Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Dwie twarze singla

0 723

Ponad 5 milionów Polaków żyje samotnie, bez partnera. W pracy są energiczni, otwarci, przebojowi i kontaktowi. Prywatnie – niedostępni i nieufni. Single cierpią z powodu samotności, ale nie przyznają się do tego, a nawet twierdzą, że są z tego dumni! Jaką płacą cenę za życie bez pary?

Życie w pojedynkę (ang. single) to dziś pewien styl. „Singlowanie” staje się modą, a ci, którzy jej ulegają, forsują stan samotności jako ważny i nie gorszy od życia rodzinnego. Według danych ze spisu powszechnego w 2004 roku, liczba singli w Polsce doszła do 5 milionów. Socjologowie prognozują, że do 2030 roku wzrośnie o kolejne dwa miliony.
Polscy single zakładają – na wzór innych krajów – stowarzyszenia, mają własne kluby i biura podróży. Z ofert dla samotnych korzystają ludzie w różnym wieku, od lat 20 do 75. Są wśród nich tacy, którzy nigdy nie mieli stałego partnera oraz osoby rozwiedzione, owdowiałe. Propozycji spędzania wolnego czasu jest tak dużo, że łatwo nie tylko ukryć się przed własną samotnością, ale również zepchnąć do podświadomości ważne potrzeby miłości, bliskości, kontaktu, wspólnoty, dawania, przyjmowania, które można zaspokajać w pełni w bliskim, intymnym związku.

Smak życia solo

Ewa przez wiele lat szczyciła się swoim „singlowaniem”. Dziś ma 41 lat, od roku jest w udanym związku. Często wraca do długiego okresu samotności w swoim życiu. – Uciekałam w pracę i rozrywki, inwestowałam w swój rozwój osobisty, korzystałam z kursów dla aktywnych i twórczych kobiet. Oszukiwałam się, że jest mi dobrze. Na spotkaniach singli inni udawali podobnie jak ja, więc trudno było w tym specyficznym teatrze nawiązać z kimś bliski kontakt – tłumaczy Ewa. Im bardziej wmawiała sobie, że życie w pojedynkę to jej świadomy wybór, tym większe tworzyła mury w relacjach z mężczyznami.
Andrzej (39 lat) uważa, że singiel to osoba sama, ale nie samotna. Według niego, single to sensowni i wartościowi ludzie, którzy wolą żyć w pojedynkę niż wikłać się w nieudane małżeństwo. – Nie zamykamy się oczywiście na związki, ale nie poszukujemy desperacko miłości, nie uzależniamy poczucia własnej wartości od tego, czy mamy stałego partnera – twierdzi Andrzej.
O rok młodsza od niego Anna określa siebie jako „zdeklarowaną singielkę”. Uważa, że ten stan wybiera się świadomie, a nie dlatego, że człowiekowi nie udało się znaleźć tej drugiej połówki. Jest zadowolona ze swojego życia. Kieruje dużą firmą, stać ją na wszystko, czego potrzebuje. – Na pewno nie jest singlem ten, kogo ten stan męczy, kto chce z niego uciec – zastrzega Anna: – Tak zachowują się raczej neurotycy, którzy nie potrafią żyć sami, bez uzależnienia się od kogoś czy wręcz uwiązania się tej drugiej osoby. Ja cenię wolność i single, których znam, też ją cenią.
Dla Anny wolność, to całkowita swoboda w organizowaniu sobie życia, to przyjemności, wyjazdy, spotkania, które zaspokajają jej potrzeby relaksu, odpoczynku, zabawy, rozrywki. Anna twierdzi, że nie ma czasu na nudę ani na rozpamiętywanie tego, czy lepiej żyć samemu, czy z kimś. Żyje aktywnie i cieszy się tym, co ma. Przyznaje, że przychodzą chwile, kiedy brakuje jej kogoś bliskiego, bo taka jest natura człowieka („stworzenia stadnego”), ale wtedy bez problemu znajduje kogoś do towarzystwa.

[nowa_strona] Niech żyje wolność

Jakie są plusy życia w pojedynkę? Single mają więcej czasu dla siebie, mogą nim dowolnie dysponować. Zaczynają myśleć o własnym rozwoju, inwestować w siebie, łatwiej im otwierać się na nowe doświadczenia. Osoby samotne częściej biorą udział w kursach językowych, szkoleniach podnoszących kwalifikacje i rozwijających hobby, zaczynają uprawiać sporty itp. Samorealizacja to tendencja bardzo wyraźna w dzisiejszych czasach i niejednokrotnie staje się ważniejsza od dbałości o związek z partnerem. Singiel może sobie na nią w pełni pozwolić, nie musi z niczego rezygnować dla drugiej osoby, ani uwzględniać jej potrzeb czy szukać kompromisu.
Robert już w czasie studiów zamieszkał sam i cieszył się stanem wolności. Wreszcie był panem w swoim domu. Sprzątał, kiedy chciał, gdy był zmęczony – spał do południa. Nikt mu nie kazał zmywać każdego kubka od razu po wypiciu herbaty czy kawy, ani słać łóżka tuż po wstaniu. Kobiety, z którymi się spotykał, od razu uprzedzał, że chce żyć i mieszkać sam, że z nikim się nie zwiąże na stałe. Nie znosił, kiedy przestawiały mu meble i robiły porządki. Po dziesięciu latach przelotnych i mało satysfakcjonujących związków, poczuł ciężar swojej samotności. Gdy zostawał sam w domu „chodził po ścianach”. Brakowało mu zwykłej rozmowy, przytulenia, ciepła drugiej osoby. Jednocześnie zauważył, że kończył znajomość nawet z kobietami, które mu się podobały, gdy tylko zaczynało im za bardzo zależeć na związku. Zaczął zastanawiać się nad tym, czy umie nawiązać relacje, a może w ogóle nie potrafi kochać...

Rozdwojenie uczuć

Wiele osób samotnych określa siebie jako singli, ale wyraźnie brakuje im partnera. Intensywnie, czasami nawet na siłę, szukają kogoś, kto im zapełni tę życiową pustkę. Zmieniają partnerów dość często i nie potrafią zbudować trwałych związków, gdyż ich relacje są powierzchowne. Niektórzy tęsknią za miłością, ale nie wierzą, że może im się ona przydarzyć, więc w ogóle nie wchodzą w bliższe relacje. Rzadko przyznają się do tego, że czasem marzą o bliskości, rodzinie, dzieciach.
36-letniej Aliny bycie singlem już nie bawi. Dziś jest pewna, że to nie jest stan, do którego warto dążyć:
– Gdy w sklepie mam w koszyku parę rzeczy tylko dla siebie, z zazdrością patrzę na kobietę czy mężczyznę z koszem pełnym zakupów dla całej rodziny. Wychodzę ze sklepu z mokrymi oczami – wyznaje. Wraca do swoich czterech ścian, zamyka drzwi na klucz, je sama kolację, słucha muzyki lub ogląda film, często zasypia z kieliszkiem wina w ręku. Życie bez partnera daje się jej we znaki również w tzw. prozie życia. Remont mieszkania czy przeprowadzka to dla samotnej kobiety zadanie wręcz niewykonalne. Trzeba wszystko robić samemu albo prosić o pomoc znajomych, którzy przecież nie zawsze mają czas i ochotę na zajmowanie się problemami samotnika.
O dwa lata młodsza od Aliny Olga również narzeka na pustkę samotnego życia. Co prawda zrobiła błyskawiczną karierę w Warszawie, osiągnęła wiele, ale i tak czuje się niespełniona. – Usycham jako kobieta. Czuję się sfrustrowana. Komplementy pod moim adresem rozdrażniają mnie – mówi Olga. Winą za to, że jest sama obarcza mężczyzn. Jej zdaniem, to oni boją się miłości i bliskości, mają w sobie mnóstwo lęków przed nawiązaniem głębokiej więzi z kobietą.

[nowa_strona] W szczerych opowieściach singli

o sobie powtarza się motyw „dwóch twarzy”. Na zewnątrz, w pracy i wśród ludzi są energiczni, otwarci, przebojowi i kontaktowi. Po pracy, prywatnie – niedostępni, nieufni. Takie tendencje przejawiają często osoby, które we własnych rodzinach nie doświadczyły otwartości i szczerości, nie nauczyły się wyrażać swoich uczuć i budować bliskich relacji. Głęboko zakorzeniony lęk przed odtworzeniem schematów braku miłości z domu rodzinnego oraz mechanizmy zaprzeczania uczuciom, mają w sobie dzieci rozwiedzionych rodziców, albo tych, którzy żyli razem, ale obok siebie lub stale skłóceni. Związku z drugą osobą boją się również dzieci autorytarnych i despotycznych rodziców oraz dorosłe dzieci alkoholików, które nie doświadczyły w swoich rodzinach bezpieczeństwa, akceptacji i szacunku. W dorosłym życiu wypierają niezaspokojone podstawowe potrzeby, stosując mechanizmy obronne – pokazują swoją wartość poprzez osiągnięcia zawodowe. Choć ciężko im żyć w takim dualizmie, gdzie jednocześnie pragną miłości i bronią się przed nią jako zagrożeniem, brną w niego coraz mocniej. Stawiają mury w relacjach z ludźmi, gdyż boją się bliskości – obawiają się tego, że partner będzie dominować, narzucać swoje zdanie, koncentrować się tylko na sobie i swojej pracy, że w końcu zapomni o nich.
Dla niektórych singli życie w pojedynkę to bezpieczne schronienie po wielu rozczarowaniach, zranieniach i odrzuceniach. – Czasem już zaczynam myśleć, że samotność jest moim powołaniem, że po prostu tak ma być, że mam być sama, i moja praca nad sobą powinna iść w tym kierunku, aby to zaakceptować, polubić i nie odczuwać tego bólu samotności, głodu miłości, który wciąż się odzywa we mnie – mówi 34-letnia Beata.

Czy jeszcze mam czas?

„Singlujący” dwudziesto- i trzydziestolatkowie nie zastanawiają się nad skutkami wyboru takiego stylu życia. Jednak w miarę upływu lat zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, jaką cenę zapłacą za wyobcowanie i skupienie się wyłącznie na sobie. Kiedy przez długi czas nie wchodzi się w bliskie relacje z ludźmi, z czasem traci się umiejętność nawiązywania kontaktów na głębszym poziomie. Znajomości stają się coraz bardziej powierzchowne, ograniczają się do płytkich rozmów, w których każdy ukrywa prawdę o sobie. Zaczynają się kryzysy, bo wykruszają się dawni przyjaciele. – Przestałem odwiedzać moich żonatych i dzieciatych znajomych, bo źle się u nich czułem. Atmosfera ich domów przypominała mi o tym, czego mi brakuje, a do czego tak trudno było mi przyznać się, nawet przed samym sobą. Teraz nie udaje mi się nawiązać znajomości na takim poziomie jak kiedyś. Wszyscy gdzieś pędzą, nie potrafią słuchać. Drażni mnie powszechna wesołkowatość i to, że nie czuję szczerości rozmów – narzeka Krzysztof.
Gdy życiowi soliści przekraczają czterdziestkę, urok bycia singlem pryska, a zaczyna doskwierać samotność. Mirek ma 51 lat. Mieszka sam od trzydziestu lat. Zna wiele kobiet, ma sporo przyjaciółek, ale...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy