Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

31 stycznia 2019

Grzeczne dziecko... Czyli jakie?

31

W psychologii nie ma takiej cechy jak grzeczność. Jest natomiast posłuszeństwo. Daje ono dorosłemu komfort w postaci dziecka, z którym nie trzeba prowadzić długich, irytujących i stresujących negocjacji.

„Wysokie Obcasy”, sobotni dodatek do „Gazety Wyborczej”, 7 lipca opublikowały rozmowę z Joanną Berendt, coachem, mediatorką, trenerką Porozumienia bez Przemocy. W większości poświęcona jest ona tej znanej i popularnej metodzie rozwiązywania konfliktów, zaproponowanej przez Marshalla Rosenberga. Naszą uwagę jednak przykuło zdanie wypowiedziane przez Joannę Berendt: „Jak ktoś twierdzi, że ma bardzo grzeczne dzieci, to ja się zaczynam bać”.
Najpierw wypowiedź pani Berendt nas zdumiała, ale potem skłoniła do refleksji. Bo co to tak naprawdę znaczy, że dziecko jest grzeczne? Czy w psychologii w ogóle istnieją jakieś wyznaczniki grzeczności? Poprosiliśmy Monikę Mielcarek i Julitę Wojciechowską, specjalistki od psychologii rozwoju, aby wyjaśniły to Czytelnikom „Psychologii w Szkole”.

Ludzie wciąż są przywiązani – zwłaszcza starsze pokolenia – do definicji grzecznego dziecka jako posłusznego i spokojnego. Wynika to z faktu, że wielu z nich w dzieciństwie musiało całkowicie podporządkować się dorosłym, ograniczać sygnalizowanie własnych potrzeb i ekspresyjne wyrażanie emocji. Taki sposób wychowania obowiązywał przez wiele dziesięcioleci, dlatego starszym osobom trudniej jest zrozumieć „modę” na wychowanie oparte na relacji, szacunku dla podmiotowości dziecka i analizie jego zachowań. Wcześniejsze pokolenia widziały w posłuszeństwie gwarancję życiowego sukcesu, dostosowania do norm i zasad, które były stabilne i sprawdzone.

Współczesne dzieci są w innej sytuacji społecznej, żyją w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Wychowanie oparte na posłuszeństwie, które sprawdzało się przez stulecia, dzisiaj niekoniecznie zagwarantuje powodzenie życiowe. Czego zatem uczyć, jeśli nie posłuszeństwa i grzeczności?

Szczególna waga autonomii

Jeśli przyjrzymy się teoriom rozwoju psychospołecznego (np. koncepcji Erika Eriksona), nie znajdziemy w nich kategorii grzeczności czy posłuszeństwa jako kompetencji, którą człowiek rozwija w toku życia. Jednak około drugiego roku życia w zachowaniu i strukturze potrzeb dziecka zaczyna ujawniać się i dominować autonomia, czyli prag[-]nienie samodzielności, kierowania swoim zachowaniem, wyboru kierunków działania. Ten czas często określa się niezbyt trafnym mianem „bunt dwulatka”. Nowym doznaniem jest też gotowość do odczuwania wstydu – pod jego wpływem dziecko powstrzymuje się od określonego zachowania, kiedy na podstawie wskazówek z zewnątrz wie, że robi „coś złego”.

Te kluczowe dla rozwoju tendencje są stale obecne w rozwoju psychospołecznym dziecka. Wraz z pokonywaniem etapów rozwoju będzie ono coraz bardziej świadomie i trafnie wybierało takie kierunki działania, które pozwolą mu zrealizować swoją potrzebę autonomii, ale też uniknąć wstydu z powodu dokonanych wyborów.

Czy zatem po buncie dwulatka dziecko staje się grzeczne? Niekoniecznie. Dążenie do autonomii, do samodzielnego wyboru własnego wzoru reakcji, podążanie za impulsem długo są jeszcze obecne w zachowaniach dzieci. Wiele badań (opisanych m.in. w książce Rozwój społeczny H. Rudolpha Schaffera z 2006 roku) wskazuje, że w zasadzie na każdym etapie rozwoju dziecko z jednej strony dążyć będzie do jakiejś demonstracji swoich potrzeb, czyli autonomii, a z drugiej używać dostępnych na danym etapie rozwoju narzędzi, kompetencji, umiejętności, aby przeforsować swoje idee, pomysły czy potrzeby.

W miarę rozwoju dzieci znajdują coraz lepiej dopasowane społecznie sposoby okazywania nieposłuszeństwa: od ignorowania poleceń, jawnej odmowy i często bezpośredniego oporu w młodszym wieku po wymówki, targowanie się i negocjacje z rodzicami lub nauczycielami czy tak irytujące „łapanie za słówka”. Nieposłuszeńst...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy