Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Hojność wychowawcy

0 547

Hojnym albo się jest, albo nie. To trwała właściwość. Są tacy, którzy mogą cieszyć się życiem doświadczanym jako wzajemne obdarowywanie, i tacy, dla których świat jest ugorem, skazującym na walkę o przetrwanie.

Kiedy przysłuchuję się psychologom, pedagogom i wychowawcom opisującym swoją pracę, odnoszę wrażenie, że najbardziej zadowoleni są ci, u których zawodowa satysfakcja idzie w parze z zaangażowaniem w to, co robią. To jednak specyficzne zaangażowanie, które na własny użytek nazywam hojnością. Gdy później przykładam tę miarę do wychowawców sfrustrowanych i zmęczonych, uderza mnie, że w ich sposobie pracy próżno szukać owego hojnego zaangażowania.

Zgodnie ze wskazaniami słownika języka polskiego, przez hojność rozumiem szczodre obdarowywanie. Nie mam jednak na myśli darów materialnych (chociaż słodkości, którymi dziecko może się częstować, powinny być stałym wyposażeniem gabinetów). Hojnie można udzielać również innych, niewymiernych dóbr. Oto dwie osoby przez godzinę opiekują się dzieckiem. Jedna – zaabsorbowana swoimi troskami – stróżuje, pilnując wychowanka, aby ten zachowywał przepisy bhp i ppoż. Druga jest z dzieckiem, angażując się intelektualnie i emocjonalnie w dziecięce aktywności. Albo dwaj diagności, którzy przeprowadzają badanie psychologiczne dzieci. Jeden wręcza kolejne kwestionariusze i opracowuje uzyskane wyniki. Drugi wybiera taki sposób aktywnej pracy z dziec­kiem, dzięki któremu pozna je i zrozumie. W obu przykładach te drugie osoby nazywam hojnymi. Nie ma w tym nic heroicznego, żadnych spektakularnych ofiar i poświęceń. Można powiedzieć nawet, że to zwyczajna praca. Na czym więc miałaby polegać hojność? Na dawaniu obfitym, pełną garścią – wiedzy, uwagi, refleksji, empatii, doświadczenia, troski.

Zyski z dawania innym

POLECAMY

To, że bardziej opłaca się być hojnym niż skąpym, zarówno w życiu prywatnym, jak i w pracy, wydaje się oczywiste. Pierwszym zyskiem jest stworzenie optymalnych warunków do rozwoju i utrwalenie satysfakcjonującego kontaktu emocjonalnego. Zrodzona z hojności wdzięczność uzdalnia obdarowanego do szczodrości wobec innych. Mądrość pokoleń uczy: Ut sementem feceris, ita metes (Jak posiejesz, tak zbierzesz) – i nie chodzi w tym przysłowiu wyłącznie o żyto. Nieprzypadkowo również szczodrość i związana z nią gościnność uważane są za cnoty, czyniące życie bardziej człowieczym – szlachetniejszym, bezpieczniejszym i przyjemniejszym. Drugi rodzaj zysku ma znaczenie bardziej ekonomiczne i wiąże się ze „zwrotem kapitału”. Każdy przedsiębiorca wie, że aby cieszyć się z udanego interesu, trzeba najpierw zainwestować. Metafora ekonomiczna może nie jest najszczęśliwsza, ale pozwala wyjaśnić, na czym polega zysk – to nawiązka, z jaką hojność zwraca się „inwestorowi”. Poza tym na emocjonalnej Wall Street „wdzięczność nie śpi”.
Z hojnością rzecz nie jest jednak prosta. Gdyby była, wystarczyłoby entuzjastycznie wezwać do jej praktykowania i spodziewać się równie entuzjastycznego odzewu. Co zatem stoi jej na przeszkodzie? Wydaje się, że hojność, o której mówimy, sięga korzeniami głębokich pokładów życia psychicznego. Pisząc „głębokich”, mam na myśli dziecięce fundamenty całego gmachu osobowości. Są osoby, które miały szczęście dorastać w świecie wystarczająco hojnie zaspokajającym ich potrzeby – od matczynego mleka po pomoc w kształtowaniu dojrzałej tożsamości. Są też tacy, którzy z różnych powodów doświadczyli więcej frustracji niż dostatku.

Hojność i jej przeciwieństwa
Hojnym albo się jest, albo nie. To właściwość tak trwała i globalna, że nie sposób coś z nią zrobić. Są tacy, którzy mogą cieszyć się życiem doświadczanym jako wzajemne obdarowywanie, i tacy, dla których świat jest ugorem, skazującym na walkę o przetrwanie. Na szczęście nie musimy stawiać w tym miejscu kropki, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, w przypadku człowieka każde rozstrzygnięcie zero-jedynkowe musi być chybione, także i to. Zdecydowanie sensowniej jest mówić o spektrum hojności, tworzącym przestrzeń dla indywidualności. Drugi powód jest sensem pracy terapeutycznej i wiąże się z wiarą w możliwość zmiany – naprawy wcześniejszych niepowodzeń.
Koncentrując się na wychowawcy, spróbuję teraz opisać możliwe sposoby zawodowego bycia, wyznaczone przez hojność i jej przeciwieństwa. Przy okazji pozwoli to zobaczyć, jak złożonym doświadczeniem jest hojność wychowawcy.
Hojność – poczucie niedostatku. Dając, wychowawca doświadcza siebie jako kogoś, kto „coś posiada”. Ten, kto mówi „Nie daję, bo sam nie mam”, jest w istocie emocjonalnym nędzarzem.
Hojność – skąpstwo. Wychowawca może obficie udzielać wychowankowi niewymiernych dóbr, dawać mu tyle, ile może. Może również zbywać go, rzucając „parę groszy”.
H...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy