Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Kobiety szczęśliwe, alternatywne i inne

0 427

O radości i trudnościach bycia kobietą rozmawiają: IRENA NAMYSŁOWSKA, ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA, ZUZANNA STADNICKA-DMITRIEW, ANNA OTFFINOWSKA i DOROTA KRZEMIONKA-BRÓZDA.

O radości i trudnościach bycia kobietą rozmawiają: prof. Irena Namysłowska – lekarz psychiatra, terapeuta rodziny, kieruje Kliniką Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, mama dwojga dorosłych już dzieci i babcia Jasia; Zofia Milska-Wrzosińska – psycholog i terapeuta, dyrektor Laboratorium Psychoeduakcji w Warszawie, mama czworga dzieci (najstarsza córka ma 25 lat, najmłodsza 11); Anna Otffinowska – psycholog, pracuje w Fundacji „Rodzić po ludzku”, mama dwojga nastolatków; Zuzanna Stadnicka-Dmitriew – psycholog, zajmuje się terapią analityczną, pracuje w Ośrodku Terapii Psychoanalitycznej OTP.

Dorota Krzemionka-Brózda: – Fransois Mauriac powiedział, że kobiety „tak czy owak, są nieszczęśliwe. To ich powołanie”. Czy Panie są nieszczęśliwe?
Irena Namysłowska: – Jesteśmy w innej sytuacji niż większość kobiet. Mówiąc słowami Julii Hartwig: „¸ut szczęścia na zbiegu okoliczności i talentu pozwolił nam cudem zdobyć dostęp do miejsc zajętych przez mężczyzn”. Jestem szczęśliwa. Kobiecość daje mi możliwości spełniania się w różnych sferach. Gdy jedna z nich kuleje, mam jeszcze inne sfery.
Anna Otffinowska: – Moje pragnienie do zajmowania się ciężarnymi kobietami wzięło się z tego, że sama urodziłam dzieci i wychowałam je. Uważam to za głębokie, kobiece doświadczenie i jestem szczęśliwa, że mogłam je przeżyć. Nigdy nie pomyślałam: „Dobrze by było, gdybym była facetem”.
Zofia Milska-Wrzosińska: – Czuję się zadowolona z tego, że jestem kobietą, ale nie mam pewności, czy bycie kobietą jest czymś lepszym. Urodziłam się jako kobieta, to dla mnie coś oczywistego. Ale gdy mówię, że jestem zadowolona, to słyszę zarzut, że nie jestem solidarna ze sprawą kobiecą. Bo większość kobiet cierpi, a mnie się udało – dzięki temu, że kiedyś feministki walczyły i cierpiały.
Zuzanna Stadnicka-Dmitriew: – Jest w naszym kraju rodzaj lojalności kobiet, polegającej na wspieraniu się w tym, że nie jesteśmy szczęśliwe. Pokutuje obraz Matki-Polki, czyli kobiety, która oddaje się rodzinie. Mało jest przyzwolenia na to, że kobieta może być niezależna i szczęśliwa.

D.K.B.: – Mówi się o kobiecym masochizmie. Czy jest w nas skłonność do cierpienia, bycia ofiarą?
Z.S.D.: – Masochizm kobiet może wiązać się z biologią. Jesteśmy inaczej zbudowane. Mamy większą niż mężczyźni skłonność do udostępniania swojego wnętrza innym i większy problem z wyrażeniem agresji. Już z natury samego aktu seksualnego wynika, że kobieta jest miękka i przyjmująca, a mężczyzna twardy i „atakujący”.
Z.M.W.: – U kobiet widzę większą gotowość do brania na siebie wielu, często zbyt wielu spraw, w nie zawsze świadomej nadziei, że dostaną za to miłość, akceptację i uznanie. A potem są rozczarowane, bo ich poświęcenie traktowane jest jako coś oczywistego, a nawet rodzi złość czy niechęć.

D.K.B.: – Sławomira Walczewska w „Matce gastronomicznej” pisze o codziennym despotyzmie domowym umęczonej matki. Kobieta poświęca się dla męża i dzieci, a w zamian za opiekę i czułość oczekuje wdzięczności... Jak wygląda ten podział ról i obowiązków w domu?
Z.M.W.: – Jeśli chcemy mieć rodzinę i dzieci, to niezbędna jest postać „tradycyjnej kobiety”, rozumianej jako zestaw zachowań: towarzyszenie dzieciom, tworzenie dla nich ciepłego, bezpiecznego miejsca. Tylko pytanie, kto ma nią być. Mam czworo dzieci. Kiedyś tą „tradycyjną kobietą” byłam przede wszystkim ja, potem bywaliśmy nią z mężem na zmianę, a od paru lat raczej mąż pełni tę funkcję. Ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest oferta dla każdego. Mąż akurat nie ma oporów przed pełnieniem tej roli. Może dlatego, że spełnił się w „męskim” zawodzie.
A.O.: – Gdy kobieta robi karierę, słyszy potem, że jest niedobrą matką. Kiedy dziecko ma trudności, źle się uczy, to zarzuca się matce, że była nadmiernie z nim związana i nie miała własnego życia, albo że je opuściła, bo poszła do pracy. Dziś wymaga się od kobiet, by były perfekcyjne jako matki, gospodynie i pracowniczki.
Z.M.W.: – Ale jeśli mężczyzna nie zostanie zachęcony, albo wręcz zmuszony do tej roli na początku, to na kolejnym etapie będzie to dla niego trudne. I gdy dziecko jest starsze, on nadal jest z boku. Być może dlatego, że zbyt łatwo bierzemy wszystko na siebie.
I.N.: – Nasze postawy nie biorą się znikąd, są dziedziczone z pokolenia na pokolenie jako przekazy rodzinne.

D.K.B.: – Jakie przekazy dostały Panie w swoich rodzinach?
I.N.: – Przekaz o byciu niezależną. Cała moja rodzina zginęła jednego dnia w czasie wojny. Zostało poczucie, że skoro wszyscy mogą zginąć, to może lepiej być niezależną.
Z.S.D.: – Mam podobny przekaz. Moja prababka miała strasznie dużo dzieci. Babcia powiedziała: „Ja tak żyć nie chcę”. Uważała, że kobieta powinna się przede wszystkim kształcić, a potem dopiero myśleć o rodzinie. Myślę, że każdy przekaz, niezależnie od jego treści, coś umożliwia i coś utrudnia. Przekaz o niezależności może utrudniać czerpanie przyjemności z bycia w domu i rozwijania się poprzez rodzinę.
Z.M.W.: – Moja mama pochodziła z rodziny, w której kobieta powinna przede wszystkim dobrze wyjść za mąż. A ona zbuntowała się i poszła na studia. Zrobiła część pracy za mnie. Ja już nie musiałam się buntować. Przekazała mi, że można mieć dużo przyjemności z bycia kobietą – pod warunkiem, że się wszystko robi doskonale. Na niezależność i przyjemność trzeba sobie zasłużyć.
A.O.: – Mama mojej mamy została sama, pracowała i wychowywała dziewięcioro dzieci. Mój ojciec nas zostawił, gdy byłam małym dzieckiem. Mama wychowywała mnie i utrzymywała dom na wysokim poziomie. Dla mnie było czymś naturalnym, że kobieta bierze na siebie obie role naraz. I mniej cierpi, kiedy jest niezależna.

D.K.B.: – Co to znaczy być kobietą? Co jest kobiece?
A.O.: – Gdy zaczynamy łamać stereotyp – tak jak się dzieje teraz – to już nie wiadomo, jak ta kobiecość ma wyglądać.
Z.S.D.: – Męskość jest oczywista, ale kobiecość już taka oczywista nie jest. My tej kobiecości bardziej poszukujemy.

D.K.B.: – Na czym polega męskość?
Z.S.D.:
– Potocznie męskość kojarzy się z aktywnością, działaniem, agresywnością, dominacją. Choć nie można powiedzieć, że kobiety są bierne. Noszenie dziecka, rodzenie, rozumienie jego przeżyć – to inny rodzaj aktywności, bardziej uwewnętrznionej.
A.O.: – Kobiety przełamują stereotypy i sięgają po role męskie. To wymaga siły, determinacji. Kobiety są różne, potrafią się dostosować i walczyć o swoje, być agresywne i delikatne. Mężczyźni nie sięgają po nasze domeny.
Z.M.W.: – Z kobiecością kojarzy mi się pewien rodzaj delikatności i gotowości do zajmowania się drugim człowiekiem. Dlatego chętnie widzę takie osoby – zarówno kobiety jak i mężczyzn – w moim zespole. Ale kobiety nie muszą być takie, ja nie specjalnie jestem wyposażona w te atrybuty. Może dlatego szukam ich u innych.

D.K.B.: – Jak stajemy się psychicznie kobietą?
Z.S.D.:
– Tożsamość płci tworzy się na bazie fizyczności. Od tego wszystko się zaczyna. Na przykład zdolność do empatii, czyli przyjmowania do środka, jest cechą, którą mężczyźni mają w mniejszym stopniu.
Z.M.W.: – Tożsamość płciowa jest nadawana przez otoczenie. Stąd u wielu osób tożsamość płciowa bywa sprzeczna z ich wyposażeniem biologicznym.
A.O.: – Zależy też od tego, jak rodzice czują się we własnej skórze i płci. Jak się do siebie odnoszą.
D.K.B.: – Jeśli więc mama nie szanuje taty, to synowi trudno będzie szanować siebie jako mężczyznę.
I.N.: – Choćby nie wiem jak mama nie szanowała tatusia, to chłopiec nie przestanie być mężczyzną. Będzie miał więcej kobiecości w sobie.
Z.M.W.: – Warto sprawdzić, czy i jakim stereotypom ulegamy jako rodzice, jeśli chodzi o stosunek do płci. Czy z góry zakładamy, że na przykład dla dziewczynki coś jest właściwe lub nie? Ale to nie oznacza, że mamy tak samo wychowywać dzieci, na to samo im pozwalać. Kiedy wychowywałam moje córki, towarzyszyła mi myśl, że nie powinny zbyt wcześnie i byle jak rozpoczynać życia seksualnego. W przypadku syna miałam przekonanie, że gdyby jemu coś takiego się zdarzyło, to jakoś sobie z tym poradzi.

D.K.B.: – Jak na rozwój tożsamości płciowej dziecka wpływać może samotne macierzyństwo?
A.O.:
– Istnieje wiele hipotez. Dziecko może mieć problemy z identyfikacją, przejmuje role kobiece. Jest związane z matką w niedobry sposób, ona staje się dla niego jedyną ważną osobą. Nie widzi na co dzień relacji między rodzicami.
I.N.: – Wydaje się, że mężczyźni z najbliższej rodziny mogą zastąpić nieobecnego ojca. To może być dziadek, brat.
A.O.: – Jeśli kobieta decyduje się na samotne macierzyństwo, pojawia się pytanie, jakie motywy za tym stoją?
Z.M.W.: – Nowa generacja kobiet ma poczucie, że wszystko mają, więc urodzą sobie jeszcze dziecko. Trafia do nas wielu pacjentów, którzy nie wiedzą, kim był ich ojciec. Wszystko jest lepsze niż ojciec anonimowy. To rodzi problem z tożsamością.
Z.S.D.: – Ważne, jaki stosunek ma kobieta do swego samotnego macierzyństwa. Dlaczego się na to zdecydowała? Bo nie wyobraża sobie związku z mężczyzną, nie uważa tego za wartość, czy też dlatego, że nie udało się jej z jakimś mężczyzną? Jeśli kobieta dewaluuje mężczyzn, traktując ich jak „materiał genetyczny”, to jej syn najprawdopodobniej będzie się źle czuł we własnej skórze i będzie miał problemy z podejmowaniem męskich ról.
Z.M.W.: – Bywa, że kobiety mówią: „Musiałam się z nim rozstać, to był okropny człowiek”. A dziecko myśli: „Ale z tym okropnym człowiekiem mnie miałaś i ja mam w sobie jego część”. Jeżeli kobieta nie jest w stanie zbudować z kimś trwałego związku, jakie są gwarancje, że stworzy dobry związek z dzieckiem?

D.K.B.: – Kobiety się zmieniają. Mężczyźni też muszą określić siebie na nowo. Nie zawsze nadążają.
A.O.:
– Mam podobne wrażenie. Coraz więcej jest przyzwolenia na niezależność kobiet, na to, żeby robiły karierę zawodo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy