Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

20 stycznia 2016

Jak wam się podoba?

0 378

Kanciaste czy okrągłe, małe czy duże – projektanci produktów codziennego użytku głowią się nad tym, jakie cechy nadać przedmiotom, by spełniły oczekiwania konsumentów.

Wyobraźmy sobie, że szukamy nowej kanapy do salonu. Cena nie ma znaczenia. W salonach meblowych i sklepach internetowych możemy wybierać spośród setek, jeśli nie tysięcy modeli. Jaki najbardziej przypadnie nam do gustu: elegancki szezlong z wygiętym oparciem i mahoniowymi nogami, czy może nowoczesna kanapa z obiciem w geometryczne wzory? Wiadomo, o gustach się nie dyskutuje i każdy z nas ma niepowtarzalny zmysł estetyczny. Okazuje się jednak, że naszymi indywidualnymi preferencjami rządzą pewne prawidłowości i wcale nie jesteśmy pod tym względem tak wyjątkowi, jak nam się wydaje.

Projektanci produktów codziennego użytku od dawna głowią się nad tym, jakie cechy przedmiotów nas przyciągają, a jakie odpychają. Rąbka tajemnicy uchylają naukowcy, którzy również poszukują odpowiedzi na to pytanie. Większość ludzi woli przedmioty duże bardziej niż małe. Preferujemy też krągłości raczej niż kąty ostre, i nie dotyczy to wcale tylko mebli wypoczynkowych. Istnienie takich preferencji estetycznych potwierdzają wyniki badań prowadzonych na całym świecie. W 2006 roku Moshe Bar i Maital Neta, neurobiologowie z Harvard Medical School, prezentowali uczestnikom eksperymentu zdjęcia zegarków na rękę oraz kanap o zaokrąglonych lub kanciastych kształtach. Po bardzo krótkiej ekspozycji badani mieli zdecydować, czy dany model im się podoba, czy nie. Okazało się, że większość uczestników wolała przedmioty o zaokrąglonych kształtach.

POLECAMY

Bar i Neta powtórzyli swój eksperyment rok później. Tym razem rejestrowali również aktywność mózgów uczestników. Zaprezentowali badanym 140 przedmiotów codziennego użytku, np. świece i formy do ciasta o zaokrąglonych lub kanciastych kształtach. Oprócz tego wybrali 80 obiektów, które posiadały zarówno elementy okrągłe, jak i kanciaste. Okazało się, że uczestnikom najbardziej podobały się zaokrąglone przedmioty, na drugim miejscu znalazły się te o „mieszanych” kształtach, a listę ulubionych zamykały kanciaste. Niechęć badanych do przedmiotów o ostrych brzegach potwierdziły skany ich mózgów. Gdy patrzyli na nie, ujawniała się duża aktywność neuronów w ciele migdałowatym, czyli obszarze stanowiącym mózgowe centrum strachu. Bar i Neta przypuszczają, że widok spiczastych rogów i ostrych krawędzi wywołuje w tej strukturze stan alarmowy, co objawia się odczuwanym przez nas dyskomfortem estetycznym. Zdaniem naukowców ta niechęć jest głęboko zakorzeniona w naszym mózgu, spełniała bowiem ważną funkcję w życiu naszych przodków. Ostre przedmioty mogą nas łatwo zranić, poza tym takie formy często oznaczają niebezpieczeństwo – zęby drapieżnika, kolce czy pazury. Niechęć odczuwana wobec takich kształtów mogła zatem nawet uratować życie.

Przejawy ukształtowanego ewolucyjnie poczucia estetyki widać również w innych naszych upodobaniach. Lubimy na przykład symetryczne twarze. Regularne rysy pozwalają przypuszczać, że osoba jest zdrowa i zdolna do rozmnażania. Thomas Jacobsen, psycholog z Universität Leipzig w Niemczech, i jego współpracownicy pokazali też, że symetria to cecha, która pozwala najlepiej przewidywać, czy kształt bądź wzór zostaną uznane za ładne.

Na ocenę atrakcyjności obiektu może wpływać również jego złożoność, rozumiana jako liczba elementów, które go tworzą. Postanowiliśmy to sprawdzić w 2009 roku wspólnie z Pablo Tinio, psychologiem obecnie pracującym w Queens College. Naszych badanych prosiliśmy, by ocenili atrakcyjność 160 czarno-białych wzorów dwuwymiarowych, pogrupowanych w cztery kategorie: złożone symetryczne, złożone asymetryczne, proste symetryczne i proste asymetryczne (patrz ilustracja obok). Za najładniejsze zostały uznane figury złożone, ale symetryczne. Na drugim miejscu uplasowały się wzory proste i symetryczne. Okazuje się zatem, że symetria jest ważniejszą cechą w ocenie piękna niż złożoność. Najkorzystniejsza wydaje się jednak kombinacja obydwu cech.

Pięknie przeciętny
Aby wykreować szczególnie piękny wizerunek, badacze wykorzystują techniki komputerowe, pozwalające im łączyć kilka obrazów w jeden. W efekcie mogą otrzymać „przeciętną” twarz, czyli taką, której wymiary i proporcje odpowiadają średniej wszystkich nałożonych na siebie twarzy. Nawet z małej liczby zdjęć powstaje prototyp, który wydaje nam się szczególnie piękny i dziwnie znajomy. Podobny efekt obserwujemy, gdy do takiego „uśrednienia” zostaną użyte zdjęcia zwierząt lub przedmiotów.

Dlaczego jednak prototypy wydają nam się szczególnie atrakcyjne? Po pierwsze, takie „uśrednione” twarze wyglądają na zdrowsze, nie prezentują bowiem żadnych nieregularności, a to sugeruje, że ich właściciele mają dobre geny. Psychologowie poznawczy proponują inne wyjaśnienie. Według nich atrakcyjność prototypów wynika z pewnych prawidłowości występujących podczas przetwarzania informacji. Im bardziej typowa jest dana twarz lub przedmiot, tym łatwiej je rozpoznać. A to pozwala zaoszczędzić cenny czas i energię.

W 2001 roku Piotr Winkielman, psycholog pracujący obecnie na University of California w San Diego, i John Cacioppo, profesor psychologii z University of Chicago, przeprowadzili eksperyment, podczas którego prezentowali badanym 20 czarno-białych rysunków przedstawiających zwierzęta, domy i samoloty. Wcześniej obrazki zostały odpowiednio przygotowane – tak, by rozpoznanie przedmiotów było łatwiejsze lub trudniejsze. Gdy uczestnicy oglądali ilustracje, naukowcy mierzyli aktywność mięśni ich twarzy. Chcieli w ten sposób sprawdzić, jakie będą ich reakcje emocjonalne. Okazało się, że im łatwiej dało się zidentyfikować obiekt, tym bardziej podobał się on badanym – i tym bardziej aktywne były te mięśnie ich twarzy, których potrzebujemy zazwyczaj, by się uśmiechać.

W 2010 roku Winkielman ponownie zajął się badaniem prototypów. Tym razem chciał ze swoim zespołem sprawdzić, czy mogą one wpływać na nasz nastrój. Badacze wywołali u uczestników smutek lub radość, prosząc ich, by opowiedzieli wydarzenie albo wesołe, albo przygnębiające. Następnie pokazali im wzory złożone z losowo rozmieszczonych kropek. Każdy z nich stanowił wariację prototypu. Potem naukowcy zaprezentowali kolejną serię wzorów, niektóre z nich badani widzieli już wcześniej, innych – a wśród nich prototypu – nie. Uczestnicy mieli określić, w jakim stopniu im się one podobają. Okazało się, że smutnym badanym bardziej podobały się wzory, które już wcześniej widzieli, oraz prototyp. Z kolei osobom wprowadzonym w dobry nastrój bardziej podobały się nieznane wzory. Badacze przypuszczają, że znajome formy dają poczucie bezpieczeństwa i dlatego lubimy na nie patrzeć, gdy jesteśmy w złym nastroju. Jeśli natomiast mamy dobry humor, to, co znane, wydaje się nam nudne i odczuwamy potrzebę doświadczenia czegoś nowego. Gdy jesteśmy w dobrym nastroju również prototyp traci na atrakcyjności, choć nie na tyle, by wywoływał niezadowolenie.

Głębia spojrzenia na czterech kołach
Ponieważ wciąż szukamy znanych nam struktur, mamy tendencję do rozpoznawania twarzy w różnych obiektach. Możemy je dostrzec w chmurach, koronie drzew czy nierównościach tynku. W 2010 roku wspólnie z So[-]nją Windhager, antropolog z Universität Wien, postanowiliśmy zbadać ruchy oczu osób patrzących na przemian na twarze i maski samochodów. Niezależnie od marki, modelu i znaków szczególnych auta, na którym badani koncentrowali wzrok, ruchy oczu podczas patrzenia na twarze i maski samochodów okazały się bardzo podobne. Reflektory odpowiadały oczom człowieka, osłona chłodnicy – nosowi, wlot powietrza znajdujący się poniżej – ustom, a lusterka boczne – uszom. Podczas oglądania auta badani patrzyli najczęściej na przednie światła, stanowiące odpowiednik ludzkich oczu.

Takie właściwości naszej percepcji chętnie wykorzystują projektanci samochodów – mogą zaprojektować maskę samochodu w taki sposób, by wydawała się bardziej przyjazna lub agresywna. Przede wszystkim jednak zwracają uwagę na to, by dało się łatwo rozpoznać daną markę. Tworząc nową wersję Astona Martina DB7, projektanci przywiązywali szczególną uwagę do tego, by ten klasyczny samochód z lat 60., auto Jamesa Bonda, zachował swój typowy, zadziorny „wyraz twarzy”. Producenci samochodów na całym świecie nawiązują do prototypów wzbudzających zaufanie i wykorzystują ich cechy charakterystyczne, projektując maski nowych modeli. Jednocześnie jednak projekty samochodów stają się coraz bardziej złożone. Karoseria jest pofalowana, a reflektory – jak u wspomnianego Astona Martina i nowej, siódmej, serii BMW – przypominają oczy z tęczówkami i powiekami. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego po prostu nie zostajemy przy starym designie? Odpowiedź jest bardzo prosta: zwykle szybko nudzimy się tym, co już znamy.

Coś starego, coś nowego
Z jednej strony potrzebujemy zatem zmian, a z drugiej – mamy upodobanie do prototypów. Badania dotyczące tego zjawiska prowadził w 2003 roku zespół Paula Hekkerta, psychologa z Technische Universiteit Delft w Holandii. Naukowcy poprosili badanych o ocenę różnych modeli szlifierek, czajników i telefonów. Wśród nich znajdowały się zarówno nieznane, nowoczesne projekty młodych projektantów, jak i typowe egzemplarze przedmiotów. Badani mieli określić, w jakim stopniu przedmioty są oryginalne, typowe i ładne. Okazało się, że bardzo typowe modele o konwencjonalnym wyglądzie nie wzbudziły ich zainteresowania. Jednak zachwytu nie wywołały też nowoczesne projekty, w których nie dało się dostrzec cech charakterystycznych dla pier...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy