GDY CZŁOWIEK MIESZKA U KOTA

Wstęp

Opowiadając o ukochanych zwierzętach ludzie tak naprawdę mówią o sobie – uważa ANNA BRZEZIŃSKA.

Ludzie, którzy uważają się za przyjaciół zwierząt, potrafią długo wychwalać zalety swego kota czy psa, opowiadać o jego wyczynach, zmieniać plan dnia, aby zbyt długo nie zostawiać go w domu, nie jeżdżą i nie chodzą tam, dokąd ich zwierzak nie lubi chodzić; dzielą się z nim jedzeniem – gdy inni tego nie widzą, gotują ulubioną zupę kalafiorową (jak to jest w przypadku kotki Emilki w pewnej rodzinie psychologów) albo ucierają ser żółty na tarce dla innej kotki Flawuni, na osobnym talerzyku wykładają chrupki kukurydziane dla kocurka Drobinka, na innym talerzyku drobno pokrojoną szyneczkę dla Misi, kupioną przez jej pana na kolację dla siebie, bo reszta rodziny nie je mięsa (to w innej rodzinie psychologów); pozwalają na zrobienie sobie legowiska na półeczce z eleganckimi sweterkami kotce, która przyszła do domu, bo nasza Babcia już dłużej nie może się nią opiekować (to w jeszcze innej rodzinie psychologów). Wreszcie gromadzimy jedzenie na czas wolnych dni i ferii (tak jest w jednym z Instytutów Psychologii) i prosimy zaprzyjaźnionego pana, aby w okresie swych dyżurów w kotłowni karmił i poił wielkie kocie kampusowe towarzystwo. Otwieramy drzwi na balkon i ze wzruszeniem patrzymy, jak zajmują nasz fotel i smacznie na nim zasypiają.

Te opisy można by mnożyć – każdy, kto ma w domu zwierzę lub ma z nim kontakt, może godzinami opowiadać o swoim ulubieńcu. Ale gdy się wsłuchać w te opowieści, widać, że dotyczą one także właściciela – jego tęsknoty do bycia potrzebnym komuś zawsze i wszędzie, lęku przed samotnością i niezrozumieniem; opowiadają o próbach ucieczki od codziennych obowiązków – koniecznych, ale coraz bardziej nużących, o potrzebie odbudowania sensu swego życia po latach życia dla innych zgodnie z filozofią poświęcania, o potrzebie mówienia do kogoś, nawet, gdy ten ktoś nie bardzo to rozumie, bo nie może zrozumieć, o potrzebie bycia z kimś i dla kogoś, o potrzebie regularnego, przewidywalnego robienia tego, co konieczne, wreszcie o potrzebie sensu bycia dla kogoś.

Trudno mówić tutaj o „posiadaniu zwierzęcia”, chodzi raczej o bycie i kontakt z nim, o wzajemne dostosowywanie się do siebie, rozpoznawanie własnych stanów emocjonalnych i potrzeb. Czy także o zaprzyjaźnianie się? I tak, i nie. Dla chłodno myślącego realisty nie istnieje przyjaźń ze zwierzęciem, ale dla niego pewno nie istnieje też żadna przyjaźń między w jakikolwiek sposób „nierównymi sobie”. Dla kogoś, kto ceni kontakt z innymi istotami, kto ciągle jeszcze wierzy, że lepiej być niż wiele mieć, kto rozumie, iż czas poświęcany dla siebie jest czasem ważnym, a zajmowanie się zwierzęciem pozwala na przyjrzenie się sobie – przyjaźń ze zwierzęciem to rzecz oczywista.

Taka przyjaźń jest prawdziwie bezinteresowna, nieinstrumenta...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Tylko w ten weekend kupisz prenumeratę 20% TANIEJ

Zobacz więcej

POLECAMY

Przypisy