Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Ich dwoje i prawd wiele

61

Nie wyobrażam sobie, co dobrego mogłoby wyniknąć z sytuacji, w której mąż mówi do żony: „Słuchaj, Stanisławo, przytrafił mi się dramatyczny moment - zdradziłem cię... Ale tamta nic dla mnie nie znaczy, Ciebie jedyną kochałem, kocham i będę kochał”. Nie wyobrażam sobie, że Stanisława powie: „Kochanie, dziękuję za szczerość. Teraz wzniesiemy się na wyższy poziom naszego związku”. Nie będzie tak - mówi BOGDAN DE BARBARO.

Dorota Krzemionka: – Czy w związkach zawsze powinna królować szczerość? Czy możliwe jest, by partnerzy nie mieli przed sobą sekretów? Czy zna Pan jakieś związki – o charakterze małżeńskim czy też przyjacielskim – w których strony wiedzą o sobie wszystko? Wydaje się, że takie rzeczy się zdarzają...

Bogdan de Barbaro: – To taka miła iluzja...

– Ale gdyby partnerzy dążyli do tego, by nie mieć tajemnic, chcieli to osiągnąć? Uda im się?

– To może się przydarzyć w sytuacji na przykład zespolenia miłosnego. Można powiedzieć, że wtedy pęka granica „ja”. Dwoje staje się jednym. Ale wtedy to pojęcie „nie mam przed drugim tajemnic” nie dotyczy tak naprawdę wiedzy... I dotyczy momentu...

– A gdy dwoje kochanków się rozchodzi...

– Granica jest przywrócona. I podkreślam, że tu mówimy o „magicznej tajemnicy”. Nie o tajemnicy wiedzy: że ja wiem wszystko o drugim. Chodzi o to, że ta bliskość sprawia, że mam poczucie, że jestem jednym z Tamtym. To tak, jak niekiedy nadopiekuńcza matka mówi o swoim małym dziecku: „Wie pan co? Ja wiem, co ono czuje w każdym momencie”. Ta matka mówi to z dumą, a ja jako terapeuta wiem, że to jest niebezpieczna sytuacja. Ta bliskość, ten brak tajemnicy – w magicznym tego słowa znaczeniu – jest niepokojący, bo właśnie powinna nie wiedzieć. Więc ja nie uważam, żeby brak tajemnic był jakąś szczególną cnotą. Istnienie tajemnicy tworzy granicę ja – reszta świata.

– Tajemnica tworzy granice. To znaczy: dzieli. A czy potrafi wiązać, zbliżać?
– Tajemnica tworzy granicę między tymi, którzy ją posiadają a resztą świata, czyli tymi, którzy są poza. Dzieli zatem, ale i wiąże. Ci, którzy są wewnątrz tej granicy tajemnicy, są ze sobą związani. Myślę więc, że tajemnica także zbliża.

– To znaczy jeśli my: dwoje, troje, rodzeństwo, nosimy jakiś sekret, to jest nam bliżej ku sobie?
– Tak. Ale to nie musi być związek, który dodaje szczęścia czy radości. To może być także związek w cierpieniu. Jest powiedzenie angielskie: „Rodzina moją twierdzą”. Gdyby z boku popatrzeć na tę sytuację, to zobaczylibyśmy kilka osób otoczonych grubym murem. A co się dzieje wewnątrz? Pierwsze, co się narzuca, to myśl, że tam może być „niehigienicznie”, nie ma świeżego powietrza. I jest z kolei takie powiedzenie polskie, żeby nie kalać własnego gniazda. Z tego wynikają głównie wątpliwości rodzin, które przychodzą na terapię: czy mamy prać brudy z obcymi, czy też musimy sobie sami poradzić? Ten mit rodziny – o tym, że brudów poza domem się nie pierze – jest bardzo silny. I sprawia, że mnóstwo ludzi cierpi, ale nie daje sobie prawa, by zwrócić się o pomoc.

– Czyli tajemnica rodzinna powoduje, że rodzina, która ją utrzymuje, zaczyna cierpieć na syndrom takiej oblężonej twierdzy...
– I to już jest kłopot. To już jest destruktywna tajemnica: tajemnica bezradności.

– Tutaj nie da się uciec od jakiegoś wartościowania. Bo czym innym jest owa tajemnica jedności kochanków, kiedy docieramy do tego, co najbardziej niepowtarzalne, jedyne, a czym innym tajemnica jako pamięć o czymś złym czy wstydliwym...

– Ten wstyd, razem z samym sekretem czy tajemnicą, blokuje rozwój. Blokuje możliwość skorzystania z pomocy – na przykład terapeutycznej. To tak, jakby oprawca mówił do swojej ofiary: „Jak o tym komukolwiek powiesz, to spotka cię kara”. To jest wiązanie przy pomocy tajemnicy. W tym sensie to jest zła tajemnica.

– W naszej rozmowie przewija się pogląd, że ludzka transparentność, brak tajemnic – jest czymś niebezpiecznym. Ale z drugiej strony wiemy, że na przykład w relacji przyjaźni, aby miała ona sens, musimy przynajmniej do pewnego stopnia być przejrzyści, ujawniać niektóre trudne prawdy o sobie. Przyjaźń opiera się przecież na jakichś wartościach, na przekonaniu, iż są pewne prawdy, które mogą krzywdzić tę drugą osobę i jeżeli je zataję, przyjaźń przestanie być autentyczna...
– Ale są przecież takie sprawy, o których w imię przyjaźni nie powinienem temu czy drugiemu przyjacielowi powiedzieć. Możliwe, że wniosek z tego jest taki, iż istnieje wartościowanie prawdy. Musimy myśleć, co wyniknie z ujawnienia prawdy, a co z utrzymania nieprawdy. Może to powierzchowny, ale pragmatyczny, obraz.

– A propos prawdy. Kiedyś przygotowywałam materiał o kłamstwie i zapytałam znaną panią psycholog:
„Czy w relacjach prawda ma wartość?” Ona na to: „Zależy jaka prawda”. Bo jest prawda właśnie taka... faktograficzna i prawda emocjonalna. Jeżeli na przykład żona pyta męża: „Kochanie, jak wyglądam? Czy czasem nie przytyłam?”, to on mówiąc prawdę winien powiedzieć, że rzeczywiście parę centymetrów w biodrach jej przybyło. A prawda emocjonalna jest taka, że winien powiedzieć: Ładnie wyglądasz, dalej mi się podobasz, niezależnie...
– Mało tego, jak ją kocha, to tych dodatkowych centymetrów nie dostrzeże! To nie jest tak, że on się będzie nakłaniał, żeby się oszukiwać. To miłosny wzrok stworzy taki idealny obraz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy