Nie bójmy się kryzysu
Trudno zdystansować się od negatywnego zabarwienia, jakie zwykliśmy nadawać słowu „kryzys”. Trudno, wiem, ale warto i gorąco do tego namawiam. W psychologii "kryzys oznacza bowiem sytuację, w której stare sposoby radzenia sobie przestają wystarczać, a nowe dopiero mają zaistnieć. W kryzysie tracimy dotychczasową równowagę i musimy na nowo zorganizować swoje życie, przyjrzeć się tożsamości, relacjom, a nierzadko także otoczeniu, w którym żyjemy.
POLECAMY
Właśnie dlatego ojcostwo tak często uruchamia w mężczyznach potrzebę dużych konkretnych zmian: wtedy zaczynają się poszukiwania mieszkania, przeprowadzki, kredyty. Sama myśl dotycząca planowania rodziny uruchamia marzenia o większym metrażu, bardziej zielonej okolicy, przestrzeni, która pomieści nie tylko nowe rzeczy, ale zupełnie nowy sposób życia.
I nie mówię tutaj jedynie o obserwacjach gabinetowych. Z raportu Otodom „Szczęśliwy dom. Męskie oblicza szczęścia” wynika, że aż 81% ojców, których sens zmiany mieszkaniowej wiązał się z planami rodzinnymi, wskazało narodziny dziecka lub plany założenia rodziny jako główną motywację przeprowadzki. Ośmiu na dziesięciu ojców – czy moglibyśmy sobie wyobrazić lepszy przykład tego, jak wielką motywacją do zmiany potrafi być wejście w ojcostwo?
Nowy model ojcostwa. Nowe napięcia
Z zaciekawieniem przyglądam się również temu, jak wielu mężczyzn – może nawet nie do końca świadomie – buduje na co dzień nowy model relacji ojca z dziećmi. Milczący dostarczyciel środków do życia dzisiaj już nie jest synonimem ojca, jak było jeszcze kilka dekad temu. Tak określona rola przestaje wystarczać zarówno samym mężczyznom, jak i ich partnerkom czy dzieciom. Coraz wyraźniej widać, że dzisiejsze ojcostwo staje się procesem uczenia się obecności, bliskości i partnerstwa. Wielu ojców stawia sobie nie tylko za cel utrzymanie rodziny, ale również zaangażowanie w wychowanie, wspólne zabawy i obowiązki związane z rodzicielstwem.
Byłoby naiwnością sądzić, że ta głęboka transformacja – nie tylko na osobistym, ale również społecznym poziomie – będzie zachodzić bez napięć. Słyszę w rozmowach w gabinecie, że wielu mężczyzn nie ma skąd czerpać gotowych wzorców nowego ojcostwa. Często sami wychowywali się przy ojcach emocjonalnie nieobecnych, skupionych przede wszystkim na pracy, oszczędnych pod względem czułości. Kiedy więc sami zostają ojcami, wchodzą na teren, na którym nie do końca wiedzą, jak się poruszać.
Lepiej wiedzą, jakimi ojcami być nie chcą, niż to, jakimi być powinni. Kiedy rozkładamy te niejasności na czynniki pierwsze, słyszę jednak, że chcieliby być bardziej obecni, bardziej zaangażowani, bardziej partnerscy. Widać, że z nowymi modelami ojcostwa pojawiają się nowe ambicje, a warunki, w których są one realizowane, nie zawsze są sprzyjające. Zmęczenie, lęk, przeciążenie nową rolą i poczuciem utraty części dawnej wolności to tematy, które potrafią zajmować młodych ojców.
Żeby jednak nie upraszczać i nie umacniać stereotypu, który w dojrzałych ojcach – dzisiaj nierzadko będących dziadkami – upatruje jedynie nieobecnych i nieczułych rodziców, pozwolę sobie przywołać badanie Otodom przeprowadzone w 2025 r. Wynika z niego, że dojrzali ojcowie często inaczej niż matki postrzegają wspólne mieszkanie z dorosłymi dziećmi. Zaledwie 11% ojców interpretuje taką sytuację przede wszystkim przez pryzmat trudności finansowych (wśród matek ten odsetek wynosi 22%). Okazuje się, że dla ojców częściej liczy się wymiar relacyjny i organizacyjny, bycie blisko ze swoimi dziećmi i wspólne dzielenie codzienności. Może więc wcale nie jest tak, że współczesne, czułe ojcostwo musi być budowane w kontrze do ojcostwa, którego doświadczyli dzisiejsi debiutanci w roli rodziców?
Urlop dla ojców
Wyzwania związane z transformacją ojcostwa widzimy również na rynku pracy. Kiedy w 2023 r. wprowadzone w Polsce zostało 9 tygodni niezbywalnego urlopu rodzicielskiego dla ojców, wielu mężczyzn po raz pierwszy mogło doświadczyć samodzielnej obecności z dzieckiem. Żeby jednak skomplikować trochę tę sielankową wizję, uzupełnimy ją o perspektywę rynku pracy. Wokół korzystania przez ojców z urlopów rodzicielskich nadal pojawia się niepewność związana przede wszystkim z nastawieniem pracodawców. Wielu mężczyzn może obawiać się, że decyzja o skorzystaniu z takiego uprawnienia zostanie odebrana jako sygnał niższego zaangażowania zawodowego.
Znowu jednak powtórzę: kryzys daje szansę na nowe otwarcie. Widziałem wielokrotnie, jak za sprawą nowej roli życiowej mężczyzna zaczyna inaczej myśleć o sobie. Inaczej rozumie odpowiedzialność, ryzyko, czas, relację z własnym ciałem, pracą, partnerką. Życie wcześniej zorganizowane wokół „ja” przesuwa się za sprawą dziecka w stronę „my”.
Nie wszystkim przychodzi to łatwo. Dla części mężczyzn potrafi to być od razu doświadczenie budujące, porządkujące i rozwijające. Dla innych, zwłaszcza na początkowym etapie, może być także bolesne. Każda dojrzała zmiana wymaga jednak rezygnacji z czegoś, co znaliśmy dotychczas. Narodziny dziecka potrafią uruchomić pytania, które wcześniej można było odsuwać: Kim teraz jestem? Czego się ode mnie oczekuje? Jakim ojcem chcę być? Co chcę powtórzyć po swoim ojcu, a co przerwać?
Jaki będzie mój dom?
Nic dziwnego, że wśród tych pytań pojawiają się pytania o dom. On też ulega przecież tej głębokiej transformacji. Dom tym różni się od lokalu mieszkalnego, że nie jest sumą metrów kwadratowych tylko przestrzenią, w której zachodzi życie relacyjne, wspólne zachwyty i wspólne konflikty. W domu często uczymy się jako dzieci, jak wyglądają i działają relacje, czym jest bliskość, negocjujemy granice, dzielimy obowiązki, odpoczywamy, przeżywamy konflikty, budujemy rodzinne wspomnienia.
Dlatego dla mężczyzny wchodzącego w ojcostwo dom może znaczyć więcej niż wcześniej. Większy metraż, dodatkowy pokój, bezpieczna okolica, dostęp do zieleni czy możliwość bardziej przewidywalnego rytmu dnia nie są wyłącznie kwestią komfortu, tylko fundamentem, na którym zbudować można nowe zaangażowane ojcostwo.
Jesteśmy optymistami
Mimo napięć, o których mowa, nie brakuje nam wcale optymizmu. Z raportu Otodom wynika, że aż 81% rodziców patrzy z optymizmem na przyszłość relacji domowych w perspektywie kolejnych dziesięciu lat. Mimo wszystkich współczesnych przeciążeń, kryzysów i niepewności, kiedy myślimy o przyszłości rodzinnego domu, to dla ogromnej większości z nas pozostaje on miejscem nadziei. A dla współczesnych ojców na pewno jest również przestrzenią osobistej przemiany.