Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

4 czerwca 2018

Ja w twoich, ty w moich butach

0 482

Przez wiele lat mówiono tylko o kobiecej empatii, wskazywano, że na niej opiera się małżeństwo i więź z dzieckiem. Aż odkryto, że ideałem związku jest emocjonalna współzależność. Rola ojca przestała być sprowadzana tylko do czekania z kwiatkiem przed szpitalem.

KAROLINA ROGASKA: Badania pokazują, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat znacznie spadła umiejętność postrzegania świata z cudzej perspektywy. Czy brak empatii można już nazwać chorobą XXI wieku?
MARIA KAŹMIERCZAK: Raczej zmianą społeczną. Zjawisko, o którym pani mówi, dotyczy przede wszystkim młodych ludzi, nazywanych generacją Ja. Badania Jean M. Twenge z San Diego State University na dwudziestolatkach pokazują, że przejawiają oni wyższy poziom samooceny, narcyzmu i mniej chęci do angażowania się prospołecznie niż pokolenia wcześniejsze. Prawdopodobnie jest to przejaw ich adaptacji do świata, w którym żyjemy, a który kładzie nacisk na indywidualizm. Z drugiej strony współcześni młodzi są bardziej tolerancyjni i nastawieni na równość niż ich rodzice. Tyle tylko, że tolerancja nie równa się empatii, bo ogranicza się jedynie do przyzwolenia na jakieś zjawisko.

A empatia?
Pozwala dane zjawisko zrozumieć, a przynajmniej podjąć próbę zrozumienia. Nie ma jednej definicji empatii. Może być ona traktowana jako stan wzbudzany w chwili, gdy obserwujemy osobę znajdującą się w trudnym położeniu i odczuwamy z nią więź. Taką emocjonalną empatię można nazwać przysłowiowym sercem na dłoni. Obejmuje wspomaganie kogoś, kto jest w potrzebie, gotowość działań na jego rzecz, a także powstrzymywanie się od agresji. Z kolei empatia poznawcza to przyjmowanie czyjejś perspektywy, na przykład osoby, która nas atakuje. Jeśli potrafimy „wejść w jej buty”, zmniejsza się nasza frustracja i ryzyko, że sami staniemy się agresywni.

Bo zaczynamy rozumieć, dlaczego dana osoba jest agresywna?
Przynajmniej staramy się zrozumieć. Nierozstrzygnięta pozostaje przy tym kwestia trafności – można lepiej lub gorzej odgadywać motywy innych ludzi. Ze skłonnością do przyjmowania cudzej perspektywy łączą się emocjonalne skutki, czyli okazywanie troski i współczucia, a także zorientowanie na innych w swoich działaniach. Różną mamy gotowość „wchodzenia w czyjeś buty”, zależy to między innymi od inteligencji społecznej, dojrzałości i umiejętności samoregulacji emocji. Ważna jest zdolność rozgraniczania tego, co moje, a co należy już do innej osoby – empatyzując, otwieram się na drugiego człowieka, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jego cierpienie należy do niego. Tworzę granicę, która pozwala na przepuszczanie emocji innych, ale chroni mój własny stan. Tej granicy brakuje w tzw. negatywnej empatii, która sprowadza się do zarażania się czyimiś negatywnymi emocjami. Tysiące lat temu ten mechanizm uczulał na zagrożenie i służył przetrwaniu. Dziś jednak sprawia, że możemy się stać jak gąbka, chłonąca wszystko, co złe. To z kolei prowadzi do zamykania się na innych i skupiania się tylko na sobie. Martin Hoffman, amerykański psycholog rozwojowy, nazywa takie działanie egocentrycznym odchyleniem. Przykładowo współczujemy koledze załamanemu utratą pracy i zaczynamy sobie wyobrażać siebie w takiej sytuacji. W końcu przestają nas obchodzić jego uczucia i skupiamy się wyłącznie na swoim bólu, który na dobrą sprawę nie ma racjonalnych przyczyn.
Paul Bloom uważa, że empatia nie jest dobra, bo prowadzi do pomagania tylko osobom najbliższym i lubianym. Cała reszta znika z pola widzenia.
To naturalne, że prędzej wesprzemy osobę, z którą czujemy się związani. Ewolucyjnie mamy zakodowany odruch dbania o ludzi dzielących z nami geny lub tych, którzy pomogą nam te geny przekazać dalej. Ale źle by się działo, gdyby empatii w ogóle nie było. Dzięki niej istniejemy społecznie, tworzymy relacje, unikamy konfliktów. Lepiej, jeśli pomagamy komukolwiek, nawet tylko ze względu na więzy krwi, niż gdybyśmy mieli nie pomagać w ogóle. Szczególnie jeżeli robimy to w sposób dojrzały.

Jak się wypracowuje emocjonalną dojrzałość?
Wiąże się ona z dojrzałością osobowości, więc po części wypracowujemy ją przez całe życie. Istnieje też coś takiego, jak tzw. empatia profesjonalna. Na przykład lekarze czy pielęgniarki uczą się, jak rozmawiać z pacjentem, by go nie urazić, czyli okazać tyle współczucia, ile należy, jednocześnie nie biorąc na siebie jego cierpienia. Taka empatia jest dobra nie tylko dla chorych, ale i dla pracowników służby zdrowia – chroni ich przed wypaleniem zawodowym.

A można ją przenieść na inne dziedziny życia?
Jak najbardziej. Na przykład pary, które przed porodem pracują nad empatią, uczą się przyjmować cudzą perspektywę i dążyć do zrozumienia, przenoszą potem tę umiejętność na sferę zawodową. Zyskują łatwość w komunikacji ze współpracownikami i z szefem.

Załóżmy, że chciałabym rozwinąć umiejętność empatii – jakie ćwiczenie byłoby najlepsze?
Dobra w tym celu jest praca poprzez sztukę, najlepiej wykonywać ją w grupie. Przykładowo: można stanąć przed obrazem, który nie do końca jest wyraźny, ale niesie silny ładunek emocjonalny, bo przedstawia trudne, przykre emocje, i rozmawiać o tym, co się widzi. Z moich doświadczeń wynika, że nawet sceptyczne osoby, nieprzejawiające zdolności empatycznych, wchodzą w tę konwencję. Zaczynają się zastanawiać, co znaczą poszczególne kolory, z zainteresowaniem słuchają tego, jak widzą je inni. Zaczyna się żonglowanie perspektywami. A zobaczenie ich mnogości pomaga w rozumieniu innych i ich emocji.
W przypadku par pracuje się nad zderzeniem ich wyobrażeń, w przypadku pary oczekującej dziec[-]ka dotyczą one przyszłości. Każdy z partnerów ma zastanowić się, jak to, co ma nadejść, wygląda z jego własnej perspektywy, a jak może wyglądać oczami drugiej strony. Potem się tymi wyobrażeniami wymieniają. Niejednokrotnie przeżywają wtedy szok, ale dzięki temu mogą zacząć wypracowywać wspólne plany. Taki dialog wzmacnia empatyczne reakcje.

Z Pani badań wynika, że empatia pomaga przygotować się do rodzicielstwa. Dlaczego?
Przede wszystkim przekłada się na satysfakcję ze związku. Kobiety mają dużą potrzebę intymności, a mężczyźni nie zawsze potrafią ją zaspokoić – dzięki empatii mogą zrozumieć wymagania partnerki i jakoś zapełnić tę lukę. Poza tym, empatyzując z przyszłą matką, okazują jej więcej wsparcia, pomagają zaakceptować zmiany zachodzące w jej ciele. Pozwala to też mężczyznom lepiej odnaleźć się w sytuacji okołoporodowej. Nie ukrywajmy – mężczyznom trudniej dostosować się do
roli ojca, chociażby z powodów czysto biologicznych. Nie czują dziecka w sobie, nie doznają zmian fizjologicznych. Współdzielenie emocji z partnerką sprzyja większemu zaangażowaniu mężczyzny.
Z badań wynika też, że kobiety ciężarne, które potrafią empatyzować dojrzale, w bardziej zróżnicowany sposób postrzegają rolę matki. Wiedzą, że to nie tylko fizyczna opieka nad dzieckiem, ale i dbanie o jego rozwój, wpasowanie go w system rodzinny. Mają bardziej spójny obraz swojej przyszłej rodziny, bardziej pozytywną wizję siebie, dziec-
ka i ojca. Niestety, przed porodem, a zwłaszcza po narodzinach dziecka, może ujawnić się też empatia negatywna....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy