Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Ich dwoje, a osób sześć

0 233

Fantazje erotyczne są i dobre, i złe. Te pierwsze wzbogacają życie intymne, zbliżają partnerów do siebie. Te drugie mogą prowadzić do poważnych zaburzeń, nawet do rozbudzenia skłonności homoerotycznych.

Fantazje są najlepszą, a często jedyną drogą do pobudzenia wyobraźni niezbędnej w kreatywnym działaniu. Warto jednak pamiętać, że tkwi w nich nie tylko wielka potencja rozwojowa, ale też zarzewie autodestrukcji. Starając się zatem nie tracić z pola widzenia konstruktywnej roli fantazji, przyjrzyjmy się kilku niebezpieczeństwom, jakie tkwią w fantazjowaniu.
Dwa ważne problemy odnotować należy na wstępie. Po pierwsze, fantazje należą do mechanizmów obronnych, co oznacza, że wynikają one z niespełnienia pewnych oczekiwań w życiu realnym, czyli – mówiąc inaczej – z frustracji określonych potrzeb. Zygmunt Freud pisał: „Szczęśliwy nigdy nie fantazjuje, czyni to jedynie osoba niezaspokojona. Każda fantazja jest korektą niezadowalającej rzeczywistości”. W tym znaczeniu częstotliwość i intensywność fantazji uznać można za miarę doznawanych w realnym życiu frustracji. Po drugie, ze wszystkich rodzajów fantazji najbardziej rozbudowane, a zarazem najbardziej diagnostyczne wydają się fantazje erotyczne. Powody są dwa. Pierwszy to taki, że życie erotyczne zawiera w sobie największą chyba skalę przeżyć: od najbardziej biologicznych i egoistycznych do całkowicie wysublimowanych i nasyconych bezgranicznym oddaniem innej osobie. Tak skala stwarza nieograniczone możliwości w ocenie stopnia „uczłowieczenia” jednej z najbardziej podstawowych biologicznych potrzeb. Natomiast powód drugi tkwi w tym, że szeroko pojęta erotyka posiada moc zabarwiania wszelkich innych przeżyć.
Fantazje erotyczne kryją w sobie wiele pułapek. Wpadnięcie w nie może wyzwolić patologiczne skłonności. Wiadomo powszechnie, że zakochani dążą przede wszystkim do zapewnienia sobie jak największego szczęścia – do stworzenia raju na ziemi, w którym miłosne zespolenie w pełni może rozkwitnąć. Jednak tym pięknym marzeniom jak cień towarzyszy wypływająca z licznych naszych kompleksów wątpliwość, czy potrafimy je spełnić tak, aby ukochana czy ukochany poczuli się rzeczywiście szczęśliwi. Pojawiają się wtedy fantazje na temat tego, jakim powinno się być, aby móc spełnić te marzenia. I tu rodzi się pierwszy zaczyn tego, co niebezpieczne, a mianowicie rozdźwięk pomiędzy „ja” realnym i „ja” idealnym. Najczęściej to drugie „ja” przybiera postać kogoś – w naszym przekonaniu – bardziej doskonałego i tym samym bardziej odpowiadającego ukochanej czy ukochanemu. W pracach psychologicznych na ten temat dosyć często przytacza się uwagę wiedeńskiego psychoanalityka, zawartą w jednym z jego listów: „Coraz bardziej jestem przekonany, że tak naprawdę to w każdym stosunku seksualnym uczestniczą cztery osoby”. Pisząc te słowa, Freud miał na myśli właśnie owo podwójne „ja” każdego z partnerów.
Otto Kernberg, kontynuator myśli Freuda, w ciekawej książce „Love Relations” pisze, że nie cztery, ale sześć osób bierze udział w każdym stosunku seksualnym. To znaczne poszerzenie stanu liczebnego oparł na znanym w psychoanalizie procesie, określanym jako „triangularyzacja”. Polega on – najogólniej mówiąc – na podzieleniu „ja” idealnego na „ja” zagrażające i „ja” uwielbiane.

Źródła fantazji erotycznych najczęściej nie są jasno uświadamiane, jednak stanowią one ich typowe kanwy fabularne. Skoro nie jestem w stanie tak szeroko otworzyć bram raju dla mojej ukochanej, jak mógłby to uczynić inny, wspanialszy ode mnie kochanek, to może on odebrać mi moją ukochaną, a więc jest dla mnie groźnym rywalem. Co gorsza, moja uwielbiana partnerka może szybko dojść do podobnego przekonania i w konsekwencji odejść ode mnie!
Zrodzone więc z przeróżnej maści kompleksów fantazje wiodą w dwóch kierunkach. Pierwszy prowadzi do uczucia zazdrości, najczęściej zupełnie bezpodstawnego, w stosunku...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy