Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

22 stycznia 2016

Era fomo sapiens

31

Liczba bodźców w każdej sekundzie atakujących człowieka zawsze przekraczała możliwości jego percepcji. I zawsze ewolucyjny wyścig wygrywali ci, którzy z kakofonii informacji potrafili wyłowić i przetworzyć najwięcej i najszybciej. Dziś źródła bodźców są potężniejsze niż kiedykolwiek, bardziej inwazyjne, wszechobecne. Człowiek próbuje się do tego dostosować, usiłuje nadążyć. Zmieniają się jego zmysły, sposób przetwarzania informacji. Powstaje nowy Homo sapiens. Czy Ty należysz do tego gatunku?

Kiedy urodziła się moja babcia, ekskluzywny brytyjski liniowiec należący do towarzystwa White Star Line od dwóch lat spoczywał na dnie Atlantyku. O istnieniu niezatapialnego „Titanica” i jego zderzeniu z lodową górą dowiedziała się dopiero jako kilkuletnia dziewczynka, od jednego z kupców krążących od miasteczka do miasteczka, od wsi do wsi. Przywozili nie tylko materiał na sukienkę do kościoła i proszek do czyszczenia zębów, ale przede wszystkim wieści ze świata. O masowym pomorze bydła w sąsiednim powiecie, o tym, co się tańczy i jak się ubiera na krakowskich i warszawskich salonach, wreszcie o tajemniczym gazie, którym Niemcy podczas „wielkiej wojny” zabili kilka tysięcy francuskich żołnierzy. Wieści napływały w rytmie wozu domokrążcy...

Babcia przeżyła dwie wojny światowe i stan wojenny, o którego ogłoszeniu dowiedziała się z telewizora z dwoma programami. Dożyła czasów, gdy w telewizorze było już sześć kanałów informacyjnych, ale narzekała, że to dla niej za dużo, że nie nadąża za tymi wszystkimi wiadomościami...

Ja w telewizorze mam ponad sto programów z całego świata. Siedem z nich przez całą dobę przekazuje wyłącznie informacje, najświeższe newsy, gorące fakty, relacje z oka kamery, pilnującej, żeby nic nie umknęło mojemu oku. Co chwilę naszą uwagę przyciągają ekrany telewizora, komputera, telefonu komórkowego... Każde kliknięcie to kolejna porcja wiadomości: maile służbowe, prywatne, powiadomienia o promocjach, dziesiątki newsletterów, reklam, informacji ważnych, superpilnych i zwyczajnych śmieci. Toniemy w zalewie informacji, dusimy się od ich nadmiaru i tracimy kontrolę nad swoim zachowaniem. Specjaliści od nowych technologii już ćwierć wieku temu przestrzegali przed niebezpieczeństwem przeciążenia informacjami i uzależnieniem od nich. Dziś ten nowy nałóg zbiera swoje żniwo. Czy można się przed nim ustrzec?

Tubylcy w oceanie bodźców

Od wieków szukamy informacji, tworzymy je, odbieramy, bowiem zawsze były cenną walutą i narzędziem kontroli. Ten, kto dysponował informacją, ten miał władzę, wpływ. I autorytet. W samo życie, w funkcjonowanie wpisane jest zresztą zanurzenie w informacji – człowiek każdej epoki codziennie konfrontował się z bodźcami, które domagały się przetworzenia, opracowania i znalezienia zastosowania wiedzy, jaka rodziła się z tej konfrontacji.

Prof. Maria Ledzińska, psycholożka badająca funkcjonowanie poznawcze w warunkach przeciążenia informacyjnego, uważa, że ludzie wszystkich epok konfrontowali się z liczbą bodźców przewyższającą możliwości ich przetworzenia. Jednak jej zdaniem „dopiero przełom XX i XXI wieku przyniósł rażące dysproporcje między intensywnością i różnorodnością stymulacji, a zasobami poznawczymi, umożliwiającymi odbiór treści, ich intelektualne opracowanie, praktyczne wykorzystanie”.
Podwaliny pod ten informacyjny zalew dały dwa poprzednie stulecia wraz z przełomowymi zmianami technologicznymi. Amerykański psycholog społeczny Kenneth J. Gergen, autor Nasyconego Ja, wskazuje siedem wynalazków, które od połowy XIX wieku pozwoliły przyspieszyć komunikację, zintensyfikowały i zróżnicowały nasze związki z innymi, a co za tym idzie również ilość informacji w naszym życiu. To koleje żelazne, publiczne usługi pocztowe, samochód, telefon, rozgłośnie radiowe, film i telewizja, przemysł wydawniczy. Gergen określa je mianem technologii społecznego nasycenia. Oczywiście jego lista jest niekompletna. Z całą pewnością należy do niej dodać internet, bez którego dziś nie wyobrażamy sobie życia. Nie wyobrażają go sobie zwłaszcza „cyfrowi tubylcy” („digital natives”), czyli ludzie z pokolenia dwudziesto-, trzydziestolatków, którzy urodzili się w erze internetu. Z badań brytyjskiego Muzeum Nauki wynika, że aż cztery na pięć osób w wieku 25 lat czują zagubienie, lęk i irytację bez dostępu do sieci, natomiast w grupie powyżej 25. roku życia takie zagubienie odczuwają trzy na pięć badanych osób.

Twórca określenia „cyfrowi tubylcy” (których przeciwstawia „cyfrowym imigrantom”, czyli ludziom pamiętającym świat bez sieci), a także projektant i teoretyk gier komputerowych Marc Prensky zauważa, że „cyfrowi tubylcy” radzą sobie z przetwarzaniem wielowątkowym o wiele lepiej niż ich rodzice czy dziadkowie, pochłaniają mnóstwo informacji w bardzo szybkim tempie, są do nich „podłączeni” niemal przez całą dobę. To im – tobie, nam – tygodnik „Times” przyznał tytuł Człowieka Roku 2006, umieszczając na okładce lustrzaną powłokę, tak, by czytelnik, patrząc na swoje odbicie, mógł przeczytać: „Tak, ty. Kontrolujesz erę informacji”.
A jest co kontrolować. Jak pisze hiszpański filozof José Ortega y Gasset w Buncie mas, w erze cyfrowej świat wcale nie stał się globalną wioską, ale rozrósł się i rozrasta każdego dnia: „Mamy teraz do czynienia z prawdziwą wszechobecnością każdego miejsca na ziemi. Owa bliskość tego, co dalekie, owa obecność tego, co nieobecne, spowodowała cudowne wręcz rozszerzenie się horyzontów życia każdego człowieka. Świat także się rozrósł. Prehistoria i archeologia odkrywają przed nami zamierzchłe epoki historyczne. (...) Unicestwiając przestrzeń i czas, zarazem je ożywiamy. Sprawiamy, że użyczają nam swej żywotności, możemy przebywać w większej ilości miejsc niż kiedyś. (...) Jednak w ostatecznym rachunku istotny rozrost świata nie polega na zwiększeniu się jego wymiarów, ale na tym, że mieści więcej rzeczy”.

Niewolnicy wyświetlacza

W dniu tragedii statki liniowe przez cały dzień wysyłały do „Titanica” ostrzeżenia o dryfujących w tym rejonie górach lodowych. Niestety, telegrafiści nie przekazywali tych depesz oficerom, ponieważ byli zasypani prywatnymi depeszami pasażerów, którzy koniecznie chcieli powiadomić bliskich i znajomych o tym, co robią podczas rejsu, jak się bawią, co jedzą, jakie krajobrazy widzą. Telegraf był wówczas nowinką i dodatkową atrakcją słynnego transatlantyka. Z lądu non stop przychodziły natomiast najnowsze informacje do pokładowej gazetki, którą drukowano w okrętowej drukarni, by pasażerowie wiedzieli, co się dzieje na świecie. Na depesze ostrzegające o zbliżającej się górze lodowej nikt nie zwracał uwagi.

Dziś masowo i codziennie toniemy w nadmiarze informacji. Badania przeprowadzone w USA wykazały, że codziennie widzimy 3000 reklam, a przecież każda reklama to koktajl informacji. Przeciętny amerykański nastolatek wysyła 4000 esemesów miesięcznie (dwa razy więcej niż w 2007 roku). Dwugodzinny dojazd do pracy to dawka tylu spotkań z ludźmi, rozmów i informacji, jaką nasi przodkowie otrzymywali w ciągu miesiąca. W Niemczech młodzi ludzie spędzają przed komputerem nawet 7,5 godziny dziennie, przez większość tego czasu wysyłając i odbierając maile, czytając newsy w popularnych serwisach informacyjnych i sprawdzając na portalach społecznościowych, co robią znajomi, jakie zamieścili komentarze czy linki do filmów, które koniecznie trzeba zobaczyć.

„Cyfrowi tubylcy” starają się być „na bieżąco”, sprawdzać wszędzie i wszystko, zwracają uwagę na najdrobniejszą informację, bo może ona być istotna dla ich życia zawodowego, towarzyskiego, rodzinnego. Boją się, że coś ich ominie, że przegapią newsa. Ten lęk angielscy psychologowie nazwali syndromem FoMO (z ang. Fear of missing out – strach, że coś tracimy). Mechanizm tego syndromu pokazuje, że obawa przed zaniechaniem czegoś jest dla nas równie uciążliwa, jak żal z powodu działań, które – choć je podjęliśmy – nie przyniosły oczekiwanych efektów.

Dr Andy Przybylski z Uniwersytetu w Essex wskazuje, że lęk przed przegapieniem informacji dotyka przede wszystkim osoby dwudziestoparoletnie i młodsze. Ale nie tylko. Jeśli każdą wolną chwilę spędzasz przed komputerem, codziennie dorzucasz nowe informacje, wpisy, zdjęcia na swoje profile na portalach społecznościowych, kilka razy dziennie sprawdzasz, co nowego na profilach twoich znajomych, gdy tylko poznasz kogoś, natychmiast wyszukujesz go w sieci i zapraszasz do znajomych na swoim profilu, a brak dostępu do sieci doprowadza cię do szału, to być może i ty, bez względu na to, czy jesteś „cyfrowym tubylcem” czy „cyfrowym imigrantem”, również cierpisz z powodu FoMO.

Przeciążony mózg

Dr Kimberly Young, psycholożka z University of Pittsburgh w Brandford, kwalifikuje przeciążenie informacjami jako jeden z podtypów zespołu uzależnienia od internetu. Tylko w USA cierpi na nie około 5 mln ludzi; badaczka sądzi, że są to szacunki niepełne. Jakie są skutki tego uzależnienia? Osoby przeciążone informacjami mają problem z komunikacją w realnej rzeczywistości, są tak skupione na informacjach w sieci, że przestają się interesować innymi sferami
życia. Brak dostępu do sieci powoduje u nich stany depresyjne, wydaje im się, że ktoś do nich dzwoni lub przysłał SMS (odczuwają tzw. fantomowe wibracje). Śledząc do późna w nocy portale i serwisy, rozregulowują swój cykl okołodobowy (rytm sen – aktywność), czego efektem jest tycie, rozdrażnienie i podenerwowanie, spadek odporności psychicznej, wahanie stężenia we krwi hormonów, glukozy i innych substancji ważnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Niemiecki psychiatra i filozof prof. Manfred Spitzer, dyrektor medyczny psychiatrycznej kliniki uniwersyteckiej w Ulm i autor bestsellera Cyfrowa demencja, zwraca uwagę na jeszcze inne aspekty nadmiaru informacji. Po pierwsze, o ile „cyfrowi imigranci” jeszcze potrafią oddzielić wiadomości ważne od mniej istotnych czy „śmieci” (ponieważ uczyli się tego w sposób tradycyjny, notując z książek lub wykładów), o tyle „cyfrowi tubylcy” kompletnie nie radzą sobie z ich selekcją.

Po drugie, nasze przeciążone informacjami mózgi mają coraz większe problemy z zapamiętywaniem. Radzimy sobie w ten sposób, że zamiast informacji, staramy się zachować w pamięci jedynie miejsce (w necie), gdzie można je znaleźć. W efekcie przestajemy się rozwijać. „Przenosimy procesy pamięciowe na aparaty elektroniczne, nie odbywają się więc one w naszych mózgach”, pisze wprost prof. Spitzer. Przykład? Londyńscy taksówkarze. Jeszcze kilkanaście lat temu, aby otrzymać uprawnienia przewoźnika, musieli podczas egzaminu wykazać się znajomością lokalizacji 25 tys. ulic i placów. A jak wykazały badania, podczas uczenia się nazw i lokalizacji ulic, w naszym mózgu rosną obszary odpowiedzialne za orientację przestrzenną. Dziś londyńscy taksówkarze korzystają z systemów nawigacji przestrzennej i jeśli ona zawiedzie, to mają poważne problemy z trafieniem pod wskazany adres i znalezieniem ulicy na papierowej mapie. Zdaniem specjalistów media elektroniczne osłabiają naszą koncentrację, a korzystanie z komputera, telewizji i telefonu jednocześnie jest dla mózgu stresujące.

Zdekoncentrowane Ja

„Jeśli masz jeden zegarek, wiesz, która godzina. Gdy masz dwa zegarki, nigdy nie jesteś tego pewien”, pisał hinduski jezuita Anthony de Mello. A co, jeśli masz ich pięćdziesiąt? Metaforycznie, uzależnieni od informacji noszą nie pięćdziesiąt, ale sto, a nawet tysiąc zegarków. Analizują tysiące informacji z dziesiątek źródeł, do których są ciągle podłączeni. Skutkiem ubocznym takiego życia on-line jest stan permanentnego rozproszenia (ang. continous partial attention), który jako pierwsza opisała Linda Stone, konsultantka i autorka pionierskich badań nad relacjami ludzi nowych technologii. Kilkanaście lat temu uczestnicy jej badań byli zachwyceni możliwością dostępu do informacji i kontaktu z innymi ludźmi 24/7 (przez całą dobę, siedem dni w tygodniu), jaką dawała sieć. Dziś coraz częściej narzekają, że są zmęczeni, przytłoczeni zbyt wieloma opcjami, informacjami. Doświadczają chronicznego stresu, bo ich system nerwowy nieustannie pozostaje w stanie gotowości.

Wrażeniu przytłoczenia towarzyszy uczucie niespełnienia, ponieważ konfrontacja z tym, jak żyją inni (informacje o sukcesach zawodowych, finansowych, rodzinnych, którymi znajomi zapełniają swoje profile) wywołuje lęk, że ich własne życie jest nieciekawe, niesatysfakcjonujące i pozbawione sukcesów. Mało tego, są tak zaabsorbowani śledzeniem ekscytujących nowinek w cudzym życiu, że przestają dostrzegać to, co sprawia radość i daje satysfakcję im samym.

W tak nasyconym informacjami, kontaktami, komunikatami świecie problemem staje się zresztą, co jest moje i tylko moje, gdzie właściwie jest Ja. Kenneth Gergen
mówi wręcz o procesie zanikania jednostkowego Ja: „W pewnym ważnym sensie, w miarę jak postępuje proces społecznego nasycenia, stajemy się pastiszami, wzajemnie naśladującymi się układami. W naszej pamięci przechowujemy wzorce zachowań innych. Każdy z nas staje się innym, reprezentantem lub zastępcą. Ogólnie rzecz ujmu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy