Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Wstęp

14 września 2016

dOKŁADKA 27

13

Wprawdzie Saul Bellow ostrzegał, że inteligencja to pewna odmiana kalectwa, ale nie spotkałem nikogo, kto chciałby być mniej inteligentny niż jest. Przeciwnie, wiele osób sugeruje pośrednio, a czasem wprost deklaruje, jak bardzo są inteligentni.

Nawet gwiazda(?) muzyki pop uporczywie przechwala się przynależnością do MENSY. Wszyscy chcą być bardziej inteligentni, a brak lub choćby niedostatek inteligencji traktowany jest jako wstydliwy defekt. Ludzie wstydzą się braku inteligencji bardziej niż różnych przywar, bardziej nawet niż braku higieny. Wstydzą się nawet nieinteligentnych zachowań.
Mało tego, kiedy w wyszukiwarkę internetową wpiszemy słowo „inteligentny”, to pojawiają się dziesiątki przedmiotów, które „są inteligentne”: inteligentny puder oraz krem do twarzy, inteligentny odkurzacz, inteligentny proszek do prania, a nawet inteligentny wibrator do zabaw erotycznych. Przedmiot „inteligentny” jest spostrzegany jako lepszy niż każdy inny. Człowiek inteligentny jest spostrzegany jako znacząco bardziej wartościowy niż ten, który ma inteligencji mniej. Jest w tym, jak mi się wydaje, coś z myślenia magicznego.

Można rzec, że w życiu społecznym inteligencja stała się czymś więcej niż narzędziem czy zdolnością rozwiązywania zadań nowych i złożonych – tak skłonny jest definiować inteligencję na przykład Edward Nęcka. Stała się raczej rodzajem odznaczenia, medalu, substytutem dobrego rodowodu, świadectwem szlachectwa umysłu, najlepszym wianem, pożądanym zasobem. Inteligentnych mężczyzn pragną kobiety, inteligentnych kobiet – mężczy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy