Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Dzikość serca, szaleństwo umysłu

0 650

Zakochiwanie się jest naszą potrzebą, taką jak głód, pragnienie lub seks. Nie można być stale zakochanym. Tak jak nie można stale jeść, pić i uprawiać seksu. Są jednak ludzie, których mózgi nie mają zdolności do zakochania.

Zakochanym powinno się zabronić siadania za kierownicą i obsługiwania urządzeń mechanicznych. Bo omnis amans amens – każdy zakochany jest szaleńcem. Z literatury i filmów wiadomo, że zakochani bohaterowie romansów tracą rozsądek, czasem popadają w szaleństwo. Nie tylko oni. Również zwykli ludzie ugodzeni strzałą Kupidyna zdradzają objawy niezrównoważenia psychicznego.

Trubadurzy i Hollywood

Według niektórych uczonych zakochanie jest wytworem kultury i dowodem jej oddziaływania. Gorącym zwolennikiem takiego poglądu był nieżyjący już szwajcarski filozof, jeden z duchowych ojców Unii Europejskej, Denis de Rougemont – autor dzieła „Miłość a świat kultury zachodniej”. Zajadle bronił tego stanowiska jungista Robert Jonhson. Ich zdaniem miłość romantyczna została wymyślona przez dwunastowiecznych trubadurów, a dwudziestowieczne Hollywood i media wykreowały modę na romantyczne, szalone zakochiwanie się. Na fali tej mody wyrósł potężny przemysł zaspokajający nowo wykreowaną potrzebę. Zakochani ludzie obdarowują się prezentami, wydają krocie na „romantyczne” kolacje, kupują „romantyczną” bieliznę, urządzają mieszkanie w „romantycznym” stylu i chłoną „romantyczne” historie serwowane im przez media. Ale ludzie popadali w szaleństwo zakochania na długo przed tym, zanim świat ujrzał „Dzikość serca” Davida Lyncha, a nawet nim usłyszał o miłości Tristana i Izoldy. Pierwsze opisy zakochiwania się znaleźć można w poezji sumeryjskiej sprzed czterech tysięcy lat. W 40 pieśniach sławiących Inanę – boginię księżyca i płodności, oraz Dumuzi – boga pól i plonów, opisane zostały romantyczne uniesienia młodych kochanków.

Wszędzie, nawet w najbardziej odległym i egzotycznym zakątku świata, ludzie się zakochują. W jednym z badań antropolodzy przyjrzeli się aż 166 odrębnym kulturowo społecznościom. I tylko w 19 z nich nie wykryli miłości romantycznej, ale wynikało to po prostu z niewielkiej ilości danych. Z romantyczną miłością były i są związane legendy, pieśni, mity i obrzędy magiczne. Na przykład w dawnej Polsce wierzono, że dodanie lubczyku do pokarmu wybranej osoby wzbudzi w niej płomienne uczucia. W imię miłości popełniano zabójstwa i samobójstwa. Niemal każdy był, jest lub będzie zakochany.

Obsesje zakochanych

Najbardziej charakterystyczną cechą miłosnego zauroczenia jest obsesyjne myślenie o osobie ukochanej. Zakochani wręcz nie potrafią skupić się na czymkolwiek innym. Praca, szkoła i pozostali ludzie przestają się dla nich liczyć. Tracą znaczenie inne, ze wszech miar atrakcyjne osoby. Miał rację Geoffrey Chaucer, czternastowieczny angielski poeta, pisząc, że miłość jest ślepa. Ona faktycznie nie pozwala dostrzec wad u ukochanej osoby. Miał rację Bernard Shaw, gdy stwierdził, że miłość polega na przecenianiu różnicy między jedną kobietą a innymi. Zakochani idealizują bowiem swoich partnerów w stopniu niewyobrażalnym dla kogoś, kto stoi z boku. Idealizują również samo uczucie i oczekują, że stan zakochania będzie trwał wiecznie. A prawda jest taka, że po roku niewiele z niego zostanie. Inną cechą zakochanych jest ich niestabilność emocjonalna. Są radośni, gdy mają u boku ukochaną osobę albo czekają na spotkanie z nią. Wpadają w głęboki smutek albo we wściekłość, gdy coś przeszkadza w upragnionym kontakcie, na przykład w telefonie wyładowała się bateria.
Jedynym celem życia zakochanych jest spotkać się ze sobą i być razem jak najdłużej. Zapewne każda zakochana osoba chętnie przystałaby na propozycję Hefajstosa przedstawioną w „Uczcie” Platona: „Prawda, że chcecie tak się złączyć w jedno, możliwie najściślej, żebyście się ani w dzień, ani w nocy nie rozłączali? Jeżeli tego chcecie, ja was spoję i zlutuję w jedno, tak że dwojgiem będąc, jedną się staniecie istotą. I aż do skonu razem będziecie żyli, niby jeden człowiek, a potem, po wspólnej śmierci, będziecie w Hadesie nie dwojgiem istot, lecz znowu jednym cieniem” (tłum. Władysław Witwicki).

Chorzy z miłości

W 2000 roku nagrodę IgNobla w dziedzinie chemii otrzymała Donatella Marazziti. Wraz ze swoimi współpracownikami analizowała, w jaki sposób mózg gospodaruje neuroprzekaźnikiem o nazwie serotonina. Neuroprzekaźniki są złożonymi substancjami, za pomocą których komórki nerwowe wzajemnie na siebie wpływają. Serotonina ma działanie hamujące – uwolniona przez jeden neuron hamuje aktywność innego. Jest ważna dla tych mechanizmów mózgowych, które regulują między innymi poziom pobudzenia emocjonalnego, nastrój i sen. Marazziti porównywała aktywność serotoniny w mózgach 60 osób, które podzieliła na trzy grupy. Do pierwszej należały osoby cierpiące na nerwicę natręctw, do drugiej bardzo zakochane, a grupa trzecia była grupą kontrolną. Na podstawie analiz poziomu serotoniny w płytkach krwi obwodowej badacze wyciągnęli dwa wnioski. Pierwszy był dość optymistyczny: nie sposób za pomocą tego typu analiz jednoznacznie stwierdzić, czy ktoś jest zakochany, czy też nie. Drugi wniosek był nieco pesymistyczny: grupa kontrolna różniła się wyraźnie od pozostałych. A to z kolei oznaczało, że osoby zakochane i te z nerwicą natręctw nie różniły się od siebie. Całkiem możliwe, że zakochani nie są zupełnie normalni w sensie tradycyjnej normy zdrowia psychicznego – powiedziała w jednym z wywiadów Marazziti.

Nie tylko emocje

Czy zakochanie jest chorobą? Oczywiście, że nie. Czym w takim razie jest? Większość z nas odpowiedziałaby, że to rodzaj emocji. Podobnie myślała doktor Helen Fisher, antropolog z Rutgers University, zanim rozpoczęła – między innymi we współpracy z psychologiem Arthurem Aronem – badania nad mózgowymi mechanizmami pożądania, zakochania i przywiązania. Jej zdaniem w toku ewolucji, w odpowiedzi na niezwykle złożony problem poczęcia i wychowania potomków, wykształciły się w mózgach ssaków co najmniej trzy zupełnie niezależne systemy emocjonalno-motywacyjne. Pierwszy z nich odpowiada za to, że seks sprawia nam przyjemność. Przyjemność z seksu odczuwamy dzięki mózgowym receptorom wrażliwym na testosteron. Z poziomem testosteronu sprzężony jest poziom dopaminy, która aktywuje mózgowy układ nagrody. Drugi system dba o to, by łatwo nam było dobierać się w pary i by nasze związki były w miarę trwałe i przyjemne. Działanie tego systemu objawia się stanem zakochania. Fisher uważa, że ten stan utrzymywany jest poprzez podwyższony poziom dopaminy i noradrenalin...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy