Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

DRŻĄCE CIAŁO ZA PAWIM OGONEM

0 383

Rodzic, który wytyka dziecku, że jest grube, to prześladowca. Gdy stwierdza: „Jesteś brzydką pokraką”, to tym samym mówi: „Twoje ciało nigdy nie da ci przyjemności”. I faktycznie ciało zaczyna prześladować. O tym, jak budować dobre relacje z własnym ciałem, mówi psychoterapeuta Krzysztof M. Jusiński w rozmowie z Dorotą Krzemionką-Brózdą.

Przez wiele lat pracował Pan jako psychoterapeuta ciała. Czy widzi Pan, jak ktoś traktuje swoje ciało?
– Bardzo ważny jest kontakt wzrokowy. Patrząc w oczy, wiem, z kim się spotykam, w jaki sposób ta osoba jest w swoim ciele. Czasem oczy mówią: „Nie ma nikogo w środku”. Są puste i matowe. Niewiele można zrobić, bo w środku nikogo nie ma. Bywają oczy twarde, świadczące, że ktoś się uzbroił po zęby i ryzykiem jest podejść do niego. Bywają też oczy pełne lęku i przerażenia, które łatwo spłoszyć. Albo oczy uwodzące tak, że trudno się od nich oderwać. Gdy ktoś mówi oczami, że jest dostępny, to mogę wejść z nim w kontakt, dowiedzieć się czegoś. Widzę, że mnie słucha, mogę coś przekazać. Bywają oczy stężałe tak, że mam wrażenie, iż cokolwiek powiem, to się odbije. To pokazuje, jak w nawiązywaniu relacji przeplatają się treści somatyczne, emocjonalne i psychiczne. Czasem pojawia się różnica między górną i dolną częścią twarzy. Oczy są dostępne, ale coś w ciele mówi: „Nie podchodź”. Na przykład usta są zaciśnięte, jakby chciały powiedzieć: „No spróbuj, nic mi nie zrobisz”. Jeśli ktoś ma zaciśnięte szczęki, to ani nic nie przyjmie, ani nic nie da. Albo inaczej: oczy mogą być chmurne, wrogie, ale coś delikatnego pojawia się wokół ust. Jest wiele przykładów, jak w ciele przejawiają się utrwalone cechy naszej osobowości. Ale też wiele z nich ma charakter dynamiczny. Jakakolwiek zmiana w wyrazie twarzy, postawie ciała, gestach czy oddechu jest równoważna ze zmianą treści psychicznych: myśli, emocji, fantazji – tak na poziomie świadomym, jak i nieświadomym. Ego jest cielesne – powiedział Zygmunt Freud. Widać więc nie tyle i nie tylko, jak ktoś traktuje swoje ciało, lecz jak jego osobowość przejawia się poprzez ciało i jak kontaktuje się ze światem.

Tematem forum na stronie internetowej „Charakterów” był stosunek do ciała. Wiele osób pisze tam: mam mały biust, duży nos, jestem za niski, jestem za wysoka, mam piegi, mam rozstępy. Co może się kryć za takim stosunkiem do ciała?
– Po pierwsze, może być to skutek silnej presji społecznej, narzucającej wzorce urody i atrakcyjności. Dawniej przy okazji ćwiczeń ciała kształtowało się również charakter. Teraz ciało jest używane, ma zwiększać atrakcyjność jak opakowanie i służyć doraźnej przyjemności. Jest używane do rozwiązywania problemów bez żadnego zrozumienia jego istoty. Myślę, że to oddala nas od naszego wnętrza i ciała. Po drugie, ludzie mają raczej fantazje na temat własnego ciała niż faktycznie jego czucie. Aby wyjaśnić taki stosunek do ciała, trzeba sięgnąć do „ja” cielesnego.

– Kiedy tworzy się to „ja” cielesne?
– Już w łonie matki. Badania prenatalne pokazują, że stan psychiczny i emocjonalny matki w czasie ciąży wpływa na reakcje dziecka. Ono jest zanurzone w matce, w jej instynktach i emocjach. Reaguje na hormony matki. Jej stres oddziałuje na ciało potomka. Przez pierwsze miesiące po urodzeniu dziecko nie potrafi rozpoznać, gdzie jest ono, a gdzie matka. Ten czas symbiotycznego połączenia jest dla dziecka często źródłem miłości i nienawiści. Melanie Klein mówi, że pierwszy obiekt niemowlęcej miłości i nienawiści – matka – jest zarówno pożądany, jak i nienawidzony z całą intensywnością i siłą charakterystyczną dla wczesnych niemowlęcych pragnień. Kontakt z karmiącą piersią jest zmysłową przyjemnością, błogostanem przenikniętym wdzięcznością, ale brak gratyfikacji wywołuje wściekły atak popychający do zniszczenia osoby będącej obiektem pragnień. Dziecko jest pewne, że dokonało okropnych zniszczeń. To są korzenie naszego stosunku do ciała i wątpliwości, co mocniej przejawia się przez nasze ciało – miłość czy nienawiść. Wątpliwości co do ciała nasilają się w okresie dorastania. Burza hormonalna rodzi w nim chaos. Przepoczwarzanie się sprawia, że nastolatek niemal co dzień widzi w wannie kogoś innego. Wraca niejasność na swój temat, wracają obawy co do własnego ciała. Przychodzi potrzeba złapania się czegoś pewnego, jakiegoś ideału. Dziewczyna marzy o powiększeniu piersi – w nadziei, że dzięki temu wszystko zmieni się i ułoży.

– A jak powstaje obraz ciała i jaka jest jego relacja z „ja” cielesnym?
– W pewnym momencie, gdy jako dzieci tkwimy w burzy popędów, emocji, pragnień i frustracji, zaczyna tworzyć się ego, czyli zaczynamy myśleć i nazywać to, co czujemy. W tym momencie następuje odejście od ciała. Być tylko w ciele to być zdanym na nieświadomość. Gdy nazywamy odczucia i tworzymy fantazje na temat siebie, oddalmy się od własnego ciała. To jest proces nieunikniony – trudno pozostać jedynie w sferze poczuć, ruchów, odczuwania zimna czy gorąca.

Dlaczego obraz ciała bywa często nieadekwatny, na przykład atrakcyjna dziewczyna sądzi, że jest gruba i brzydka, a drobny chłopiec ma poczucie siły i omnipotencji?
– Ten obraz bywa nieadekwatny, bo przeglądamy się w oczach rodziców i tam widzimy swój zniekształcony obraz, jak odbicie w okularach słonecznych. Rodzic zniekształca nasz obraz zgodnie ze swoimi potrzebami, frustracjami, marzeniami. Na przykład ojciec oczekuje, żeby jego mały synek był silny i potężny. Chce mieć syna na swoje podobieństwo, a zarazem sam jest rozczarowany sobą i pragnie, by dzieciak spełnił jego marzenia. Chłopiec będzie nosił w sobie zarówno to oczekiwanie ojca, jak i jego obraz człowieka rozczarowanego sobą. I to go obciąża. Marzenia i fantazje rodziców niezwykle mocno wpływają na nasz stosunek do siebie i do ciała. Pamiętam pacjenta, który czuł, że jest dużym chłopem, a miał niecałe metr siedemdziesiąt wzrostu. W szkole dziwił się, że stawiano go między niskimi. Ale rzeczywistość nie trafiała do niego. Czuł się duży, bo takim pragnęła widzieć go matka. Cały czas mierzyła go i mówiła: „Synku, żebyś tylko przerósł tatę”. Psychoanalitycy mówią, że jeśli matka traktuje chłopca jak swojego partnera, to przytracza duży penis do siusiaczka małego chłopczyka. Ten pacjent miał poczucie, że jest solidnie zbudowanym, wszechmocnym mężczyzną. Później zobaczył ojca jako kogoś, kogo porzucił i z kim wygrał, pozostając z mamą. ?ycie przyniosło mu wiele rozczarowań, przykrych konfrontacji, poczucia winy i tęsknoty za ojcem. I wtedy poczuł, że ma małego siusiaczka, że jest słaby psychicznie i musi poszukiwać męskości.

Kto dobrze się czuje w swoim ciele? Od czego to zależy?
– Od relacji z rodzicami. Jeśli matka była odpowiednio dobra, wystarczająco dużo karmiła i przytulała, a zarazem stawiała granice, to u dziecka kształtuje się obraz siebie jako kogoś odrębnego. Dziecko przegląda się w oczach rodzica. Jeśli dostrzega w nich niechęć czy rozczarowanie, uwewnętrznia to odczucie i w przyszłości podobnie traktuje siebie. Jeśli zaś rodzic akceptował dziecko takim, jakie było, to przejmuje ono ten stosunek i akceptuje siebie. Ważne, by dotyk rodzica zaświadczał o jego
akceptacji. Ludzie czasem mówią: „Rodzice w ogóle mnie nie dotykali. Z zazdrością patrzyłem, jak rodzice koleżanki brali ją na kolana. Wiedziałem, że rodzice są ze mnie zadowoleni, ale tego nie czułem”.

Z czego mogą wynikać trudności rodziców w przytulaniu, dotykaniu dzie-cka?
– Jeśli mają trudności z dotykaniem dziecka, to albo sami nie byli przytulani, bo w ich domu panował dystans i chłód, albo dotyk był, ale szorstki i bolesny. Bywa, że kobieta mówi: „Ja nie dostałam ciepła od matki, musiałam się tego uczyć”. Za każdym razem, gdy dotyka swoje dziecko, powraca jej żal i ból z dzieciństwa. Czuje się niezgrabna i kanciasta. Czasem zaś dotyku jest za dużo. Rodzic obłapia dziecko tak, jakby chciał je wchłonąć. Takie dziecko boi się potem dotyku jak ognia.

– Czasem ojciec obawia się przytulić swoją dorastającą córkę. Czuje, że dotyk może mieć kontekst seksualny, boi się swoich reakcji. Jakie może to mieć konsekwencje dla obrazu siebie tej dziewczyny?
– Dziecko nie odróżnia seksu od miłości. Dla dorastającej dziewczynki miłość, erotyzm, pobudzenie seksualne – to wszystko jest jednym wspaniałym poczuciem, które chce dać rodzicom. Jeśli ojciec dystansuje się wtedy od córki, to ona nie rozumie, dlaczego. Czuje tylko, że coś jest w niej złego, zagrażającego. Taka kobieta odrzuca swoją seksualność i czuje, że z jej kobiecością coś jest nie tak.

Jak upewnić się, że mój dotyk nie zostanie odebrany jako intymny? W jaki sposób możemy dotykać?
– Jest wiele rodzajów dotyku. Ludzie często nieświadomie obawiają się, że każdy dotyk ma znaczenie seksualne i pobudza popędy. Dotyk może dyscyplinować, może dawać oparcie, czułość lub pobudzać seksualnie. Doświadczamy tego w kontaktach z rodzicami. Wspominamy: „Ojciec położył mi rękę na karku i wiedziałem, że to znaczy »dość synu«”. Albo: „Matka przygarnęła mnie z czułością do serca”. Taki dotyk nie zostanie odebrany jako seksualny, chyba że ktoś jest permanentnie pobudzony seksualnie. Większość z nas potrafi intuicyjnie odróżnić znaczenie dotyku. Ale niektórzy ludzie mylą dotyki. Mogą być mało świadomi swoich intencji.

Jaki dotyk jest szczególnie istotny w relacji rodzica z dzieckiem?
– Dotyk kontenerujący. Ten dotyk mówi: „Przy mnie możesz wszystko przeżywać, ja to przyjmę, dodam swoje myśli, uczucia i oddam ci tę treść”. Rodzic jest pojemnikiem na przeżycia dziecka. Dzięki temu, że przyjmuje jego uczucia, może na nie trafnie reagować. I dziecko ma poczucie, że jest rozumiane. Potem sami dla siebie stajemy się takim kontenerem. Miewamy chwile w życiu, kiedy nie jesteśmy w stanie pomieścić w sobie różnych uczuć. Płaczemy, krzyczymy, pleciemy bzdury. Kontenerujący dotyk rodzica sprawia, że tworzą się przestrzenie, w których to wszystko może się dziać. I możemy starać się to zrozumieć.

Dlaczego nie zawsze rodzice potrafią być takimi kontenerami dla przeżyć dziecka?
– Czasem są zbyt zajęci swoimi przeżyciami. Dziecko się już w nich nie mieści. Nie takiego dziecka chcieli, są krytyczni lub żyją fantazją, że to ktoś inny niż w rzeczywistości, kto zaspokaja ich pragnienia i marzenia.

– Jedna z osób na naszym forum napisała: „Moje ciało atakuje w każdej wystawie sklepowej, zbyt brzydkie, by móc się cieszyć życiem. W domu nauczono mnie, że moje ciało jest złe, brzydkie włosy, krzywe zęby(...)”.
– Rodzic, który wytyka dziecku, że jest grube, to prześladowca. Znęca się nad dzieckiem, a przedmiotem prześladowania staje się ciało. Dziecko zaczyna odbierać swoje ciało jako prześladujące. Obraz ciała i przypisane mu intencje przejmują relację z rodzicem. Gdy rodzic stwierdza: „Jesteś brzydką pokraką”, to tym samym mówi: „Twoje ciało nigdy nie da ci przyjemności”. I faktycznie ciało zaczyna prześladować i gnębić swojego właściciela. Każde spojrzenie w lustro jest aktem masochizmu. Nie pomogą operacje plastyczne. Psychika została zarażona, a ciało staje się objawem.

W jaki sposób możemy traktować swoje ciało?
– Często traktujemy je jak przedmiot. Z jednej strony przykładem mogą być chłopcy na siłowni, którzy katują się i pakują w siebie zastrzyki ze sterydów. Z drugiej strony wyrazem takiego stosunku do ciała jest prostytucja dziewcząt. I oni, i one używają swojego ciała, nie mając żadnego z nim kontaktu. Pojawia się silne rozszczepienie między mną, tym intelektualnym, psychicznym, a ciałem, które jest oderwane od poczucia siebie. Są osoby, które poprzez ciało próbują światu pokazać własną atrakcyjność. Ładne opakowanie ma przekonać innych, że za nim kryje się ciekawe wnętrze.

Z czego wynika taka koncentracja na wyglądzie?
– Z narcystycznego rysu osobowości. Osoby nadmiernie skoncentrowane na swoim wyglądzie mają problemy w kontaktach z innymi ludźmi. Pod dbałością o wygląd kryje się niskie poczucie własnej wartości. Rozpościerają pawi ogon, by ekscytować innych i siebie, ale ukrywają za nim poczucie marności i słabość.

A więc jest to zasłona...
– Tak. Problem jednak w tym, że ludzie silnie identyfikują się z tą zasłoną. Gdy ktoś zobaczy ich bez makijażu, czują się obnażeni i zniszczeni. Siła tego poczucia pokazuje, czemu służy cała ta kreacja.

Przedmiotowo traktują ciało także ludzie, którzy w dążeniu do osiągnięcia sukcesu zapracowują się aż do skrajnego wyczerpania.
– Tak, oni eksploatują ciało jak samochód, który można zarżnąć, bo kupi się drugi. Nie zwracają uwagi na ból w krzyżu, częste przeziębienia. Coraz częściej u młodych kobiet, nastawionych na karierę i zaharowanych, dochodzi do zatrzymania miesiączki i owulacji. Gdy ciało zaczyna się zużywać, wtórnie wpływa to na psychikę. Koło się zamyka. Pojawiają się chroniczne stany przemęczenia, depresji, wściekłości. Ludzie zaczynają chorować. Tracą poczucie sensu tego, co robią.

Czy wystarczy wtedy wypocząć?
– Nie wystarczy, bo po zużyciu zasobów energii czerpiemy z rezerw. Miesiąc pracy, która eksploatuje organizm w skrajnym przeciążeniu, wymaga roku rekonwalescencji, by wrócić do formy. Ale kto o tym wie?

Zdarza się, że student czy pracownik narzeka: „Chcę skończyć tę pracę, ale nie mogę, bo ciągle boli mnie żołądek”. ?ołądek staje na drodze do realizacji zamiarów. Co mówi ten żołądek?
– Gdyby ten żołądek miał głos, to okazałoby się, że może chce nam powiedzieć na przykład: „P...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy