Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Gdy po śmierci przychodzi życie

0 566

Przed dzieckiem nie wolno ukrywać, że miało rodzeństwo, które zmarło przed jego narodzinami. Jednak mogą mu o tym powiedzieć tylko rodzice. Im są bardziej otwarci i skłonni do szczerej rozmowy, tym łatwiej dziecko zaakceptuje tę trudną sytuację, nie będzie też mieć poczucia, że skrywana jest przed nim jakaś straszna tajemnica.

Był dzień Wszystkich Świętych. Szłam z dziadkiem na cmentarz. Spytałam go o jego starszych, zmarłych tuż po urodzeniu braci bliźniaków: „Czemu nie chodzimy na ich grób? Gdzie on jest?”. Dziadek odpowiedział: „Zniszczony... podczas wojny. Wiesz, gdyby oni żyli, mnie mogłoby w ogóle nie być...”. Stanęłam zaskoczona. Dlaczego on tak mówi?! Chciałam dalej rozmawiać, ale dziadek stwierdził, że to nie ma dla niego żadnego znaczenia. Jego słowa nie dawał mi jednak spokoju. Jak to możliwe, że nieżyjący starsi bracia, których dziadek nie poznał, wryli się w jego psychikę z tak wielką siłą?
Niedługo po rozmowie z dziadkiem przeczytałam dwie książki o terapii systemowej Berta Hellingera – najpierw „Bez korzeni nie ma skrzydeł” Bernolda Ulsamera, a potem „Dlaczego dusza choruje i co ją uzdrawia” Thomasa Schäfera. Co chwila spotykałam w nich coś, co przypominało mi tamtą rozmowę na cmentarzu.

Ukryte strachy


Hellinger zakłada, że każdy z nas nosi w sobie wewnętrzny obraz swojej rodziny, wizję systemu powiązań pomiędzy tworzącymi ją ludźmi. Porównuje tę wizję do tzw. mobile, rodzaju ozdoby wieszanej nad łóżeczkiem niemowlęcia. W ozdobie tej elementy zawieszone na różnej długości sznurkach są ze sobą połączone, a poruszenie jednego zaburza układ pozostałych.

Hellinger zalicza do tego systemu również nieżyjących członków rodziny. Zakłada bowiem, że jeśli w rodzinie cokolwiek jest skrywane – uczucia, niesłusznie wykluczeni jej członkowie, zmarli w tragiczny sposób – z czasem zaczyna to „straszyć”. Nowi członkowie rodziny, czyli dzieci, bardzo dobrze wyczuwają takie sytuacje. Czują negatywną energię, przyjmują ją i z nią żyją.

Szczególnie traumatyczna jest sytuacja, gdy w rodzinie rodzi się martwe dziecko lub gdy umiera ono krótko po przyjściu na świat. Zdarza się wtedy, że dzieci później urodzone, nawet nie wiedząc o rodzinnej tragedii, czują jej atmosferę i noszą w sobie poczucie winy, że one żyją. Można to porównać do dość dobrze poznanych już w psychologii syndromów „ocalonego z Holokaustu” i „ocalonego z aborcji”. Obydwa dotyczą ludzi, którzy żyją po śmierci bliskich. Często męczy ich poczucie winy, że zajmują czyjeś miejsce. Towarzyszy im lęk przed odrzuceniem, są pesymistami. Zakładają maski, mają wrażenie, że nie są sobą, i zaburzone poczucie własnej tożsamości.

Rekompensata dla rodziców

Takie postawy mogą być potęgowane przez zachowania rodziców. Jeśli nie pogodzili się ze śmiercią starszego dziecka, mogą traktować to narodzone po jego śmierci jako rekompensatę. A jak może czuć się ktoś, kto jest tak traktowany – i to przez rodziców? Co gorsza, matce i ojcu niemal zawsze towarzyszy przy tym poczucie winy. Zarzucają sobie zaniedbania, niedociągnięcia wobec nieżyjącego dziecka.
Zmiany, jakie zachodzą w rodzicach po tej najtrudniejszej ze strat, są bardzo indywidualne, ale specjalistom udało się ustalić kilka najpowszechniejszych. Badaniem tych zmian zajmują się od kilkudziesięciu lat Philip Ney i Marie Peeters, dyrektorzy International Institute of Pregnancy Loss and Child Abuse Research and Recovery. Wskazują oni przede wszystkim na lęk rodziców przed ponownym zaangażowaniem uczuciowym i na nadmierny strach o żyjące dziecko. Tacy rodzice często są nadopiekuńczy (stale martwią się o dziecko, kontrolują je, nierzadko przekarmiają), ale jednocześnie oziębli uczuciowo. Ich komunikaty cechuje tzw. podwójne wiązanie, czyli niezgodność na poziomie werbalnym i niewerbalnym: dzieci słyszą deklaracje miłości, ale rzadko są przytulane, głaskane. Często w starszym wieku mówią tak: „Wiem, że mnie kochają, ale tego nie czuję”.

Przejść przez cierpienie

Co można zrobić, by ograniczyć negatywny wpływ śmierci? Czy można sprawić, by życie następnych dzieci nie było obciążone piętnem? Specjaliści zajmujący się przeżywaniem żałoby po dziecku radzą, aby przede wszystkim skoncentrować się na rodzicach. To oni muszą najpierw pogodzić się ze stratą. Tym, co najbardziej może im przeszkodzić, są normy społeczne, które nakazują zachowanie żałoby dla siebie, ukrywanie smutku i jak najszybsze pozbycie się bólu. Dlatego tak często rodzice słyszą zewsząd, że przecież są jeszcze młodzi i mogą mieć następne dzieci. Ale dla matki i ojca to zmarłe dziecko było, realnie istniało. Chcą je wspominać, oglądać pamiątki po nim. Chcą, żeby mówić o tym dziecku po imieniu, żeby uznać je za pełnoprawnego członka rodziny. Stąd biorą się decyzje o chrzcie, o pogrzebie.

Anna Dodziuk, terapeutka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, autorka książek „Żal po stracie, czyli o przeżywaniu żałoby” i „Nie bać się śmierci”, dowodzi, że aby pogodzić się z sytuacją śmierci bliskiej osoby, trzeba przejść przez wszystkie etapy żałoby i skonfrontować się z bólem. Dlatego tak ważne jest, aby nie przemilczać tego, co się dzieje. Wbrew pozorom ludzie w takiej sytuacji najczęściej chcą rozmawiać. Należy więc słuchać rodziców, rozmawiać z nimi, ale nie narzucać się z pomocą. Trzeba pomóc im zachować ich dziecko w pamięci. Pozw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy