkadziesiąt kilometrów lub korzystający w godzinach szczytu z transportu publicznego doświadczają stresu związanego z hałasem, tłokiem oraz nadmiarem stymulacji. Intuicyjnie próbują się izolować od tych bodźców poprzez słuchanie muzyki lub zatopienie się w lekturze. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Brytyjski psycholog David Lewis zbadał tętno i ciśnienie krwi osób dojeżdżających do pracy ponad godzinę zatłoczonymi środkami transportu. Były one istotnie wyższe niż u osób, których czas dojazdu nie przekraczał 15 minut oraz porównywalne z rejestrowanymi u pilotów wojskowych podczas treningu. Trudno wyobrazić sobie, że takie pobudzenie może nie wpłynąć na funkcjonowanie w pracy. Ale ile osób zdaje sobie z niego sprawę? Prawdopodobnie osoba nieświadomie doświadczająca stresu komunikacyjnego, będzie szukała przyczyn pobudzenia wśród informacji dostępnych – koleżanka w pokoju denerwuje niemal każdym zachowaniem, a szef daje zbyt krótkie terminy. I wszystko znów zacznie mieć sens.

Powyższy przykład to dość złożona racjonalizacja, w którą uwikłane są zjawiska fizjologiczne w postaci reakcji autonomicznego układu nerwowego. Przyjrzyjmy się, jak przebiegają nieco prostsze procesy tego typu.
[nowa_strona] Oko ludzkie jest tak zbudowane, że widzi ostro w obszarze zaledwie 1,5 do 2 stopni kąta widzenia. Odpowiada to mniej więcej obszarowi paznokcia na kciuku wyciągniętej przed siebie ręki. Im dalej obiekty oddalone są od punktu, na który patrzymy, tym mniej wyraźnie są dostrzegane. Aby móc je zobaczyć ostro, należy zwrócić na nie oko. Jednak ruch taki gałki ocznej trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu milisekund. Ta właściwość naszego systemu recepcyjnego sprawia, że w zmieniającym się środowisku nie jesteśmy w stanie zobaczyć wszystkiego, co znajduje się w polu widzenia, nie mówiąc już o przetworzeniu tych informacji. W zdecydowanej większości przypadków nie jest to jednak powód do zmartwienia, ponieważ bardzo skutecznie uczymy się wybierać bodźce znaczące. Są one rozpoznawane przez układ wzrokowy, a później na ich podstawie mózg „składa” całą scenę. To, co „powinno” być obecne w widzianym obrazie oraz jakie znaczenie mają obiekty, które już rozpoznaliśmy, mózg ocenia na podstawie zdobytej wcześniej wiedzy. Wypełnia przy tym luki tak, by wszystko miało sens i abyśmy nie musieli zastanawiać się, czego nie dostrzegliśmy. O „brakach” dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy skonfrontujemy nasze wrażenia z wrażeniami innych osób lub gdy zacznie się dziać coś niestandardowego – na przykład w dłoni występującego przed nami iluzjonisty zniknie chusteczka.
Jeśli posiadamy już jakieś informacje o znikających chusteczkach, nasz mózg z pewnością szybko uzupełni naszą wiedzę na temat widzianego zdarzenia – np. o informacje, gdzie i w jaki sposób można było ową chusteczkę ukryć. Jeśli jednak wiedzy takiej nie posiadamy (np. dzieci) będziemy się starali skojarzyć to z innymi dostępnymi nam możliwościami (być może rozpłynęła się tak, jak draże ściskane w ręce). Można więc powiedzieć, że nadawanie znczaenia doceirającym do nas bodźcom polega na ich rozpzonawaniu oraz kojerzaniu ze znanymi nam obiektami. Jeśli w poprzednim zdaniu nie zauważyłeś czterech literówek, znaczy to, że proces ten przebiegł całkowicie automatycznie. Jeśli nawet literówki te zostały zauważone, a mimo to nietypowe ciągi znaków zinterpretowano jako znane już słowa i nie przeszkodziło to w zrozumieniu sensu zadania, jest to również dowód na sprawne funkcjonowanie brzusznej drogi wzrokowej.
Jaki mechanizm stoi za tak skutecznym kojarzeniem nowych obiektów z już znanymi? Jakie źródło ma tak wielka determinacja, by nadać sensowne znaczenie przetwarzanej informacji?

Przyjemność skojarzeń
W 1972 roku Solomon Snyder i Candace Pert z John Hopkins Uni[-]versity School of Medicine odkryli w mózgu receptory opioidowe. Odkrycie to pozwoliło naukowcom zrozumieć, w jaki sposób działają opiaty – czyli znane już od XIX wieku substancje, takie jak morfina, kodeina czy heroina. Jednak jeśli w mózgu istniały receptory takich związków chemicznych, to naturalne wydawało się, że muszą również istnieć wydzielane przez organizm substancje oddziałujące na receptory opioidowe. Odkrycie ich było tylko kwestią czasu.
W roku 1975 dwóch szkockich biochemików – John Hughes i Hans Kosterlitz – badając mózgi świń wyizolowało taką substancję. Nazwano ją później endorfiną – od endo (wewnętrzna) morfina. Pięć lat później zespół Michaela Lewisa z National Institute of Mental Health odkrył, iż receptory opioidowe są również obecne w obszarach kory mózgowej związanej z przetwarzaniem wzrokowym. O ile wcześniejsze o...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy