Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

... i ślubuję Ci przemoc...

0 415

Ataki i agresja skierowane przeciwko drugiej osobie, to „podstawa” istnienia wielu związków. I choć najczęściej małżonkowie czy partnerzy przyznają zgodnie, że tak żyć się nie da, to wciąż przeżywają i prowokują setki sytuacji prowadzących do przemocy. Dlaczego tak się dzieje?

Brian to najcudowniejszy człowiek na świecie – zwierza się rozpromieniona Ros swoim przyjaciółkom, bo jej związek z wdowcem z czwórką dzieci zaczął się bardzo romantycznie. Zakochuje się w nim bez pamięci. Wreszcie (w wieku 35 lat) czuje się kobietą spełnioną: nie tylko prowadzi z powodzeniem własną firmę, ma swój apartament w mieście, ale znalazła też mężczyznę pełnego energii, z fantazją, zaspokajającego jej potrzeby. Deklaracje zaufania, akceptacji, wierności, jedności duchowej – jakże to uszczęśliwia Ros i daje jej poczucie bezpieczeństwa. Czuje się wreszcie uwielbiana, kochana. I tak bardzo chce być kochana, że choć Brian już po dwóch miesiącach znajomości zaczyna ujawniać zachowania nacechowane przemocą, Ros tłumaczy je, bierze winę na siebie. Za każdym razem zastanawia się, czy to ona nie reaguje przesadnie, czy nie wyolbrzymia sytuacji, czy nie osądza Briana pochopnie.
Tak zaczyna się i tragicznie kończy jednocześnie szczęście w życiu Rosalind B. Penfold, autorki książki Kochać zbyt mocno (kapcie potwora). Czyli o tym jak wygląda przemoc domowa. Przez kolejne dziesięć lat u boku Briana przeżywa wiele traumatycznych sytuacji. Tą historią, smutną, tragiczną, wstrząsającą, Ros dzieli się dzisiaj z innymi kobietami, aby umiały w porę rozpoznać w swoich związkach mechanizmy przemocy, dostrzec zachowania wskazujące, że rozpoczyna się w ich związku proces dominacji, manipulacji i przewagi. Książka ma ciekawą i przystępną formę – Ros stworzyła rodzaj komiksu, budując swoją opowieść z rysunków pokazujących sytuacje, w których w jej życiu miały miejsce zachowania uzależniające, zniewalające, świadczące o przemocy ze strony męża i jej uległości wobec jego manipulacji. Przekaz jest sugestywny, jasny i przejrzysty – książka pokazuje kolejne etapy zniewolenia kobiety oraz zachowania całej rodziny, łącznie ze skutkami podjętych działań. Niewątpliwie będzie niosła pomoc wielu kobietom. Pamiętnik Rosalind Kochać zbyt mocno, to swoiste studium przemocy domowej, zawierające szczegółowy zapis nierównego układu sił i władzy, w którym strona silniejsza podporządkowuje i kontroluje stronę słabszą poprzez terror.

Granice godności

Historia dziesięcioletniego związku Ros uświadamia kobietom i mężczyznom, że w bliskich związkach warto pamiętać o granicach własnej godności, własnego świata, własnego prawa do indywidualności, którego bez naszej zgody nikt nie może naruszać. Wielu kobietom przyzwalającym na przemoc potrzebna jest pewność, że mogą w relacjach z mężczyzną ustalać własne terytorium, na które nikt nie powinien wchodzić „z butami”, nawet w imię miłości. Idea bliskości, uwspólnienia, dążenia do jedności w związku jest piękna, ale ważne, aby kobieta i mężczyzna rozumieli ją tak samo i mieli takie samo prawo do ustalania oraz szanowania własnych granic. Nie jest to z pewnością przykład dążenia do jedności w miłości, gdy mężczyźni „uwspólniają” na zasadzie „moje potrzeby stają się twoimi – w konsekwencji naszymi”, a kobieta rezygnuje z siebie, ze swojego świata, ze swojej inności.
[nowa_strona] Mężczyźni nie są otwarci na budowanie partnerskich związków nie dlatego, że nie chcą ich tworzyć, ale dlatego, że nie wiedzą, jak one powinny wyglądać. Miłość, partnerstwo to wielka sztuka, a nikt nie uczy nas, jak kochać, szanując wolność drugiej osoby. Mężczyźni często też nie chcą partnerstwa, bo tak jest im łatwiej i wygodniej funkcjonować. Kobiety poddają się więc manipulacjom i same też manipulują, bo myślą, że to jedyna droga porozumienia z mężczyzną i utrzymania związku. A mężczyźni nie zmienią się, dopóki nie usłyszą od kobiet asertywnego „stop”, dopóki nie dotrze do nich wyraźny sygnał, że coś jest nie tak, że gdzieś zaburzona jest harmonia i bezpieczeństwo w związku. Przyjrzyjmy się zatem kilku historiom związków...

Romantycznie i nieświadomie

W wielu związkach ujawniają się mechanizmy walki i przemocy, gdyż kobieta i mężczyzna nie umieją sobie poradzić z tymi tendencjami już na samym początku znajomości. Często takim parom brakuje świadomości zaistniałych problemów oraz wiedzy, że mogliby szukać pomocy i wsparcia. Pozostają na ogół sami ze swoimi trudnościami i to one piszą scenariusz wspólnego życia...
Aneta, gdy poznała Daniela, była nim zachwycona. Oboje studiowali, mieszkali w akademiku. Daniel był troskliwy, czuły, otaczał ją opieką. O nic nie musiała się martwić, bo on zawsze był przy niej. Wkrótce zamieszkali razem w wynajętym mieszkaniu w Warszawie. Anecie nie zależało szczególnie na tym, jak ma wyglądać ich wspólne gniazdko, więc cieszyła się, że Daniel sam zadbał o nie. Niektóre rzeczy, które kupił, np. łóżko, były według niej całkiem bez gustu i mało funkcjonalne, ale nie chciała mu tego wypominać i prowokować kłótni. Trochę ją wprawdzie czasem irytowało to, że Daniel sam podejmuje decyzje we wspólnych sprawach, że nie pyta ją o zdanie, ale nie chciała sprzeczkami o drobiazgi psuć tego, co piękne między nimi. Widziała, jak ją kocha, jak jej potrzebuje. Spędzali razem dużo czasu, Daniel przychodził po nią na uczelnię, wracali do domu i prawie nie rozstawali się. Był bardzo zazdrosny, co według Anety świadczyło o sile jego miłości. Nie chciała mu robić przykrości, więc przestała się widywać ze swoimi kolegami z roku. Nie chodziła też na imprezy, bo Daniel nie lubił się bawić, a gdy tylko zatańczyła z kimś innym, był zły, czasem nawet agresywny. Podejrzewał, że już go nie kocha, straszył, że tego nie zniesie i zmuszał Anetę do powrotu do domu, wzywając taksówkę i niemal siłą wyprowadzając z imprezy. Każda noc po takim zdarzeniu była okropna. Daniel albo odwracał się do niej plecami i nic nie mówił, albo kochał się z nią tak, że to aż bolało, całkiem bez czułości i wyczucia jej potrzeb. Czasem zastanawiała się, czy to ten sam mężczyzna, który potrafił być tak delikatny i pełen ciepła, troskliwy i opiekuńczy. Twarz i ciało były te same, ale zachowania nie przypominały jej ukochanego.
Niestety, zdarzało się to coraz częściej. Dobrze działo się tylko wtedy, kiedy było tak, jak chce Daniel. Aneta ani nigdzie nie mogła wyjść bez niego, ani nikogo zaprosić. Nawet gdy przyjeżdżała jej mama, Daniel okazywał niechęć, zniecierpliwienie i złość, że zabiera Anecie czas przeznaczony dla niego. Po trzech latach Daniel oświadczył się Anecie i oczywiście miał już gotowy scenariusz ślubu i wesela. Kupił jej nawet suknię ślubną i bieliznę na noc poślubną... Aneta nie bardzo przywiązywała wagę do tego, co zewnętrzne, więc z pewną ulgą przyjęła fakt, że Daniel wszystko zorganizował. Ślub był bardzo uroczysty, wesele huczne i wszystko wyglądało idyllicznie.

[nowa_strona] Poza tym, że wkrótce po ślubie Daniel stał się jeszcze bardziej zazdrosny – nawet o 60-letniego sąsiada, z którym rozmawiała o sprawach ich kamienicy. Kiedyś przyłapała męża na tym, że sprawdzał jej telefon komórkowy, czytał sms-y. Jej nigdy nie przyszło do głowy kontrolowanie Daniela, więc tym bardziej nie rozumiała jego zachowań. Pewnego wieczoru zobaczyła, że czyta jej korespondencję mailową. Tego było już za wiele – nie zrobiła przecież nic, co mogłoby zagrażać ich związkowi. A poza tym ona mu nie zaglądała do laptopa. Gdy powiedziała to Danielowi – stwierdził kategorycznie, że odkąd jest jego żoną i łączy ich sakrament małżeństwa, to wszystko jest wspólne i nie powinna mieć przed nim tajemnic. Wtedy po raz pierwszy krzyknęła na niego, że jest jego żoną, ale nie jest jego własnością. I po raz pierwszy dostała od niego w twarz...
Pierwszy poważny kryzys przeżyła, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Z radością powiadomiła o tym męża. I wtedy... dostała w twarz po raz kolejny, a potem pchnął ją tak, że upadła na szafę i mocno się potłukła. Daniel miał pretensje, że zaplanowała sobie dziecko bez niego, że zrobiła coś, o czym on nie wiedział, że go oszukała, że nim manipulowała. Gdy ochłonęła, próbowała z nim rozmawiać, ale nie mogła sobie poradzić z jego agresją. Uciekła do mamy, ale cały jej świat się zawalił, nagle runął w gruzy. Teraz jest już po terapii, urodziła śliczną córeczkę Paulinę, odzyskała swoją siłę i kobiecość. Próbowała namówić Daniela na terapię małżeńską, ale nienawiść do niej przesłaniała mu realne widzenie sytuacji – nie potrafił myśleć o rozwiązaniach. Lepiej było go więc unikać, niż narażać się na to, co jakoś przestał kontrolować. W końcu złożyła pozew o rozwód.

Czy historia Anety i Daniela musiała zakończyć się rozwodem? Czy eskalacji przemocy w tym związku można było zapobiec? Czas zakochania, miłości romantycznej pozwolił im przecież w początkowej fazie na zaufanie sobie wzajemne, na bezpieczeństwo bycia ze sobą i cieszenie się przepływem dobroczynnych uczuć. Wkrótce jednak w ich relacje wkradły się lęki, obawy, niepewność. Często się tak zdarza, że w związek, który kobieta i mężczyzna zaczynają budować, wkradają się schematy z przeszłości. Każde z partnerów przeżywa na nowo poczucie zagrożenia – nieraz traumatyczne, często mające swoje podłoże jeszcze w dzieciństwie, a potem w doświadczeniach różnych związków. Jeśli oboje znajdą w sobie na tyle odwagi, aby zobaczyć, co im przeszkadza w tworzeniu związku, to mogą wspólnie zbadać przyczyny destrukcyjnych zachowań i znaleźć sposoby na uwolnienie się od nich. Często pomagają w takich momentach szczere rozmowy na temat tego, jakie doświadczenia wnoszą do wspólnego związku i jak mogą sobie wzajemnie pomóc, aby ich automatycznie nie powielać.
Aneta i Daniel przez kilka lat wspólnego życia nie potrafili rozmawiać o tym, co im przeszkadzało czuć się dobrze, ufać sobie. Daniel chciał sobie zapewnić bezpieczeństwo poprzez sprawowanie kontroli nad Anetą, ułożenie jej życia tak, aby była przy nim, aby go nigdy nie zostawiła. Im bardziej bał się odrzucenia, im bardziej czuł się zagrożony, tym bardziej walczył, tym więcej agresji wykazywał. Aneta, bojąc się jeszcze większej eskalacji złości, a w konsekwencji rozpadu związku, stosowała wyuczone od dzieciństwa schematy unikania i zaprzeczania konfliktom. Uważała, że lepiej przeczekać trudne sytuacje, lepiej nic nie mówić, aż Danielowi przejdzie. Tym samym dawała mu ciche przyzwolenie na takie jej traktowanie, na nieuwzględnianie jej potrzeb, na jej ograniczanie i tłamszenie. I tak wciąż ponawiali automatycznie ten sam schemat, który wtłaczał ich w role sprawcy i ofiary. Daniel nawet nie miał szans, aby poznać potrzeby Anety, aby je zrozumieć, bo przecież nie mówiła mu ani o swoich uczuciach, ani o oczekiwaniach. Nie rozumiała jego zachowań, ale bała się poprosić o wyjaśnienia, bo natychmiast stawał się drażliwy i od razu oskarżał – że to ona jest powodem jego frustracji.

[nowa_strona] Nie jest łatwo zobaczyć w samym sobie to, co przeszkadza w budowaniu bliskości. Jeszcze trudniej jest to ujawnić drugiej osobie. Często trzeba rozpoznać i zaakceptować w sobie lęki przed krytyką, brakiem akceptacji, odrzuceniem i zaufać, że wybrana przez nas osoba pomoże nam poradzić sobie z trudnościami. Jeśli partnerom udaje się pokonać tę barierę, pozwalają sobie wzajemnie na uruchamianie zrozumienia, czułości i troski w związku. Im mniej bowiem wnoszą lęków we wzajemne relacje, tym więcej jest w związku miejsca na miłość. Związek dwojga ludzi powinien nieustannie ewoluować w takim kierunku, by utwierdzał partnerów w przekonaniu, że jest dobry, piękny i twórczy. W tym celu oboje – każde z osobna i poprzez wspólną pracę – muszą szukać tego, co buduje i pracować nad uwalnianiem się od tego, co niszczy.

Świadomie i wspólnie

Piotr i Anna są już w drugiej połowie swojego życia – tej bardziej świadomej, dojrzałej, dorosłej. Oboje są po czterdziestce, każde z nich ma za sobą rozwód i parę nieudanych związków, w których próbowali na nowo odnaleźć miłość. Spotkali się w podobnym etapie życia – zdawali sobie sprawę z własnych potrzeb jeśli chodzi o budowanie satysfakcjonującego związku, a jednocześnie niemal stracili nadzieję, że taki związek jest możliwy. Żonaci od wielu lat przyjaciele Piotra nie radzą mu pakować się w kolejne tarapaty, bo jednak wolność to wolność, a nie można jej mieć z kobietą u boku. Jego dobry kolega, który ostatnio rozstał się ze swoją dominującą partnerką, uważa, że wszystkie kobiety w pewnym wieku robią się jędzowate i stosują przemoc psychiczną, więc nie warto ryzykować. Piotr coraz bardziej ufa Annie i czuje się z nią cudownie, gdy się spotykają. Jednak gdy zaczyna myśleć o związku z nią, uruchamiają się lęki przed odrzuceniem, przed dominacją. Całe życie bronił się przed despotyczną mamą, która zawsze lepiej od niego wiedziała, co powinien w życiu robić. Potem też miał takie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy