Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

15 maja 2019

Gdy uczeń ucznia prześladuje

123

O istnieniu bullyingu wiedzą wszyscy. Dlaczego więc młodzi ludzie cierpią samotnie przez wiele lat? Dlaczego tego rodzaju praktyki są przemilczane?

Nam, dorosłym, bardzo zależy, aby nasze dzieci były tolerancyjne, szanowały drugiego człowieka, potrafiły zrozumieć jego sytuację życiową, poglądy, decyzje, „inność” czy indywidualność. Niestety, w wielu szkołach można spotkać uczniów, którzy są traktowani źle. Jak wynika z licznych badań, szkoły nie zawsze potrafią zapewnić bezpieczeństwo swoim podopiecznym. Oczywiście można powiedzieć, że kłótnie, sprzeczki, a nawet bójki między uczniami są wręcz nieodzowną częścią szkolnej rzeczywistości, podobnie jak plotki czy obrażanie się. Niestety, bywa że tego rodzaju wrogie zachowania stają się permanentne, a ich obiektami są ciągle ci sami uczniowie. Mamy wtedy do czynienia z bullyingiem.

Bullying, czyli...

POLECAMY

Czasami bullying porównuje się do „fali” w wojsku. To jednak zbyt duże uproszczenie. Przez wiele lat wojsko było uważane za miejsce przeobrażenia chłopca w mężczyznę. Powiedzenia w rodzaju „Wojsko go nauczy”, „Wojsko zrobi z niego mężczyznę”, „Co to za mężczyzna, skoro nie był w wojsku” czy „W wojsku dorośnie” świadczyły o oczekiwaniach społeczeństwa w stosunku do „wychowującej” funkcji armii. Dyscyplina i agresja, z jakimi spotykał się młodzieniec rozpoczynający służbę wojskową, miały nauczyć go porządku, odpowiedzialności itp. Nałożenie munduru kończyło „nieodpowiedzialne” życie chłopca i rozpoczynało nowy, męski etap. „Fala” była swoistą inicjacją, wprowadzeniem młodszych żołnierzy, zwanych „kotami”, przez starszych w wojskową społeczność. Często to wprowadzenie przybierało postać fizycznego lub/i psychicznego znęcania się nad nowicjuszami.

Z czasem „fala” zaczęła pojawiać się również w szkołach – niestety, głównie pod postacią brutalnych i poniżających zachowań. Starsi uczniowie, mający już za sobą inicjację, sami wchodzili w rolę oprawców i prezentowali te same formy zachowań, których doświadczali wcześniej.

„Fala” nie oddaje zatem specyfiki takiego tyranizowania, jakim jest bullying. Najbardziej podobny do niego wydaje się mobbing. Właściwie jedyną różnicą między nimi jest wiek uczestników. Za mobbing uważa się dręczenie, szykanowanie w miejscu pracy (a więc dotyczy osób dorosłych), bullyingiem zaś jest tyranizowanie dzieci przez dzieci.

Dla obu form dręczenia charakterystyczne są:
• zróżnicowane formy (bicie, poniżanie, obrażanie, wyzywanie, obgadywanie, wykluczanie z grupy);
• nierównowaga sił (ofiara nie jest w stanie poradzić sobie z silniejszym agresorem);
• powtarzalność ataków (minimum kilka w miesiącu);
• długość występowania (minimum sześć miesięcy).

Problem z jednoznacznym określeniem różnic między bullyingiem a mobbingiem może pojawić się jedynie wtedy, gdy ofiary i sprawcy różnią się statusem. Typowy bullying polega na dręczeniu uczniów przez uczniów, zaś typowy mobbing to dręczenie pracowników przez pracowników (np. nauczycieli przez nauczycieli). Bywa jednak, że to uczniowie tyranizują nauczyciela, jak w jednej z toruńskich budowlanek, gdzie przez długi czas nastolatkowie znęcali się nad wykładowcą chemii, np. zakładając mu kosz na głowę i wymachując nogami nad głową. Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po opublikowaniu „wyczynów” z 19 maja 2003 roku w Internecie. Zdarza się też, że nauczyciel dręczy uczniów, jak choćby w szkole podstawowej w Wilkowisku, gdzie matematyczka zmuszała uczniów czwartej klasy do karnych ćwiczeń oraz bicia się nawzajem po pośladkach za nieprzygotowanie do zajęć czy źle rozwiązane zadania.

Portret ofiar

Należy pamiętać, że ofiarą dręczenia może stać się każde dziecko. Są jednak pewne cechy, które zwiększają prawdopodobieństwo takiej sytuacji. To przede wszystkim wszelkie „inności”: narodowa (inny kolor skóry), religijna (inne obyczaje), etniczna (inny język). „Innością” może też być wygląd fizyczny (bardzo niski lub bardzo wysoki wzrost, kolor włosów, nadwaga, niedowaga, piegi) i cechy osobowości (duża nieśmiałość, lękliwość czy nadpobudliwość). Gdy jednak przyjrzymy się sobie wzajemnie, bez trudu zauważymy, że nie ma dwóch identycznych osób. Nawet bliźniacy jednojajowi nie są identyczni. Niemniej jednak cechy te bywają wykorzystywane jako pretekst do znęcania się nad ich posiadaczami.

Ofiary długotrwałego prześladowania można podzielić na dwa typy – pasywny (bierny) oraz prowokujący (dużo rzadziej spotykany). Ofiary pasywne są zazwyczaj ciche, nieśmiałe i lękliwe, dlatego nie ma z ich strony „odpowiedzi” na zaczepki słowne czy fizyczne. Wstydzą się skupiania na sobie uwagi, więc nie wchodzą w konflikt z oprawcą, starają się pozostawać „na uboczu”. Są słabe fizycznie, co utrudnia im obronę. Jeśli jednak zdecydują się oddać, zazwyczaj jedynie rozjuszają agresora, który staje się jeszcze brutalniejszy. Unikają zabaw stanowiących potencjalne zagrożenie dla zdrowia. Na zajęciach z wychowania fizycznego poziomem sprawności wyraźnie odstają od pozostałych osób. W efekcie zazwyczaj przebywają same, zarówno w szkolnej ławce, jak i na korytarzu podczas przerw.

Ofiara prowokująca również odznacza się dużym poziomem lęku, niskim poziomem pewności siebie, słabą sprawnością fizyczną. Jednak w przeciwieństwie do ofiary pasywnej jest rozbudzona, reaktywna, o czym świadczą problemy ze skupieniem uwagi i usiedzeniem w jednym miejscu. Swoim zachowaniem niejako „prowokuje” innych do ataków na siebie, np. publicznie dłubie w nosie, wygłasza komentarze nie na temat, drapie się po głowie itp. Potrafi wyprowadzić z równowagi zarówno kolegów, jak i nauczycieli.

Wizerunek sprawcy

Sprawców szkolnego dręczenia również można podzielić na dwa typy. Do pierwszego – prowokującego – należą osoby najbardziej wyróżniające się w klasie. Są impulsywne, obdarzone żywym temperamentem, chcą i lubią „popisywać się” zarówno przed klasą, jak i np. na szkolnym boisku. Sprawcy tego typu są silni fizycznie, odważni, nieposłuszni, często złośliwi. To oni inicjują wrogie działania wobec upatrzonych przez siebie ofiar. Buntują pozostałych uczniów, którzy szybko się do nich przyłączają, tworząc grupy sprawców pasywnych. To drugi typ dręczycieli, u którego – w odróżnieniu od prowokatorów – wrogie zachowania wynikają z lęku przed staniem się ewentualną ofiarą nękani.

Kiedy bierni prześladowcy widzą, że prowodyr znęca się nad kimś innym, przyłączają się do niego przede wszystkim po to, aby odwrócić uwagę od siebie. Dzięki temu idąc do szkoły, nie muszą się bać, że to oni staną się ofiarami agresji ze strony przywódców grup.

Jak okiełznać bullying

Uczniów, którzy borykają się z taką formą przemocy, można spotkać właściwie w każdej szkole, choć mało kto może zdawać sobie z tego sprawę. Mało kto – z wyjątkiem prześladowcó...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy