Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

I kto tutaj jest dojrzały?

69

Ona ma kolejnego męża w synu. On ma pierwszą żonę w matce. Jest to absolutnie kazirodcze psychologiczne związanie, układ wampiryczny - o zawiłościach dojrzewania mówi Lubomira Szawdyn.

Dorota Krzemionka: – „Potrzeba było talentu – śpiewa Jacques Brel – by się zestarzeć, nie godząc się na dorosłość”. Wokół nas dostrzec można wielu utalentowanych Piotrusiów Panów. Lat im przybywa, a oni wciąż fruną i uciekają od rzeczywistości. Skąd ta moda na niedojrzałość?
Luba Szawdyn: – Ja nazywam to cwaniactwem, sposobem na życie. Wiele osób kokietuje nas swoją niedojrzałością. Nie muszą wtedy pewnych rzeczy robić, bo znajdą sobie frajera, który za nich to załatwi. Dochodzą do wniosku, że nie warto być dorosłym. I że można posługiwać się drugim człowiekiem. Takie osoby są kute na cztery nogi, potrafią w ten sposób urządzić się w życiu. To sprawa ich sumienia i hierarchii wartości, a nie niedojrzałości.

– Naprawdę sądzi Pani, że osoby, które wykorzystują innych ludzi są dojrzałe?
– To zależy, o jakiej dojrzałości mówimy. Według mnie, trudno jest ocenić dojrzałość po zewnętrznych oznakach. Wyobraźmy sobie kogoś, kto jest wiecznie w drodze, coś eksploruje, na przykład łapie węże pod wodą i kręci o tym filmy. Ktoś, patrząc z boku, powie o nim, że jest niedojrzały. A dla mnie to jest dojrzały odkrywca, naukowiec. To zależy od celu życia, od potrzeb i wartości. Są ludzie, którzy pakują się komuś na kolana, bo mają inny cel. W życiu jest rozmaitość ról, ktoś może być dojrzały, np. w roli zawodowej, a jednocześnie ta sama osoba bywa zupełnie niedorosła do roli matki czy przyjaciółki.

– A czym dla Pani jest dojrzałość?
– Dojrzała osoba wie, po co żyje na świecie, zna swoją hierarchię, ma zbudowaną tożsamość, wie, jakiej jest płci, jakie ma zadania w życiu i podejmuje je odpowiedzialnie. Ale według mnie to mało. U osoby dorosłej istnieje harmonia między intelektem, popędami i emocjami. Doba ma 24 kawałki tortu i można je tak dzielić, żeby nakarmić po równo nasze sfery: psychologiczną, cielesną i duchową, i żeby każdy z naszych talentów coś dostał. To ja decyduję, po co rozwijam ten talent, co on ma mi dać. Jeżeli nawet na jakiś czas zaniedbam jakąś sferę, to umiem zawrócić i zadbać o pozostałe. Wychowałam się na Norwidzie i nie rozumiem, jak można stracić bezpowrotnie minutę. Człowiek dorosły nie spieszy się. Moja babcia mówiła, że ranek jest mądrzejszy od wieczora. Spokojnie można coś odłożyć. Wydaje mi się, że pośpiech zaburza decyzyjność. Jak mi się nic nie chce, mogę przeleżeć cały dzień. Ale gdy wstaję, to wiem po co. Dojrzała osoba porusza się zarówno w marzeniach, jak i w rzeczywistości, i doskonale potrafi przejść z jednej sfery do drugiej, nie szkodząc sobie i innym. Natomiast osoby niedojrzałe łatwo przenoszą się w świat wirtualny, w świat fantazji i uzależnień, ale trudno je oswoić z rzeczywistością.

– Jakie jeszcze dostrzega Pani przejawy bycia Piotrusiem Panem?
– Przede wszystkim trudności w dokonywaniu wyboru i oczekiwanie, że ktoś za nas coś zrobi. To są te powoje owinięte wokół drugiego człowieka lub ideologii. W nich można się bezpiecznie schować i nigdy nie dojrzeć, bo i tak zdecyduje grupa, statut czy regulamin. Do mnie często przychodzą niewolnicy – wszystko jedno czego – biznesu, pieniędzy, drugiej osoby. Próbują się w tym skryć. Osoby z zaburzeniami lękowymi mają problem z dorastaniem, lękają się życia i aby dodać sobie animuszu, sięgają po różnego rodzaju chemię albo próbują się wcisnąć w jakąś sektę. Brak poczucia bezpieczeństwa, lęk przed opinią, przed karą, przed brakiem akceptacji, nie pozwalają dojrzeć.

– A kiedy, w jaki sposób, dojrzewamy?
– Kiedy ponosimy konsekwencje własnych czynów, dajemy sobie i innym prawo do błędu. Gdy przełazimy – jak przez płot – przez nasze błędy, przez różne ślepe ulice. Musimy je zaliczyć, żeby nauczyć się wycofywać z podobnych im miejsc. Nauczyć się wyciągać wnioski z doświadczeń. W jednej ze szkół nastolatkom daje się do ręki płaczące lalki, żeby zobaczyły, jakie są konsekwencje seksu. W mojej rodzinie uważano doświadczenie za coś istotnego. Ojciec mówił, że życie trzeba jeść jak świeże wiśnie – słodko-kwaśne – tak, żeby buzia była ich pełna, aż pociekną po brodzie. Czyli kosztować życia, dotykać go.

– Jakie momenty w życiu przyspieszają ten proces stawania się dorosłym?
– Trudności obiektywne, jakaś zmiana, śmierć rodziców, wyjazd, rozwód; coś, czego się lękamy. Ludzie różnie reagują na takie zmiany. Jak myszki w pewnym eksperymencie. Gdy dano im dużą przestrzeń, to część myszek schowała się ze strachu, a część – przeciwnie – z ciekawością eksplorowała przestrzeń. Przyspieszaczem rozwoju są autorytety i doradcy, a także różnego rodzaju pola doświadczalne, na których możemy się sprawdzić: pierwsze kolonie, pierwsza praca. Idealnie, jeśli to się łączy: życie przynosi zmianę, jest doradca i zaciekawienie sobą. Wtedy można studia skończyć w rok, znam taki przypadek.

– Pamięta Pani taki moment przyspieszenia w swoim życiu?
– Miałam dwa takie momenty. Jeden, gdy nie mogłam obronić doktoratu, byłam niewygodna politycznie, z trudnością utrzymywałam siebie i córkę przy życiu. A drugi, gdy zaczęłam rozumieć to, co robię, rozsmakowałam się w temacie mojej pracy. Pierwszy z tych momentów skłonił mnie do dokonania właściwego wyboru. Drugi zaś przekonał, żeby przestać się oglądać na teorię i iść swoją drogą. Pierwsze doświadczenie dało mi coś na kształt sławy, drugie uświadomiło, jak bardzo jestem samotna.

– A na czym polega dojrzałość w relacjach?
– Na umiejętności bezinteresownego dawania i brania. Osoba dojrzała potrafi dzielić się tym, co przeżyła, a jednocześnie potrafi coś wziąć. Dla mnie bycie w związku oznacza wspomaganie siebie nawzajem. Natomiast osoby niedojrzałe nie próbują zrozumieć innego człowieka, nie są nim zainteresowane, nie słuchają go, nie rozpoznają jego potrzeb. To są lawiranci, którzy wiecznie od innych ściągają, jak w szkole.

– Mówi się, że teraz dzieci są bardziej dorosłe niż ich rodzice.
– Intelektualnie często są na wyższym poziomie niż rodzice. Na skutek nowych technologii ich mózg dostaje szybko dużo informacji. Ale brakuje im możliwości skonfrontowania się z tymi informacjami. I nie nadąża ich rozwój emocjonalny. Dawniej odbywało się to powoli. Weźmy choćby edukację seksualną. Moja mama zniżała głos, gdy mówiła o kimś, że jest w ciąży. Teraz popędy zostały zepchnięte do techniki. Zaniedbano edukację emocjonalną dotyczącą aktu płciowego. Dla młodych ludzi miłość, przywiązanie, wdzięczność to puste hasła, których nie rozumieją. Bo telewizja tego nie przekaże. Ładujemy intelekt, a nic nie wiemy o uczuciach, uczymy się ich po czterdziestce.

– Jak rodzice mogą wyposażyć dziecko na drogę ku dojrzałości?
– Przede wszystkim powinni się kochać, zanim poczną dziecko. Ważne są szczególnie pierwsze dwa lata życia dziecka. Moja praktyka potwierdza, że wtedy rozwija się zrąb osobowości, uczuciowość dziecka. Potem można już mówić tylko o makijażu osobowości.

– Rozumiem, że miłość rodziców jest ważna, ale sama nie wystarczy, czego jeszcze potrzeba?
– Rodzice powinni stawiać wymagania, ale takie na miarę talentów dziecka, a nie dopasowane do siebie. Aby rozpoznać talenty, trzeba słuchać dziecka i rozumieć je....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy