Rozmawiamy z twórcami projektu o tym, dlaczego same chęci nie wystarczą, jak toksyczne otoczenie wypala od środka i co naprawdę znaczy budować coś własnego.
POLECAMY
W Waszym projekcie mocno wybrzmiewa potrzeba wyjścia poza schematy. Skąd to się u Was wzięło?
Daniel Knap: Jesteśmy kuzynami i właściwie wychowywaliśmy się razem. Od zawsze mieliśmy dużo pomysłów i stale czegoś próbowaliśmy, ale z domu wynieśliśmy też sporo schematów, które nas ograniczały. Gdy tylko chcieliśmy pójść własną drogą, szybko sprowadzano nas na ziemię. Takie niewidzialne granice potrafią mocno podciąć skrzydła. Ja jednak od zawsze byłem uparty – ciągnęło mnie do ludzi i do działania. Szukałem sposobu, żeby się z tego wyrwać, sprawdzając na sobie wszystko, co dawało mi poczucie wpływu i zmiany.
Filip Stefański: Zawsze szukaliśmy jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś wyłącznie naszego. Ja od najmłodszych lat miałem obsesję na punkcie mechanizmów i układania rzeczy w logiczną całość. Już w podstawówce dłubałem w HTML-u, potem robiłem gry w 3D Rad i Unity. Uciekałem tam, bo w wirtualnym świecie panował porządek. Błąd można było po prostu naprawić. W życiu to tak nie działa. Przez długi czas funkcjonowałem w ciągłym rozpędzie, reagując na to, co przynosił dzień, zamiast samemu nadawać mu kierunek. Żeby to jakoś znieść, uciekałem w sport. Pływanie ratowało mi głowę i pomagało mi się regulować.
W którym momencie poczułeś, że koszty życia na takim ciągłym autopilocie robią się po prostu za duże?
Filip: Po liceum zrobiłem sobie przerwę i wyjechałem do pracy fizycznej za granicę. Zjeździłem wiele krajów, ale finalnie zostałem na rok we Francji. I to tam wszystko nabrało pędu. To miejsce do dziś przypomina mi coś ważnego. Znalazłem się w totalnie toksycznym środowisku. Widziałem ludzi przepalonych od środka, cynicznych, żyjących na autopilocie, zapijających ogromny stres.
Zadałem sobie wtedy pytanie: jaką cenę płacę za to, żeby w swoim życiu nic nie zmieniać? Zrozumiałem, że nic, co naprawdę ma wartość, nie przychodzi samo. Każda zmiana, która zostaje z nami na dłużej, ma swoją cenę – wymaga rezygnacji z wygody, z fałszywego spokoju, czasem ze złudzeń. Wymaga procesu. A procesu nie da się zlecić, nie da się go przyspieszyć ani obejść na skróty.
To właśnie tam nauczyłem się czegoś, co na zawsze zmieniło mój sposób myślenia. Odkryłem, że między tym, co mnie spotyka, a tym, jak na to odpowiadam, jest luka. Czysta przestrzeń, w której mam wybór. Dopiero później, na studiach, dowiedziałem się, że ma to swoją nazwę: przestrzeń między bodźcem a reakcją. Zrozumiałem, że nie kształtuje mnie sam świat, ale to, jak na niego odpowiadam. Po tym zaczęła się prawdziwa wolność.
Zanim jednak ta wiedza przerodziła się w eOdNowa, zaliczyliście po drodze kilka potknięć. Był dropshipping, pierwsze próby z projektem „Lesstres”...
Daniel: Przerobiliśmy chyba wszystkie możliwe trendy naszych czasów (śmiech). Lesstres był naszym pierwszym wspólnym projektem z prawdziwego zdarzenia. Chcieliśmy uczyć innych, jak radzić sobie ze stresem, drukowaliśmy nawet własne produkty w 3D z naszym przyjacielem Szymonem. Filip postawił stronę i odpowiadał za treść merytoryczną, a ja, ponieważ naturalnie odnajduję się w relacjach, łapałem kontakt z ludźmi i budowałem społeczność. Szybko jednak zderzyliśmy się ze ścianą – brakowało nam zasobów, możliwości i doświadczenia. Musiałem na chwilę wyhamować, pójść do innej pracy, żeby po prostu zarobić na życie i studia. To był trudny test dla naszej relacji, ale Filip utrzymał ten statek na wodzie.
Filip, eOdNowa nie sprowadza się do prostych porad z internetu. Co tak naprawdę stoi za tym procesem?
Filip: Zaczynamy od faktów i od zrozumienia, jak funkcjonuje nasz układ nerwowy. Do projektu eOdNowa trafiają często osoby skrajnie przeciążone, żyjące w ciągłym napięciu i działające w trybie alarmowym. Z perspektywy wiedzy psychologicznej i tego, czego uczę się na studiach, widać wyraźnie, że próba uporządkowania tego chaosu samą silną wolą zwykle prowadzi donikąd. W pewnym momencie nasze zasoby po prostu się wyczerpują.
Uczymy więc tego, o czym wspomniałem wcześniej: jak wracać do przestrzeni wyboru. Gdy przychodzi trudny mail i natychmiast pojawia się napięcie, albo ktoś cię krytykuje i uruchamia się poczucie winy, łatwo wejść w automatyczną reakcję. Jeśli jednak potrafisz zatrzymać się w tym krótkim momencie, zaczynasz odzyskiwać wpływ na siebie i swoje decyzje.
Tego nie da się jednak zbudować bez struktury. Cele nie są po to, żeby ścigać się z innymi, ale żeby wiedzieć, dokąd się idzie, zwłaszcza wtedy, gdy robi się trudno. Sukces i spokój nie są celem samym w sobie. Są skutkiem procesu – wymagającego, ale własnego.
Macie różne temperamenty i różne role w projekcie. Jak w praktyce wygląda to uzupełnianie się?
Daniel: Uzupełniamy się bardzo naturalnie. Ja naprawdę lubię ludzi – dobrze czuję się wśród nich, lubię pracę ze społecznością i szczere rozmowy. Przełamywanie barier przychodzi mi dość intuicyjnie. Kiedy podczas naszych pierwszych, darmowych szkoleń zobaczyliśmy, że to, co robimy, realnie porusza i pomaga nawet niewielkiej grupie osób, dostaliśmy ogromny impuls do dalszego działania.
Filip: I chyba właśnie na tym polega ta równowaga. Daniel wnosi energię, łatwość budowania relacji i dużą swobodę w kontakcie z ludźmi. Ja z kolei najlepiej odnajduję się w porządkowaniu wiedzy i przekładaniu jej na konkretne procesy. Daniel bardzo dobrze czuje marketing, dba też o stronę organizacyjną całego projektu. Dzięki temu to, co budujemy, nie zatrzymuje się na poziomie idei, tylko zaczyna realnie działać. Gdyby nie jego naturalna łatwość budowania relacji i pilnowania, żeby wszystko było dopięte, wiele pomysłów zostałoby tylko w sferze koncepcji.
Z jaką myślą chcielibyście zostawić kogoś, kto czyta ten tekst i czuje, że wszystko mu się właśnie sypie?
Filip: Chyba z prostą myślą, którą dobrze oddaje metafora katedry i kamieniołomu. Możesz codziennie pracować jak w kamieniołomie, dźwigać ciężary i czuć przytłaczające zmęczenie. Albo możesz potraktować ten sam wysiłek jako wznoszenie własnej katedry. To nie sprawia, że nagle robi się łatwo, ale zmienia sposób, w jaki niesiesz to, co trudne. Tożsamość nie jest wyrokiem. To, kim jesteśmy, nie zostało raz na zawsze przesądzone. Każdego dnia współtworzymy to własnymi wyborami.