Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Dwa cierpienia

0 380

Na przełomie marca i kwietnia byliśmy świadkami dwóch wydarzeń: śmierci głodowej Terri Schiavo, która przez 15 lat była w stanie wegetacji, oraz odejścia Jana Pawła II, który do końca był świadomy. O refleksje poprosiliśmy Krystynę de Walden-Gałuszko i Ewę Mayzner-Zawadzką. Prof. Krystyna de Walden-Gałuszko jest psychiatrą, krajowym konsultantem ds. medycyny paliatywnej i prezesem Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego. Kieruje Zakładem Medycyny Paliatywnej Akademii Medycznej w Gdańsku. Prof. Ewa Mayzner-Zawadzka jest anestezjologiem, krajowym konsultantem ds. anestezjologii i intensywnej terapii. Kieruje Katedrą Anestezjologii i Intensywnej Terapii Akademii Medycznej w Warszawie.

Piotr Żak: Jak Pani Profesor, jako człowiek zajmujący się bólem, mający na jego temat ogromną wiedzę, patrzyła na cierpienie Papieża? Dlaczego Jan Paweł II tak bardzo je upublicznił?
Krystyna de Walden-Gałuszko: – Wydaje mi się, że są dwa powody. Pierwszy to stanowcze, mocne przeciwstawienie się coraz powszechniejszemu w świecie kultowi młodości, sprawności, zdrowia i siły. Papież miał odwagę przeciwstawić się temu, pokazać, że choroba, ból i cierpienie mają ogromną wartość, nie są niczym wstydliwym, są naturalnym elementem ludzkiego życia. Dlatego nie unikał pokazywania się najpierw z laską, a potem na wózku. Drugi powód to konsekwencja w dawaniu świadectwa zgodności własnego postępowania z tym, co głosił od lat na całym świecie. Swoją postawą udowadniał, że to, czego naucza, jest prawdą.

– Jak Pani Profesor patrzy na postawę Jana Pawła II jako naukowiec?

– Z tej perspektywy mój ogromny szacunek budzi Jego dzielność, czyli konsekwentne, codzienne podejmowanie prób przezwyciężenia własnej słabości, własnego cierpienia, coraz to nowych objawów choroby. Widzę to znów jako przeciwstawianie się coraz bardziej powszechnej postawie unikania wysiłku, unikania podejmowania jakiegokolwiek trudu. Taka postawa jest niezwykle cenna, ale niestety równie niezwykle rzadka.

– Czy uważa Pani, że publiczne zmaganie się Papieża z chorobą i niemocą miało znaczenie dla cierpiących ludzi?
– Na pewno, i to w kilku wymiarach. Przede wszystkim dowodziło, że Papież autentycznie chciał być przy ludziach, był nieustannie zwrócony w ich stronę. Świadczy także o tym na przykład Jego komentarz na temat książki „Pamięć i tożsamość”: „Niech idzie do ludzi”. Był to też niezwykle silny przekaz solidarności ze wszystkimi cierpiącymi. Oni czuli, że nie są sami, to dodawało im sił, osłabiało poczucie osamotnienia, dowartościowywało. Papież pokazał im, że cierpienie może być drogą do pełnej wewnętrznej wolności, wbrew fizycznemu zniewoleniu chorobą czy kalectwem. Kolejny wymiar to wprowadzenie możliwości porównania własnego cierpienia z cierpieniem innych. Prawie każdy cierpiący jest skoncentrowany przede wszystkim na sobie, uważa, że to on najbardziej cierpi. Nie kryjąc swojej niemocy, Jan Paweł II dał wyjątkową możliwość do refleksji: czy rzeczywiście moje cierpienie jest największe? I ostatni wymiar, być może najważniejszy. Papież zmusił nas wszystkich, nie tylko chorych, do refleksji nad sensem cierpienia, do myślenia o nim, do zadawania pytań. Prawdziwie, autentycznie mocując własny ból i własną niemoc w wierze, czekając na odejście ze spokojem i pogodą, pokazał nam, a właściwie przypomniał tę perspektywę cierpienia i śmierci, którą znamy, ale o której często zapominamy – że są one tylko pewnym etapem naszego życia.

Piotr Żak: Pani Profesor, lekarze twierdzili, że Terri Schiavo od 15 lat była w stanie wegetacji. Czy jednak współczesna wiedza o mózg...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy