Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

26 kwietnia 2016

Kasa nas oddala

12

Pieniądze psują nasze relacje. Dlaczego? Bo sprawiają, że przestajemy się zastanawiać, czego inne osoby rzeczywiście potrzebują: w końcu możemy im po prostu zapłacić - mówi Agata Gąsiorowska.

Karolina Rogaska: – Co by się stało, gdyby pieniądze zniknęły? Czy wrócilibyśmy do wymiany barterowej, bezpośredniej?
Agata Gąsiorowska: – Myślę, że to niemożliwe, niezależnie od tego, jak bardzo pociąga nas myśl o takim powrocie. Popularne są dzisiaj różne ruchy wspólnotowe oparte na wymianie dóbr. Ale nawet tam pojawia się pokusa, by wprowadzić pieniądze, bo wymiana z udziałem pieniędzy jest łatwiejsza. Kiedy ludzie pierwotni, żyjący w prymitywnych społeczeństwach, nie znali pieniędzy, wymiana odbywała się tylko w bliskich relacjach społecznych. Wymagała bowiem zaangażowania obu stron, poznania nawzajem swoich potrzeb i oczekiwań. Pojawienie się pieniędzy pozwoliło rozszerzyć krąg wymiany.

I zmieniło nasze relacje…
– Tak. W małych, prymitywnych społeczeństwach obcy był tylko zagrożeniem. Gdy ludzie zaczęli posługiwać się pieniędzmi, obcy stał się atrakcyjny: można było od niego coś kupić albo coś mu sprzedać, bez poznawania go. Pojawienie się pieniędzy pociągnęło za sobą powstanie nowej formy relacji – opartych na wymianie. A zarazem zakłóciło dotychczasowe relacje, oparte na wspólnocie.

Dlaczego?
– Najprościej mówiąc, dzięki pieniądzom w wielu sytuacjach przestajemy się zastanawiać, czego inne osoby rzeczywiście potrzebują: w końcu możemy im po prostu zapłacić. A to z pewnością wpływa na rozluźnienie relacji, nawet tych najbliższych.

Przypomina mi się sytuacja, jaka miała miejsce w izraelskim przedszkolu. Rodzice coraz później przyjeżdżali, by odebrać swoje dzieci. Na spóźnialskich nałożono więc kary pieniężne, by skłonić ich do trzymania się ram czasowych. A efekt był odwrotny – rodzice spóźniali się jeszcze bardziej.
– Bo skoro płacili, to uznali, że mogą się spóźniać. Badanie, które przeprowadzili Uri Gneezy i Dan Ariely z Duke University, doskonale pokazuje, w jaki sposób wprowadzenie wymiany opartej na pieniądzach zmienia relacje społeczne. Wcześniej rodzice spieszyli się, by odebrać swoje dziecko z przedszkola, bo czuli się nie w porządku, gdy przedszkolanki musiały na nich czekać. Kary za spóźnienie potraktowali jak zapłatę za dodatkowy czas i wysiłek opiekunek, co sprowadziło relacje do zwykłej wymiany handlowej. Co więcej, kiedy zrezygnowano z kar finansowych, rodzice nie wrócili do zwyczaju punktualnego odbierania dzieci.

Wiele gotowi jesteśmy zrobić dla pieniędzy. Pieniądze wzmacniają naszą motywację…
– Ale mogą też demotywować. W jednym z eksperymentów James Heyman ze wspomnianym Danem Ariely podzielili badanych na grupy i poprosili o wykonanie zadania, każda z grup miała za to dostać coś innego. Pierwsza dostała tzw. nagrodę społeczną, czyli cukierki, w drugiej płacono stawkę adekwatną do trudności zadania, w kolejnej badani otrzymywali wynagrodzenie zdecydowanie zaniżone w stosunku do włożonego wysiłku, wreszcie w ostatniej grupie nie dawano im nic.

Które osoby najlepiej rozwiązały zadanie?
– Te, które dostały cukierki lub nic nie otrzymały. Niewiele ustępowała im grupa z adekwatną stawką. Najgorzej zaś wypadli ci, którzy dostali niewiele pieniędzy – znacznie gorzej niż ci, którzy nie dostali nic! Wydawałoby się, że lepiej otrzymać cokolwiek niż nic. Jeśli jednak robimy coś dla pieniędzy, to naszym zachowaniem przestaje rządzić chęć bycia miłym i pomocnym. Zaczynamy postępować zgodnie z zasadą „coś za coś”, czyli oczekujemy proporcjonalnej zapłaty za wysiłek. I automatycznie dostosowujemy swoje zaangażowanie do oferowanej stawki.

Pieniądze zabijają w nas bezinteresowność?
– Tak. I co więcej, taki efekt może spowodować nie tylko realne wynagrodzenie, lecz samo myślenie o pieniądzach. Wiele badań pokazuje, że nie trzeba posiadać pieniędzy czy płacić nimi, by zmieniły nasze postrzeganie rzeczywistości. Wystarczy ludziom przypomnieć, że one istnieją, dając im gotówkę do posortowania albo pokazując obrazki przedstawiające banknoty. Taka aktywacja myślenia o pieniądzach sprawia, że zaczynamy funkcjonować inaczej niż ci, którzy nie mają pieniędzy „z tyłu głowy”.

Przestajemy być dobrym człowiekiem?
– A co to znaczy „być dobrym człowiekiem”? Z jednej strony może to oznaczać, że jesteśmy mili, sympatyczni, otwarci na innych, niesiemy pomoc – te cechy zwykle utożsamiamy z byciem dobrym. Jednak bycie kompetentnym, efektywnym, wytrwałym także może składać się na definicję dobrego człowieka. Myślenie o pieniądzach upośledza tę pierwszą stronę, a zarazem wzmacnia drugą. Pieniądze bowiem aktywują w nas patrzenie na świat przez pryzmat „ja”, a nie „my”.

I wpływają nawet na małe dzieci.
– Przeprowadziliśmy kilka badań, zarówno na dzieciach polskich, jak i amerykańskich. Już przedszkolaki reagowały na bodźce związane z pieniędzmi. Pod ich wpływem mniej pomagały eksperymentatorowi, zabierały dla siebie więcej nagród za wykonanie zadania i mniej chętnie dzieliły się z innymi dziećmi swoimi zasobami – w tym przypadku kolorowymi naklejkami. A zarazem stawały się bardziej wytrwałe w rozwiązywaniu zadań, nawet tych ekstremalnie trudnych.

Zatem myślenie o pieniądzach działa na dzieci tak samo jak na dorosłych?
– Tak, choć małe dzieci nie mają ekonomicznej wiedzy o pieniądzach – na przykład nie rozróżniają nominałów i nie rozumieją ich wartości – to doskonale orientują się, że pieniądze wpływają na życie. Widzą, że rodzice zachowują się w specyficzny sposób, gdy mowa o pieniądzach: kłócą się, emocjonują, mówią: „Kupimy ci to, kiedy będzie więcej pieniążków”. W efekcie dzieci uczą się, że pieniądze są ważne i zmieniają nasze zachowanie.

Pieniądze wpływają na nas, czy tego chcemy, czy nie?...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy