Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

20 marca 2018

Jestem fighterką

62

Gdy dzieci poszły do przedszkola, postanowiłam zawalczyć o siebie. Nie było łatwo, ale... schudłam 32 kg i odnalazłam swoją pasję!

Gdy pojawili się na świecie moi synowie, poczułam, że jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie. Że od tego momentu będą na mnie patrzeć, świadomie lub nieświadomie naśladować i szukać u mnie wsparcia. Dotarło do mnie w pełni, że potrzebne jest mi zdrowie, aby być z nimi jak najdłużej – postanowiłam więc zadbać o siebie. Tym bardziej że ani psychicznie, ani fizycznie nie czułam się dobrze. Miałam doleg[-]liwości żołądkowe i problemy z krążeniem, dokuczał mi ból kręgosłupa. Mieściłam się w ubrania w rozmiarze 52.

POLECAMY

Nawet gdy bardzo chciałam kupić sobie coś nowego, nie było to takie proste. Ubrania były tylko w czerni, szarości i brązach, czyli kolorach nie nastrajających pozytywnie. Rzadko się uśmiechałam. Byłam przytłoczona obowiązkami i nie miałam czasu dla siebie. Liczyły się wyłącznie potrzeby dzieci i rodziny. Czułam się zmęczona psychicznie i brakowało mi energii. Każdy dzień był taki sam i ta rutyna odbierała mi radość życia. Aż nadszedł czas, gdy już wiedziałam, że nie chcę tak
dłużej żyć.

Nie zniechęciłam się, choć było trudno

Światełko nadziei pojawiło się we wrześniu, kiedy obaj chłopcy poszli do przedszkola. Miałam w końcu czas, by zrobić coś dla siebie. Postanowiłam jednak, że nie będzie to siedzenie na kanapie w domowym zaciszu, odsypianie od kilku lat zarywanych nocy czy nadrabianie zaległości filmowych. Chciałam w końcu wyjść z domu. Znalazłam w pobliżu klub fitness i zapisałam się. Wprawdzie nasz budżet domowy nie pozwalał nawet na taki drobny wydatek, jednak już po pierwszej rozmowie w klubie i po pierwszym treningu wiedziałam, że to będzie dobra inwestycja. Kupiłam najtańszy karnet poranny – i tak nie miałabym czasu wyjść z domu wieczorem.

Początki były bardzo trudne, bo nigdy nie byłam aktywna fizycznie. Zaczęłam późno, w wieku 37 lat. Pod okiem instruktora uczyłam się poprawnej techniki każdego ćwiczenia. Ze względu na sporą nadwagę musiałam stopniowo zwiększać liczbę powtórzeń i włączać nowe ćwiczenia. Zaczęłam ćwiczyć trzy razy w tygodniu. Po każdym treningu miałam straszne zakwasy, jednak nie zniechęcałam się, bo widziałam, że z tygodnia na tydzień moja kondycja się poprawia. Najbardziej cieszyłam się z tego, że realizowałam rozpisany przez trenera plan, a po powrocie do domu byłam w świetnym nastroju, pełna energii na resztę dnia. Byłam zadowolona z siebie i to miało chyba największe znaczenie. Pogoda ducha przełożyła się na inne sfery. Nie miałam czasu na narzekanie, nie roztrząsałam problemów – aktywność pomagała mi zdystansować się od nich i łatwiej znaleźć sposób ich rozwiązania.

Po trzech miesiącach regularnej aktywności odważyłam się pójść na zajęcia grupowe. Było ciężej, bo trening wymagał większej intensywności i krótszych przerw między ćwiczeniami, ale się nie zniechęciłam. Na początku nieśmiało stawałam w ostatnim rzędzie, ale gdy poczułam się pewniej – zajmowałam miejsce w pierwszym lub drugim rzędzie. Zajęcia grupowe były wyzwaniem, bo na każdych trzeba było wykonać nowe zestawy ćwiczeń. Były sprawdzianem możliwości. Cieszyłam się, gdy radziłam sobie lepiej od dziewczyn młodszych ode mnie. Progres był widoczny i zaskakujący. Zaczęłam chodzić na inne rodzaje treningów – były sztangi, a nawet boks. Wkręciłam się w aktywność całkowicie. Ciekawiły mnie różne formy sportu. Postawiłam na zdrowe odżywianie, zaczęłam świadomie robić zakupy i wybierałam zdrowsze produkty.

Nigdy nie jest za późno

Po pewnym czasie znajomi zauważyli, że chudnę. Bardzo miło było słyszeć komplementy – to mnie motywowało do dalszego wysiłku. Kilogramy leciały w dół i co miesiąc musiałam kupować ubrania o rozmiar mniejsze. Wraz z każdym straconym centymetrem w talii moja nowa garderoba stawała się coraz bardziej kolorowa. Poprzez jasne, barwne ubrania dawałam wyraz mojej radości i pozytywnego nastawienia.

W ciągu sześciu miesięcy schudłam 17 kg, ale potem – pomimo aktywności – przez miesiąc nie straciłam ani grama, choć nie zmieniłam diety i nie przestałam trenować. Robiłam dalej swoje. Założyłam blog, by bardziej zmotywować się na ostatniej prostej. Od optymalnej wagi dzieliło mnie już tylko 5 kg. Wydawałoby się, że to pestka – przecież zrzuciłam już tak wiele – jednak ostatnie kilogramy traci się najtrudniej.

W połowie czerwca znalazłam informację o biegu dla kobiet...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy