Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

22 stycznia 2016

I kto tu rządzi?

33

Łatwiej nam panować nad światem, okiełznać ludzi lub żywioły, niż podporządkować sobie własne emocje, myśli i działania, które wciąż prowadzą nas nie tam, gdzie chcielibyśmy dotrzeć. Na czym polega sztuka panowania nad sobą?

Uzależnienia, nadmierne wydatki i niespłacone kredyty, choroby spowodowane niezdrowym stylem życia, ryzykowny seks i niechciane ciąże, przemoc, osiągnięcia poniżej możliwości, odwlekanie bez końca tego, co wymaga niezwłocznego wykonania, wreszcie światowy kryzys – oto plagi współczesnego świata. Nękają społeczeństwa, rujnują nam życie. Najciekawsze jednak, że choć są tak różnorodne, zdaniem psychologa amerykańskiego Roya F. Baumeistera wszystkie mają jedną i tę samą przyczynę: utratę kontroli nad własnym działaniem. Kiedy przestajemy nad sobą panować, rządy nad nami przejmują inne czynniki – impulsy, nawyki, pokusy. A to otwiera furtkę wspomnianym plagom. Istnieje też panaceum na owe plagi: samoregulacja. Jak pisze Baumeister: „Ja jest zdolne do sprawowania kontroli nad samym sobą i zmieniania swoich reakcji tak, by osiągnąć odległe, ale bardziej korzystne cele”. Kto to potrafi, ma większe szanse na udane życie – dobre zdrowie, sukces zawodowy i przyjazne relacje z innymi ludźmi. Kto nie potrafi – szuka okazji, by tę umiejętność opanować.

Zapanować nad protestem jestestwa

Jak utrzymać porządek – w domu i w życiu? Jak zorganizować prace domowe, uporządkować papiery na biurku i rzeczy w szafie.
W kolejnym odcinku perfekcyjna pani domu uczy tego uczestniczki programu. W innym programie kolejna „gospodyni” doradza, jak zdrowo się odżywiać i gospodarować domowym budżetem. Popularność takich programów telewizyjnych świadczy o tym, że uczestnicy (i widzowie) chcą się nauczyć lepiej panować nad swoim życiem, niezależnie, czy dotyczy to porządku w domu, czy racjonalnych wydatków. Problem w tym, że w takich programach jest ktoś, kto wyznacza nam cele i pilnuje, aby nasze działania były z nimi zgodne. W życiu zwykle jesteśmy zdani
na siebie.

Regulować swoje działania zgodnie z narzuconymi regułami potrafią nawet zwierzęta, ale jedynie w obecności sił zewnętrznych. Możemy nauczyć psa, by nie siadał na kanapie. I jest posłuszny... dopóki jesteśmy w domu, ale kiedy wyjdziemy, po powrocie znajdujemy psią sierść na kanapie. My też czasem w regulacji działań korzystamy z pomocy osobistego trenera. Jak piszą Kathleen Vohs i Brandon Schmeichel: „Policjanci, instruktorzy tańca, terapeuci, nauczyciele, doradcy podatkowi i długoletni przyjaciele pomagają innym w regulowaniu ich zachowania”.

Inaczej niż zwierzęta, potrafimy jednak działać zgodnie ze standardami, jakie sami uznamy za ważne, i nikt nie musi nas przy tym pilnować. Jesteśmy w stanie wykraczać poza bieżącą sytuację i realizować cele długoterminowe. Potrafimy wyobrazić sobie, jakie będą konsekwencje tego, że zamiast kończyć referat, odłożymy go na później, wybierzemy imprezę. Umiemy powstrzymać się przed pokusą zaśnięcia, póki praca nie jest gotowa, zmienić swój sposób myślenia, odczuwania i zachowania tak, by osiągnąć coś, na czym nam zależy. Zdolność do samoregulacji pozwala nam, jak pisze William James, „zapanować nad protestem jestestwa” i wstać rano, aby „wypełnić swoje zobowiązania”. Dzięki czemu jest to możliwe?

Pragnienie z dna

Roy Baumeister wraz ze współpracownikami wyróżnia trzy istotne elementy procesu samoregulacji: po pierwsze standardy, czyli cele, które sobie stawiamy, po drugie monitorowanie, czyli upewnianie się, czy nasze zachowania są zgodne z celem, po trzecie siłę woli, która umożliwia nam zmianę sposobu odczuwania, myślenia lub zachowania. Każdy z tych elementów samoregulacji może zarazem zawieść, doprowadzając do porażki.

Najpierw jest zamiar. Trudno mówić o samoregulacji, jeśli nie stawiamy sobie celów, nie mamy wymagań wobec siebie. Czasami wprawdzie formułujemy jakieś oczekiwania wobec siebie, ale robimy to mało precyzyjnie albo formułujemy ich zbyt dużo naraz. Niekiedy wymagania wzajemnie się wykluczają – jak wtedy, gdy chcemy rzucić palenie, a jednocześnie nadal na przerwach oddawać się nałogowi z kolegami z pracy. Albo pragniemy schudnąć, nie rezygnując z wcinania ulubionej czekolady.
Richard M. Ryan i Edward L. Deci, twórcy teorii autodeterminacji, zwracają uwagę na znaczenie zgodności wyznaczanych celów z własnymi potrzebami, preferencjami i systemem wartości. Rezultaty ich badań dowodzą, że kiedy próbujemy zmienić coś w swoim zachowaniu – przejść na dietę, przestać pić, rzucić palenie – to im mniej autonomiczne powody nami kierują, tym rzadziej próby kończą się sukcesem.

To dlatego zwykle osobie uzależnionej od alkoholu nie udaje się wytrwać w abstynencji, póki robi to dla żony, dzieci, z lęku przed wyrzuceniem z pracy. Czasem dopiero gdy sięga dna, rodzi się w niej pragnienie, by wyrwać się z nałogu. Dla siebie. Jeśli ktoś poszedł na studia, by spełnić oczekiwania rodziców, a osobiście mu nie zależy na dyplomie ani na osiągnięciach, prawdopodobnie postanowienie, by solidnie przygotować się do egzaminu, przegra z pierwszą nadarzającą się okazją, by milej spędzić czas. Kiedy standardy są zgodne z Ja – czyli dążymy do czegoś, w co wierzymy, na czym nam osobiście zależy – trzymanie wyznaczonego kursu wymaga mniej wysiłku, mniej zużywamy energii i rzadziej ulegamy wyczerpaniu.

Drugim elementem samoregulacji jest monitorowanie. Ponieważ pokus i okazji, by zboczyć z kursu, nie brak, trzeba być stale czujnym, tak przynajmniej uważają Baumeister i jego współpracownicy. Natomiast badania prowadzone między innymi przez Juliusa Kuhla, niemiec­kiego badacza procesów działania  dowodzą, że proces monitorowania może odbywać się bez udziału świadomości, w oparciu o mechanizmy automatyczne, a także intuicyjne, plastycznie dostosowujące się do realizowanego zadania i wymogów bieżącej sytuacji. W rezultacie samoregulacja wymaga mniejszego wysiłku.

Winna wola

Trzecim, być może najważniejszym, elementem w procesie samoregulacji jest siła woli. To ją najczęściej oskarżamy o porażki w dążeniu do celów, w niej upatrujemy zalążka przyszłych sukcesów. Czy słusznie?

Amerykański psycholog osobowości Walter Mischel wraz ze współpracownikami śledził losy grupy osób od lat dziecięcych aż po wiek dojrzały. I przekonał się, że osoby o większej sile woli, ujawniającej się już w dzieciństwie, mają potem większe osiągnięcia zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Są też bardziej szczęśliwe, zdrowe, mają więcej przyjaciół. Z kolei Angela L. Duckworth i Martin E. P. Seligman dowiedli, że siła woli w większym stopniu niż inteligencja decyduje o poziomie osiągnięć akademickich.

Według Baumeistera jest to świetna wiadomość, bo choć psychologowie wciąż nie wiedzą, jak zwiększyć inteligencję, to dysponują coraz większą wiedzą na temat siły woli. A jednak niełatwo odpowiedzieć na pytanie, jak ją można zwiększyć. Niełatwo, bo nie ma zgody wśród badaczy, czym w ogóle jest siła woli.

Według Baumeistera i jego współpracowników jest ona zasobem energetycznym organizmu. Energia siły woli jest niespecyficzna, zużywamy ją, dokonuj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy