Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

26 listopada 2015

Kochankowie cyber-ery

29

Co dziesiąty Amerykanin szuka partnera w sieci. Miliony Polaków logują się na osiemdziesięciu portalach randkowych. Coraz częściej to 20-, 30-latkowie. Czy łatwiej im znaleźć „pokrewną duszę” bez kontaktu twarzą w twarz?

Jeden z greckich mitów, przywołany przez Arystofanesa w Uczcie Platona, podaje, że ziemię zamieszkiwali niegdyś ludzie, którzy zbudowani byli z... połówek męskich i żeńskich oraz jednopłciowych. Ich walcowate ciała o czterech nogach, ramionach i z dwiema twarzami poruszały się w dowolną stronę, kręcąc się i skacząc. Te pierwotne istoty były tak butne i niezależne, że zaniepokojeni bogowie – za radą Zeusa – postanowili przywołać je do porządku, rozcinając na pół. „Pamiątką” po tym zabiegu i uformowaniu na nowo, jest... pępek, „by [człowiek] mając to miejsce przed oczyma, grzeczniejszy był niż przedtem”. I tak od chwili przecięcia wiedzione tęsknotą obie części szukają się po świecie. Ich dusze pragną nie tylko fizycznego zespolenia, ale czegoś, co ledwie odgadują i przeczuwają. Odnaleźć dawno utraconą „połówkę” udaje się tylko nielicznym – jedynie tym, którzy są posłuszni Erosowi.

Przez miliony lat ludzie dobierali się w pary na podstawie bogactwa informacji czerpanych podczas interakcji twarzą w twarz. Ważny był nie tylko wygląd, ale także język ciała, zapach i ton głosu oraz informacja zwrotna w odpowiedzi na werbalne i niewerbalne komunikaty. Współczesny świat oferuje nam na znalezienie „pokrewnej duszy” inny sposób, o jakim nie śniło się nawet greckim filozofom... Internet ułatwia kontakty z osobami, których nigdy nie spotkaliśmy, a nawet nie mielibyśmy szansy poznać. „Randkowy krajobraz zmienił się całkowicie. Kiedyś mieliśmy swatki albo rodziców, którzy pomagali nam znaleźć partnera, teraz sami musimy się o to zatroszczyć. W naszym romantycznym życiu mamy więcej swobody i autonomii niż kiedykolwiek i niektórzy używają tej wolności do zmiany priorytetów. Dla wielu z nas monogamia i małżeństwo nie są już celem, a seks bywa niewinnym hobby, oznaczającym maksymalizację przyjemności i minimalizację kłopotliwych zobowiązań”, twierdzi Jean-Claude Kaufmann, socjolog z Sorbony i dyrektor Ośrodka Badań nad Więziami Społecznymi w Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS).

Obserwacje francuskiego socjologa potwierdzają najnowsze badania: żyjemy w epoce, kiedy spotkanie w realu poprzedza przesyłanie zdjęć (często intymnych) i e-maili czy SMS-ów o zabarwieniu erotycznym, a rozmowy przez telefon uznaje się za obciążające emocjonalnie. To czasy, kiedy „istoty ludzkie ocenia się niedbałym ruchem palca przesuwanego po ekranie”. Randki on-line są popularnym sposobem na rozpoczęcie relacji – stały się spełnieniem naszych marzeń o miłości czy raczej ich końcem?

W poszukiwaniu ideału
„W latach sześćdziesiątych 76 proc. młodych kobiet i 35 proc. młodych mężczyzn twierdziło, że byliby skłonni poślubić kogoś, kogo nie kochają. W podobnym badaniu przeprowadzonym kilkadziesiąt lat później, 91 proc. kobiet i 87 proc. mężczyzn zadeklarowało, że nie wzięliby ślubu z kimś, kogo nie kochają”, piszą w bestselerze Modern Romance popularny aktor Aziz Ansari i prof. Eric Klinenberg, socjolog z New York University. Ich zdaniem dowodzi to, że „żyjemy w świecie, który jest kształtowany, na różne sposoby, przez poszukiwanie bratniej duszy”. W dodatku młodzi ludzie znajdują się obecnie pod ogromną presją, by na towarzysza życia znaleźć osobę idealną – kiedyś taka presja nie istniała, kiedyś „wystarczająco dobry” partner był naprawdę wystarczająco dobry.

Autorzy Modern Romance przeprowadzili badania obejmujące grupy fokusowe, przejrzeli ustalenia naukowców odnośnie randkowych trendów i przeprowadzili wywiady z socjologami, psychologami, antropologami kultury. Rozmawiali z mieszkańcami Nowego Jorku, Los Angeles, Tokio, Paryża i Ad-Dauhy. Część z tych kilkuset rozmówców pokazała im swoje SMS-y, e-maile, randkowe profile i wykorzystywane aplikacje na smartfony. Ansari i Klinenberg chcieli dowiedzieć się, w jaki sposób współcześni 20–30-latkowie szukają miłości i dlaczego mają problem z jej znalezieniem.

Podstawową kulturową zmianą okazało się przejście od ideału małżeństwa partnerskiego do małżeństwa pokrewnych dusz. Dawniej wybór ograniczał się do kogoś z bliskiego otoczenia – z sąsiedztwa, spośród znajomych ze szkoły lub pracy, z czasów dzieciństwa albo z grona przyjaciół rodziny. Przedstawiciele starszego pokolenia pytani o to, jaki powinien być współmałżonek, najczęściej odpowiadali: „miłą osobą, z którą będzie można się dogadać”. Dlaczego wybrali tę, a nie inną osobę na męża/żonę? Padały odpowiedzi: „On wydawał się całkiem przyzwoitym facetem”, „Ona była fajną dziewczyną”, „Miał dobrą pracę”, „Pracowała w cukierni, a ja lubię ciastka”. A co kryje się za decyzjami współczesnych nowożeńców? Ich odpowiedzi wydają się znacznie bardziej dramatyczne i emocjonalne: „Ona jest moją drugą połówką” lub „Nie wyobrażam sobie przeżywania radości życia bez niego przy mym boku” czy „Za każdym razem, kiedy dotykam jej włosów, drżę z podniecenia”.

Dziś młodzi ludzie poszukują partnera, który dopełni ich pod prawie każdym względem, zrozumie potrzeby, i to niemal bez słów. „Chcemy kogoś, kto właściwie nie istnieje”, piszą autorzy Modern Romance. Wyposażeni w niezliczone aplikacje, serwisy społecznościowe i filtry serwisów randkowych przeznaczone do odsiewania i kategoryzowania, „...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy