Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Katrina: nienaturalnie naturalna katastrofa

0 464

Obserwując, co dzieje się w Nowym Orleanie i w całej Ameryce, nie mogę oprzeć się myśli, że w tych dramatycznych okolicznościach ujawnia się silniej niż w normalnych warunkach prawdziwa ludzka natura. Dzieje się tak dlatego, że w paradoksalny sposób ludzie, których dotyka tego rodzaju tragedia, zostają w pewnym stopniu wyzwoleni spod narzucającej konformizm społecznej presji. Zdani sami na siebie i zmuszeni do podejmowania autonomicznych decyzji, jedni zachowują się w godny podziwu, niekiedy bohaterski sposób, zaś inni nikczemnie.

Kiedy piszę ten artykuł, od ataku Katriny na wybrzeże Zatoki Meksykańskiej minęło 11 dni. Liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych sięgnęła ponad czterech setek, lecz oczekuje się, że wynieść może ostatecznie nawet 10 tysięcy. Na akcję ratunkową rząd federalny wydaje co dzień 2 miliardy dolarów, a jej pełen koszt dziś oceniany jest na 100 miliardów. Całkowita wysokość strat, jakie ostatecznie poniesie amerykańska gospodarka, nie będzie znana jeszcze przez wiele miesięcy. Szczegóły tej katastrofy żywiołowej, największej w historii Ameryki, relacjonują codziennie prasa, radio i telewizja. Nie będę więc do nich wracał. Obserwacja tego tragicznego spektaklu – a w dobie wszechobecnej telewizji katastrofy oglądać możemy wszyscy w zaciszu swojego domu – wyzwala przede wszystkim nasze emocje. Ogarniają nas groza, współczucie, solidarność i gniew. Głębsza, chłodniejsza refleksja przychodzi później. Jest ona bardzo ważna, bowiem na dłuższą metę z każdej katastrofy powinniśmy wyciągać jakiś użyteczny wniosek. Choć wobec ogromu nieszczęść, jakie dotknęły setki tysięcy ludzi, brzmieć to może trochę bezdusznie, klęska żywiołowa o podobnej skali jest także wielkim, niezamierzonym eksperymentem psychologicznym. Obserwując, co dzieje się w Nowym Orleanie i w całej Ameryce, nie mogę oprzeć się myśli, że w tych dramatycznych okolicznościach ujawnia się silniej niż w normalnych warunkach prawdziwa ludzka natura. Dzieje się tak dlatego, że w paradoksalny sposób ludzie, których dotyka tego rodzaju tragedia, zostają w pewnym stopniu wyzwoleni spod narzucającej konformizm społecznej presji. Zdani sami na siebie i zmuszeni do podejmowania autonomicznych decyzji, jedni zachowują się w godny podziwu, niekiedy bohaterski sposób, zaś inni nikczemnie. Czy człowiek jest z natury zły i postępuje etycznie jedynie w obawie przed społeczną represją, czy też jest z natury dobry, lecz warunki społeczne i ekonomiczne wyzwalają w nim złe instynkty?

Niezwykle obszerny przegląd badań naukowych na temat zachowania ludzi podczas wielkich katastrof, który przed dwoma laty opublikowany został w „Journal of Contingencies and Crisis Management”, zdawał się w tej kwestii prezentować pogląd optymistyczny. Zdaniem jego autorów, Ronalda Perry’ego i Michaela Lindella, powszechne przekonanie o tym, że ofiary klęsk skłonne są do wpadania w panikę i na sytuacje wyjątkowe reagują w sposób społecznie niezorganizowany, a nawet wykazują indywidualne oznaki silnej dezorientacji, jest mitem podsycanym przez popularne filmy grozy: „Ludzie skłonni są działać w sposób, który – jak sądzą – najlepiej służy ich interesom, biorąc pod uwagę ich ograniczone rozeznanie sytuacji”. Także „antyspołeczne zachowanie, takie jak rabunki, jest stosunkowo rzadkie, zaś poziom przestępczości ma tendencję do spadku w okresie po katastrofie”.

Artykuł Perry’ego i Lindella, napisany pod świeżym wrażeniem wydarzeń z 11 września 2001 roku, mógł rzeczywiście znaleźć potwierdzenie w reakcjach mieszkańców Nowego Jorku na terrorystyczny atak Al-Kaidy. Niestety, niedawna klęska, która dotknęła Nowy Orlean, budzi mniej optymistyczne refleksje. Czasowa i geograficzna skala tych katastrof była oczywiście nieporównywalna. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że ogromną rolę odegrały przyczyny obu tragedii. W przypadku ataku terrorystycznego wróg ma ludzką twarz i wśród swoich ofiar budzi, być może, silniejsze poczucie solidarności niż atak bezosobowych sił natury – nowojorczycy wykazali się taką solidarnością i jednością (w czym istotną rolę odegrała wodzowska postać burmistrza Rudolfa Giulianiego). Podzia ły i napięcia rasowe i etniczne, stale obecne w tym wielokulturowym mieście, zelżały po ataku na Światowe Centrum Handlu. To zaś sugeruje, że pewne znaczenie dla obudzenia tej solidarności miało zdefiniowanie sprawców ataku jako ludzi wyraźnie etnicznie i kulturowo „obcych”. W Nowym Orleanie sytuacja była zupełnie inna. Jak wszystkie amerykańskie miasta, jest on pełen społecznych i ekonomicznych kontrastów. Biednych jest tu jednak wyjątkowo dużo. W całych Stanach Zjednoczonych poniżej granicy ubóstwa żyje 9 proc. ludności, a w Nowym Orleanie aż 28 proc. Jednocześnie biednych czarnych jest znacznie więcej niż białych i zamieszkują oni dzielnice miasta najbardziej narażone na skutki powodzi.

Władze miasta nakazały jego ewakuację z wystarczającym wyprzedzeniem, aby umożliwić milionowi mieszkańców opuszczenie domów w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Pozostało jednak około 200 tysięcy ludzi, którzy zdecydowali się nie wyjeżdżać z najrozmaitszych przyczyn, na przykład braku samochodów, obawy przed kradzieżą dobytku czy lekkomyślności. Wśród tych przyczyn jedna, o której wspominają dziennikarze „New York Timesa” w swoim raporcie o nowoorleańskiej katastrofie, była szczególna. Otóż Katrina nadeszła pod koniec miesiąca, kiedy wielu biednych mieszkańców miasta nie miało już pieniędzy i czekało na czeki z opieki społecznej wysyłane do nich w pierwszych dniach każdego miesiąca. Moim zdaniem istniała jeszcze inna, bardziej subtelna przyczyna o charakterze kulturowym. Ubodzy Amerykanie, w szczególności przedstawiciele etnicznych mniejszości, mają tendencję do życia w gettach, wśród ludzi podobnych do siebie. Czują się tu jak w domu. Są oni zatem mniej mobilni, a poza granicami swojej dzielnicy mniej swobodni i pewni.

Wśród tych, którzy pozostali w Nowym Orleanie, znajdowało się też wielu ludzi ze społecznego marginesu, członków ulicznych gangów – osobników mających mało do stracenia i skłonnych do przekraczania granic prawa nawet w normalnych warunkach. W warunkach naturalnej katastrofy pokusa przestępstwa stała się znacznie większa. Porzucone mienie było w ich oczac...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy