Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Iluzja prawdy

0 2977

Powtórzone tysiąc razy kłamstwo staje się prawdą - na tej zasadzie Goebbels budował propagandę III Rzeszy. Bo rzeczywiście jest tak, że zasłyszane gdzieś kiedyś informacje zwykle bez refleksji uznajemy za prawdziwe.

Jesteśmy na przyjęciu. Przechadzamy się między rozmawiającymi grupami. Wymieniamy pozdrowienia i zdawkowe komentarze. I oto mimochodem słyszymy, że rząd planuje wprowadzenie ustawy skracającej tydzień pracy do czterech dni. Przez moment skupiamy się na tej kwestii, lecz rozmowa znów przeskakuje na inny temat, jak to na takich imprezach bywa. Opuszczając przyjęcie, nie pamiętamy już, o czym tego wieczoru rozmawialiśmy. Ale gdy za jakiś czas słyszymy, jak jeden z naszych pracowników mówi komuś o skróceniu tygodnia pracy do czterech dni, mamy nieodparte wrażenie, że gdzieś już o tym słyszeliśmy. Dochodzimy więc do wniosku, że coś w tym musi być. Informacja zapewne jest prawdziwa. Nie dlatego, że skrócenie tygodnia pracy jest dla nas korzystne, ani też z powodu sympatii do rządu (możemy bowiem w obu kwestiach mieć przeciwne odczucia), ale dlatego, że informacja słyszana kilka razy wydaje nam się bardziej rzetelna i prawdziwa niż ta, którą słyszeliśmy tylko raz. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie kiedy, w jakich okolicznościach i kto nam o tym powiedział.

Kłamstwo po tysiąckroć

Minister propagandy III Rzeszy, Joseph Goebells, twierdził, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Badania potwierdzają jego intuicję. Zjawisko to zaobserwowano także w laboratoriach psychologicznych i nazwano efektem iluzji prawdy (Begg, Anas i Farinacci, 1992).
Polega ono na tym, że powtórzenie informacji czyni ją w ocenie odbiorcy bardziej prawdziwą i wiarygodną. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy nie mamy żadnych realnych podstaw, by przyjąć tę informację. Co więcej, możemy nawet nie pamiętać, od kogo pierwszy raz ją usłyszeliśmy. Nie potrzebujemy żadnych dowodów na jej prawdziwość. Wystarcza nam poczucie zaznajomienia się z zasłyszaną informacją. Uwierzymy więc komuś, kto powtarza opinię, z którą już wcześniej się zetknęliśmy. Za bardziej wiarygodny uznamy ten argument, który wydaje nam się znajomy. Bardziej ufamy politykowi, o którym wcześniej już coś słyszeliśmy. Co więcej, przekłada się to na nasze zachowanie – jeżeli kilka razy słyszymy o zaletach jakiegoś produktu, najprawdopodobniej kupimy go z większym przekonaniem niż wtedy, gdy usłyszymy te argumenty tylko raz.

Lubię to, co znam

Psychologowie od dawna doceniają znaczenie „oswojenia” kogoś z informacją. Jak dowodzą eksperymenty Roberta Zajonca i odkryty przez niego efekt samej ekspozycji (mere exposure effect), każdy z nas, nie tylko inżynier Mamoń, lubi to, co już zna. Potwierdza to także praktyka marketingowa. Ludzie bardziej lubią utwory muzyczne, reklamy czy znaki graficzne (nawet jeżeli będą to bezsensowne zbitki wyrazów lub litery alfabetu chińskiego) wtedy, gdy już wcześniej się z nimi zetknęli.

Wiemy więc, że im częściej się z czymś stykamy, tym bardziej coś lubimy. Co innego jednak sympatia, a co innego ocena prawdziwości informacji lub argumentu. Nie muszą one iść w parze. Jeśli podoba nam się jakaś reklama, czy to oznacza, że jej zaufamy? Czy żywiąc sympatię do jakiejś osoby, jednocześnie uznamy ją za wiarygodne źródło informacji? Nie zawsze tak jest. Ale czasem rzeczywiście sympatia i zaufanie wiążą się. Czynnikiem, który może to sprawić, jest liczba kontaktów. Okazuje się, że kilkakrotne zetknięcie z jakimś obiektem (informacją, rzeczą czy osobą) powoduje zarówno cieplejsze uczucia wobec tego kogoś lub czegoś, jak też przekonanie o większej prawdziwości (jeżeli są to informacje), wiarygodności (jeśli są to osoby), czy wartości (gdy są to produkty). Sympatia i zaufanie splatają się wtedy w jedno. Co ciekawe, zjawisko to odnosi się zarówno do informacji, które na początku nie budzą naszych wątpliwości, jak też takich, które wydają nam się mało wiarygodne.

Dzieci śpią z otwartymi oczami


Efekt iluzji prawdy został odkryty dzięki badaniom nad powstawaniem plotek, prowadzonym podczas II wojny światowej przez psychologów Floyda Allporta i Miltona Lepkina (1945). Okazało się, że tym, co pozwalało przewidywać czas utrzymywania się plotki i ocenę jej prawdziwości, była liczba jej powtórzeń. Ludzie za bardziej prawdziwe uznawali te plotki, które po prostu częściej słyszeli.

Badania eksperymentalne potwierdzają, że efekt iluzji prawdy pojawia się nawet wtedy, gdy powtarzana informacja budzi wiele wątpliwości (np. „Dzieci zapadają w sen z otwartymi oczami”). We wspomnianym wcześniej badaniu (Begg i in., 1992), w pierwszej części eksperymentu część jego uczestników czytała takie właśnie twierdzenia. Gdy po kilku miesiącach znów przedstawiono im wątpliwe tezy i kazano ocenić ich prawdziwość, uznali je za bardziej trafne niż ci badani, którzy zetknęli się z nimi tylko raz.

Łatwo zrozumieć dlaczego częściej spotykane obiekty budzą w nas bardziej pozytywne odczucia. Znany obiekt jest dla nas mniej zagrażający – w końcu zetknęliśmy się z nim i nie spowodowało to negatywnych skutków. A im częściej go widzimy, tym mniej mamy obaw, że coś złego może nas z jego strony spotkać.

Natomiast trudniej wytłumaczyć, dlaczego to, co znamy, uznajemy także za bardziej prawdziwe. Dlaczego wierzymy niesprawdzonym informacjom? W jaki sposób osoba lub argument zyskują na wiarygodności po kolejnej prezentacji? Czy zaufanie do informacji, z którą wcześniej się zetknęliśmy, pojawia się dlatego, że usłyszeliśmy ją od kilku osób? A może dlatego, że polegamy na naiwnej koncepcji własnych odczuć, która podpowiada nam, że to, co już znamy, musi być sprawdzone? Wynika ona prawdopodobnie z założenia, że pamiętanie nieprawdziwych informacji nie miałoby sensu. Wierzymy więc temu, co znamy i pamiętamy.

Czy ważki gryzą ludzi?


Do poznania mechanizmu powstawania efektu iluzji prawdy przybliżają badania psychologa Klausa Fiedlera (2000). Odkrył on, że ludzie nie muszą zetknąć się z informacją powtórzoną dokładnie w takiej samej formie, by w nią uwierzyć. Wystarczy, że za pierwszym razem zaczną jedynie rozważać jakieś argumenty bądź opinie, aby przy kolejnym zetknięciu z nimi uznać, że są prawdziwe. Gdy np. zada się im pytanie: „Czy zastanawiałeś się nad tym, czy ważki mogą gryźć ludzi?”, to potem łatwiej zgodzą się z twierdzeniem, że „niektóre ważki gryzą ludzi”. Do wywołania zjawiska iluzji prawdy nie jest więc potrzebne zetknięcie z do...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy