Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

2 lutego 2018

I on stworzył ją, a ona jego

43

Widzę w tym mit, gdy kobieta wierzy: mogę stworzyć tego mężczyznę, być dla niego tak wyjątkowa, że przy mnie on rozkwitnie. Tak się może zdarzyć, jeśli ona go podziwia. Ale kiedy wzdycha: dlaczego nie mogę mieć superfaceta? - mała jest szansa, że on okaże się super. On wtedy myśli: dlaczego ona nie widzi we mnie superfaceta? - rozmowa z Pawłem Droździakiem.

 

Paweł Droździak jest psychologiem, psychoterapeutą i mediatorem rodzinnym. Prowadzi psychoterapię osób uwikłanych w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego. Jest współautorem książek: Zawsze bezpiecznie – psychologiczne aspekty samoobrony kobiet i Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach.

Dorota Krzemionka: – Przeglądamy się w oczach partnera...
Paweł Droździak:
– Raczej kobieta przegląda się w oczach mężczyzny, a on w jej. Gdy czytam różne artykuły na temat par, odnoszę wrażenie, że związek dwojga ludzi jest związkiem dusz albo umysłów, które mają identyczne potrzeby.

I tak naprawdę są bezpłciowi...
– Z identycznych powodów są w relacji i mają identyczne możliwości, pole percepcji i aspiracje, tę samą potrzebę bliskości. To jest bzdura. Bliskość można mieć z mamą, tatą, z przyjacielem, dzieckiem albo z terapeutą. Ale tym, co powoduje, że mężczyzna szuka kobiety, a kobieta – mężczyzny jest potrzeba bliskości właśnie z kobietą, właśnie z mężczyzną. To są dwie różne potrzeby. Jeśli mówimy o obrazie Ja w oczach innej osoby, to chodzi o „ja jako kobieta” widziana przez mężczyznę. Albo „ja – mężczyzna” w oczach kobiety.

I te wizerunki są różne?
– Otóż to. Z tej odmienności biorą się nieporozumienia. Widziałem niedawno żart rysunkowy Marka Raczkowskiego: Facet siedzi z rozłożoną gazetą. Kobieta stoi nad zlewem i mówi do niego: „Słuchaj, nie ma wody”. A on odpowiada znad gazety: „A na Marsie jest!”. I ją to wkurza. Jak mantry słucham opowieści kobiety o mężczyźnie, na którego nie można liczyć. Ona żali się: „Przychodzę zmęczona po pracy do domu, a tam nieposprzątane, w zlewie naczynia. On się z dzieckiem nie pobawi. Nie pomyśli, że pościel trzeba zmienić albo śmieci wyrzucić”. Kiedy słyszę taką opowieść pierwszy raz czy drugi, to jestem przejęty. Ale kiedy jest to kolejna niemal identyczna historia, zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. I na dodatek dzwoni koleżanka, która jest psychologiem, i mówi: „Właśnie się rozstałam z facetem, bo to chłopiec. Nie można na niego liczyć. Nic nie robi w domu”.

Skąd ta powtarzająca się opowieść? Dlaczego kobiety uważają, że na mężczyzn nie można liczyć i dlaczego mężczyźni nie wyrzucają śmieci?
– Myślę, że powodem jest oczekiwanie sprzedawane nam przez media – nie wprost – że nie ma różnicy płci. Że mężczyzna będzie rozumował, myślał i zachowywał się tak samo jak kobieta. A jeśli tego nie robi, na przykład nie wyrzuca śmieci, to ona uznaje, że w ten sposób rani jej uczucia, nie myśli o niej, nie troszczy się o dom. A więc uderza w to, co jest dziś bazą relacji. Łączmy się w pary, bo się kochamy. Ten koncept jest czymś nowym. Wcześniej związek wynikał z wiązania rodów i dokładnie było wiadomo, czego od kogo się oczekuje. Dziś opieramy związek na uczuciach i oczekujemy, że będzie równie trwały. Oczekujemy, że psychologowie nam poradzą, jak utrzymać maksimum uczuciowego zaangażowania w związek, gdy nie ma społecznych ani ekonomicznych powodów, by ten związek trwał. Czyli jak stworzyć samochód, który nie będzie się trzymał na podwoziu, tylko na konstrukcji dachu.

Jakoś próbujemy temu sprostać...
– Ale gdy nie ma jasności, kto za co odpowiada, pojawia się konflikt. Wiele par nie może się porozumieć co do tego, jakie są ich sfery kompetencji. Oboje są zmęczeni tym, że nie wiedzą, kto ma zarabiać, kto ma czego dostarczać, kto ma o co dbać. W efekcie ona często nie czuje się zadbana. Ma poczucie, że jeśli jej mężczyzna nie zachowuje się jak kobieta, jeśli nie chce dzielić dokładnie jej sfer kompetencji, nie widzi w domu tego, co widzi ona, to znaczy, że ją krzywdzi. Mówi: „Przychodzę po dwunastu godzinach pracy i widzę mojego faceta, który jest bez pracy, jak gra na komputerze. Nie wyrzucił śmieci, nie sprzątnął”. Z jednej strony, gdy tego słucham, współczuję jej...

Z drugiej strony pojawia się pytanie: dlaczego ona w ogóle z nim jest?
– I dlaczego pracuje po dwanaście godzin dziennie? „On nie szuka pracy” – żali się ona. Po co ma szukać, skoro ona pracuje i zarabia za dwoje. Dba jak mamusia, by wszystko w domu było. Więc on się regresuje do poziomu małego chłopca.

Pewnie jest mu z tym wygodnie, ale niekomfortowo – cierpi jego poczucie własnej wartości.
– Myślę, że on się czuje zupełnie wykastrowany, pozbawiony męskości. Ona zaś nie potrafi pokazać swej bezradności i przyznać, że ma oczekiwania wobec niego nie jako swojej kopii tylko jako mężczyzny. Na przykład żeby się nią zajął, chronił dom. Taki jest skutek przekazu o partnerstwie rozumianym jako identyczność. Nie może mu pokazać, że podziwia w nim tę męską część, nawet jeśli on nie robi nic takiego godnego podziwu, tylko siedzi na kanapie.

Jak takiego faceta na kanapie podziwiać?
– To jest trochę tak, jak w seksie. Skąd się bierze erekcja? Z poczucia mężczyzny, że jest mężczyzną. Jeśli kobieta powie: „No już, prędzej! Dlaczego ty nigdy nie możesz na czas? Przecież ci mówię, że tego chcę” to koniec. Jest różnica między: „Dlaczego ty tego nie masz” a zachwytem „Ojej, jaki on duży”. Nawet jeśli taki nie jest. Gdy zaś ona robi wszystko, pracuje wiele godzin, potem wkurzona wraca do domu i krzyczy na niego, że on cały czas wysiaduje na kanapie, to wchodzi w rolę wkurzonej matki. A relacja z matką jest aseksualna.

Z matką się nie sypia. Zarazem on traci swój męski potencjał. Coraz trudniej będzie mu ruszyć się z tej kanapy...
– A zarazem, słysząc jej gderanie, on się buntuje: „Nie ograniczaj mnie! Czego ty w ogóle chcesz?!”. Nie pokazuje jej swych męskich możliwości. Jakby mówił: „mam różne potencjały, ale nie wtedy, kiedy ty chcesz. Mogę zabijać w grze komputerowej albo na boks się zapisać. Mogę pić wódkę tak, jak nikt inny nie potrafi”. Wycofuje się z męskiej roli, w odpowiedzi na to ona czuje coraz większy lęk, ale nie potrafi pokazać, że sobie nie radzi. Pracuje coraz więcej, ogarnia wszystko, na co on reaguje coraz większym wycofaniem.

Im bardziej, tym bardziej...
– Tak działa koluzja małżeńska, opisana przez Jurga Williego. Partnerzy dzielą się rolami i nieświadomie wzmacniają nawzajem swoje patologiczne zachowania. Na przykład jeden z partnerów pragnie bliskości, a drugi się jej lęka. Pierwszy się przysuwa, goni, a drugi ucieka. A im bardziej ucieka, tym bardziej ten pierwszy goni. Jeśli jednak z jakichś powodów się rozstaną, to może się okazać, że osoba, która dotąd ciągle uciekała, też potrzebuje bliskości, tylko nie chciała się do tego przyznać sama przed sobą. Dlatego przypisywała tę tendencję drugiej osobie. Podobnie goniący nie chce się przyznać, że tak naprawdę ma obawy, by się bliżej związać. Szuka więc osoby, która ucieka, by do bliskości nie doszło.

A zatem z góry wybieramy sobie lustro, w którym będziemy się przeglądać. Nieprzypadkowo wiążemy się z taką a nie inną osobą?
– Nieprzypadkowo. Każdy z nas ma jakąś skłonność, a potem w związku często te tendencje eskalują, zaczynamy się uskrajniać. Im bardziej jeden z partnerów naciska na coś, tym bardziej drugi robi coś przeciwnego. To przejawia się w różnych sferach, na przykład w dbaniu o strukturę i porządek. Im bardziej ona za nim chodzi i sprząta, tym bardziej on nie dba i zostawia to jej do zrobienia. Ona gra cierpiętnicę, męczennicę, on staje się wykorzystywaczem. Można powiedzieć, że ona nieświadomie dąży do tego, by on się takim okazał i potwierdza sobie w ten sposób przekonanie, że partner myśli tylko o sobie. Bo oni – mężczyźni – tacy są. Z kolei on, dając się tak szkolić, dąży do tego, by mieć kolejną matkę, a zarazem potwierdzić sobie, że kobiety są gderliwe, agresywne i czepiają się o bzdury. On jest w tej grze tym wyluzowanym, ona tą krytyczną i uporządkowaną, a chaotyczną część siebie deleguje na niego. Gdyby jednak się rozstali i związali z kimś innym, to może się okazać, że w relacji z partnerką chaotyczną on chodzi za nią i ogarnia dom. A ona odpuści i poczuje, że nad niczym nie panuje, bo zwiąże się z obsesyjnym typem, który dostrzega każdy włos i wszystko odstawia na swoje miejsce.

Czyli nie tylko przeglądamy się w oczach partnera, ale wzajemnie na siebie oddziałujemy. Przychodzi mi na myśl moja znajoma, która nieźle sobie radziła zawodowo, a jej mąż ciągle nie mógł znaleźć sobie zajęcia. Aż w końcu znalazł... inną kobietę i przy niej okazało się, że potrafi pracować i zarabiać.
– Tak się dzieje, ponieważ w związku delegujemy na siebie różne rzeczy. Pani znajoma, choć zawodowo dobrze sobie radziła, w gruncie rzeczy mogła czuć się mało wartościowa. Dzięki temu, że traktowała męża jako mniej wartościowego, bezradnego i niepotrafiącego zarobić, sama czuła się omnipotentna. Z kolei on mógł na nią delegować swój konflikt związany z nabywaniem i zdobywaniem rzeczy – z jednej strony chciał coś posiadać, a z drugiej jakoś się na to nie godził, być może nie dowierzając w swoje możliwości w tej sferze albo nie akceptując rywalizacji; dlatego te oczekiwania przypisywał żonie – że ona tego od niego wymaga. Para, łącząc się, tworzy system. I z faktu, że jesteśmy jego częścią, wynikają pewne zachowania, nie tylko z naszych indywidualnych cech. Na przykład kobieta, która wychowała się w domu, gdzie był agresywny i niebezpieczny mężczyzna, może na długo zachować w pamięci to urazowe doświadczenie. Gdy wchodzi w relację z mężczyzną, ma poczucie, że to znów musi się wydarzyć, że on też okaże się opresorem. I może mimowolnie robić wiele, by tak się stało. Wierci mu dziurę w brzuchu tak długo, aż on w końcu wybucha. Wtedy ona się uspokaja.

Ten mężczyzna nie ma zatem szans...
– W tej konfiguracji rzeczywiście w jakimś sensie nie ma. Jeśli latami jesteśmy z kimś i stale dążymy do tego, by eksplodował, to nie ma cudów – niezależnie od tego, jaki on naprawdę jest, w końcu nie wytrzyma. A my potwierdzamy sobie wtedy, że on, tak jak się obawiali...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy