Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

I TYLKO ZYSKU ŻAL

0 399

Uczucia mogą powodować konkretne straty albo zyski mniejsze niż oczekiwane.Wielu inwestorów gotowych jest oddać połowę zysków za możliwość wyłączenia emocji. Dlaczego? Bo emocje na giełdzie bywają kosztowne – twierdzi TOMASZ ZALEŚKIEWICZ.

Wyobraźmy sobie, że pewien psycholog-cudotwórca wynalazł metodę, dzięki której można zablokować emocje. Człowiek, po poddaniu specjalnemu zabiegowi, przestaje odczuwać strach, złość, podekscytowanie itd.Staje się „zimnym” kalkulatorem, beznamiętnie liczącym zyski oraz straty. Ta historia wydaje się równie nieprawdopodobna, co przerażająca. Choć, jak się okazuje, nie dla wszystkich. W jednym z badań zapytano grupę polskich inwestorów, jaką część swoich giełdowych zysków byliby skłonni odstąpić w zamian za możliwość „wyłączenia” w ich umysłach emocji. Rezultat był zaskakujący. Wielu spośród nich odpowiedziało, że byliby gotowi oddać za to nawet połowę osiąganych zysków! O czym to świadczy? Prawdopodobnie inwestorzy ci odczuwają emocje jako coś, co przeszkadza im w sprawnym podejmowaniu decyzji na giełdzie. Są przekonani, że gdyby dano im możliwość przekształcenia się w jakąś formę sztucznej inteligencji, mogliby stać się bardziej szczęśliwi – przynajmniej w sferze finansowej.

Adam Smith, jeden z najwybitniejszych teoretyków ekonomii, pisał ponad sto lat temu w książce „Theory of Moral Sentiments”: „Gdy podejmujemy działanie, gwałtowność pasji rzadko kiedy pozwala nam analizować sytuację z niezależnej, obiektywnej perspektywy. Silne emocje nas stymulują i zaciemniają właściwy obraz rzeczy nawet wtedy, gdy próbujemy widzieć je takimi, jakiminaprawdę są”. Oczywiście może tu chodzić zarówno o uczucia pozytywne (duma, nadzieja, przyjemne podekscytowanie), jak i negatywne (lęk, złość, żal).

Jedną z emocji, której doznają inwestorzy, jest żal. Wyobraźmy sobie, że mieliśmy do ulokowania pewną sumę pieniędzy. Właśnie zamierzaliśmy się udać do banku, aby założyć lokatę, gdy przeczytaliśmy w gazecie, że ceny akcji na giełdzie wzrastają i można sporo na nich zarobić. Postanowiliśmy w związku z tym zrezygnować z lokowania naszego kapitału w banku i za całą kwotę zakupić akcje. Tak też zrobiliśmy. Po kilku dniach okazało się, że dobra passa na rynku dobiegła końca i ceny gwałtownie spadły, a my zostaliśmy z portfelem „chudszym” o połowę. Z pew- nością poczulibyśmy żal: „Po co mi to było? Przecież mogłem tak jak zwykle wpłacić pieniądze do banku”. Co ciekawe, badania pokazują, że ludzie nie tylko doświadczają żalu, ale także podejmują decyzje w taki sposób, abyuniknąć przeżywania tej emocji w przyszłości. Gdy w moim umyśle rodzi się pokusa zainwestowania pieniędzy na giełdzie, mogę pomyśleć: „Lepiej z tego zrezygnuję. Gdyby ceny akcji zaczęły spadać, żałowałbym swej decyzji”. Jeśli już zrobimy coś, czego następnie żałujemy, wpływa to na nasze późniejsze postępowanie.

Orit Tykocinski – psycholog z Uniwersytetu Ben Guriona w Izraelu – przeprowadziła interesujący eksperyment. Badani przez nią inwestorzy kupowali za określoną cenę (powiedzmy za 10 dolarów) jakieś akcje, a następnie, co jakiś czas, pojawiały się informacje na te-mat ich aktualnego rynkowego kursu. W pewnym momencie połowa graczy otrzymywała możliwość sprzedania posiadanych akcji po 15 dolarów za sztukę. Część osób zdecydowała się na sprzedaż, a inni zrezygnowali z przeprowadzenia transakcji. Po jakimś czasie ci drudzy jeszcze raz mieli szansę na sprzedaż, tym razem w niższej, ale wciąż korzystnej cenie: 12 dolarów za sztukę. Co się okazało? Otóż prawie nikt nie zdecydował się na odsprzedanie posiadanych akcji pomimo tego, że wciąż można było na tym zarobić. Skąd się wzięło tak dziwne zachowanie?

Sprawa stanie się jasna, gdy opiszę, co w tym samym czasie robiła druga połowa uczestników eksperymentu. Gracze należący do tej grupy otrzymali wyłącznie propozycję sprzedaży akcji w cenie 12 dolarów za sztukę, bez wcześniejszej możliwości dokonania transakcji w cenie 15 dolarów. Prawie wszyscy podjęli decyzję o sprzedaży. Ci inwestorzy, którzy wcześniej nie skorzystali z szansy zarobienia po 5 dolarów na akcji, musieli bardzo żałować swojej decyzji, gdy dowiedzieli się, że w nowych warunkach jednostkowy zysk może wynieść już tylko 2 dolary. Doznawany żal spowodował nieracjonalne odrzucenie mniejszego zysku. Gracze, u których nie wywołano żalu, zachowywali się bardziej racjonalnie i chętnie wykorzystywali szansę osiągnięcia 20-procentowego zysku.
Czy może być tak, że nawet wtedy, gdy skutki dokonanych wyborów okażą się niekorzystne, uczucie żalu się nie ujawni? Z taką sytuacją mamy do czynienia, kiedy ktoś inny doradzał nam, jaką podjąć decyzję. W przypadku giełdy, tym kimś może być na przykład doradca inwestycyjny. Zdarza się, że nie tylko ktoś nam doradza, ale także decyduje zamiast nas, jak w przypadku lokowania pieniędzy w funduszu powierniczym. Co prawda to my sami wybieramy, w jakim funduszu chcemy ulokować pieniądze, ale później nie mamy już wpływu na ich losy. Gdy dowiemy się, że ponieśliśmy stratę, winę możemy zrzucić na nieudolność funduszu. Przerzucanie odpowiedzialności na inne osoby to jedna z najskuteczniejszych metod obrony przed żalem. Być może właśnie dlatego indywidualni inwestorzy tak chętnie korzystają z usług funduszy.

Richard Zeckhauser – profesor finansów z Uniwersytetu Harvarda – porównał średnie zyski funduszy amerykańskich z zyskami, które uzyskiwały portfele złożone z losowo dobranych akcji w latach 1975–1987. Wyniki były jednoznaczne. Gdyby ktoś zainwestował w mieszany portfel zawierający akcje dużych i małych spółek, to osiągnąłby stopę zwrotu o ponad 3 proc. wyższą od uzyskanej przezfundusze...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy