Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

CZY WIERZYC ŚWIADKOM?

0 209

Niewinni ludzie bywali skazani na skutek zeznań naocznych świadków. I nie była to zła wola świadków - przekonuje KATARZYNA HAMER.

Któregoś dnia 17-letnia Nancy wracała do domu autostopem. W pewnej chwili kierowca skręcił w odludne miejsce i brutalnie ją zgwałcił. Dziewczyna opisała policji zapamiętane szczegóły, np. błękitny samochód na tymczasowych numerach, brodę napastnika i wiek - ok. 30 lat. Policja znalazła podobny samochód niedaleko miejsca gwałtu. Właścicielem był 31-letni Steve Titus, którego Nancy podczas identyfikacji wskazała jako gwałciciela. Sąd uwierzył zeznaniom dziewczyny i oskarżony, który dotąd nie wchodził w kolizję z prawem, został skazany za gwałt pierwszego stopnia mimo braku dowodów rzeczowych.
Na tym historia by się zakończyła, gdyby Titus nie zadzwonił z prośbą o pomoc do dziennikarza z „Seattle Times", Paula Hendersona. Dziennikarz uwierzył w jego niewinność i rozpoczął prywatne śledztwo, które przyniosło mu w 1982 r. nagrodę Pulitzera. Okazało się, że podobne przestępstwo miało miejsce na tej samej drodze kilka dni wcześniej. Podczas kolejnej identyfikacji 15-letnia ofiara tego gwałtu nie rozpoznała Titusa jako sprawcy. Śledztwo doprowadziło do schwytania Edwarda Lee Kinga, którego rozpoznały obie dziewczyny. Dopuścił się on ponad 50 gwałtów. Jak to się stało, że Nancy wskazała Titusa jako gwałciciela?

Mniej niż przypadek

Policjanci znaleźli samochód odpowiadający opisowi, zrobili właścicielowi zdjęcie i pokazali je Nancy. Gdy dziewczyna nie zidentyfikowała Titusa jako gwałciciela, policjant powiedział, że wśród fotografii jest zdjęcie podejrzanego i poprosił ją, by wskazała osobę najbardziej podobną do sprawcy. Wtedy dziewczyna pokazała Titusa, który nosił brodę, podobnie jak gwałciciel, i miał 31 lat. Policjant powiedział: „To by się zgadzało", czym upewnił Nancy, że wskazała właściwie.

Dalej już wypadki potoczyły się lawinowo - identyfikacja Titusa, wskazanie go w sądzie i wyrok.
Zdarza się, że wyroki sądowe oparte są głównie na zeznaniach świadków. Ale czy można im wierzyć?
W 1980 roku nowojorska telewizja w czasie wiadomości nadała 13-sekundowy film pokazujący, jak mężczyzna w domu towarowym wyrywa kobiecie torebkę. Następnie zaprezentowano telewidzom sześciu mężczyzn i poproszono o wskazanie sprawcy kradzieży. Zadzwoniło prawie tysiąc dwieście osób, ale prawidłowo rozpoznało złodzieja tylko 14,1 proc] To mniej niż przypadek - gdyby widzowie wybierali na chybił trafił, przestępcę wskazałoby 16,7 proc.
W eksperymencie R. Buckhou-ta przeprowadzonym na terenie California State University, 141 świadków widziało, jak „oszalały" student (w rzeczywistości pomocnik eksperymentatora) „zaatakował" profesora. Zebrano ich zeznania. I co się okazało? Czas trwania zdarzenia świadkowie ocenili średnio na 81 sekund (w rzeczywistości -34 s), wagę podejrzanego na 180 funtów (a ważył 115 funtów), zaniżyli jego wiek, a wzrost zawyżyli. Po kilku tygodniach poproszono ich o zidentyfikowanie sprawcy na jednej z sześciu fotografii. Tylko 40 proc. świadków prawidłowo rozpoznało napastnika, natomiast aż 25 proc. wskazało niewinną osobę, znajdującą się podczas zdarzenia blisko agresora. Co więcej, profesor, który był ofiarą „napadu" i powinien wiedzieć, kto go zaatakował, również wskazał niewinnego widza jako napastnikal
Dlaczego osoby, które widziały przestępstwo, a nawet były jego ofiarą, mylą się tak często? Może specjalnie kłamią? Odpowiedzi na te pytania poszukiwała K. Pickel (1999). Badane przez nią osoby
oglądały zdarzenie, a następnie miały je opisać. Połowa badanych została poproszona o jak najwierniejszy opis wydarzeń, pozostali natomiast - o zmyślanie. Analiza dowiodła, że świadkowie rozmijający się w zeznaniach z prawdą nie oszukują specjalnie. Skąd zatem biorą się zniekształcenia?

Złamany nos napastnika

Pamięć jest skuteczna dlatego, że jest selektywna - utrwala głównie to, na co zwrócimy uwagę. A są to elementy ważne np. dla przetrwania - broń w rękach napastnika, ale też niezwykłe, niepasu-jące do sytuacji lub wyróżniające się: jego złamany nos, dziwny kolor włosów czy nietypowe ubranie. Stres, nierozłącznie związany z wypadkami czy napadami, zdaniem E. Loftus obniża koncentrację uwagi. Niemałą rolę odgrywa element zaskoczenia - nie jesteśmy przygotowani na to, że za chwilę możemy być świadkami czy, co gorsza, ofiarami przestępstwa. Zanim zorientujemy się, że coś się dzieje, może być już po wszystkim.
Badania E. Loftus dowodzą, że w czasie wypadku czy przestępstwa uwaga skupiona jest przede wszystkim na elementach najbardziej zagrażających, np. patrzymy raczej na broń w rękach napastnika (zjawisko „zogniskowania na broni"), a nie na jego twarz, nie mówiąc już o szczegółach ubioru. Ofiary przestępstw wzbudzających silny lęk, takich jak gwałt czy pobicie, gorzej zapamiętują szczegóły niż na przykład ofiary kradzieży, a także przeceniają czas trwania wydarzeń. Bez względu na rodzaj przestępstwa, osoby, które zostały zranione (przeżywały duży stres) pamiętają mniej szczegółów niż osoby, które nie doznały fizycznego uszczerbku.

Historia skazania Steva Titusa pokazuje, jak łatwo manipulować pamięcią. Zapamiętane wydarzenia nie zostają utrwalone na zawsze. Pamięć jest wyposażona w możliwość dopisywania nowych informacji do tych już zapamiętanych, a także w możliwość modyfikacji starych wspomnień. Gdy pokazywano Nancy zdjęcie Titusa, zasugerowano jej, że to on jest gwałcicielem. Jej pamięć zapisała nową informację i stało się to przyczyną skazania niewinnego człowieka, który z tego powodu stracił pracę i narzeczoną, a dwa lata po zwolnieniu z więzienia zmarł na serce.

Z brzytwą to musi być Murzyn.

Nie tylko pamięć, ale także zmysły mogą płatać nam figle - przypomnijmy zeznania świadków w opisywanym już badaniu Buckhouta: czas trwania zdarzenia ocenili średnio na 3 razy dłuższy niż w rzeczywistości, wagę podejrzanego zawyżyli prawie dwukrotnie, wzrost także zawyżyli, wiek natomiast zaniżyli. Wydaje się, że czasami, gdy ludzie nie pamiętają dobrze niektórych cech napastnika, podają parametry typowe, np. przeciętny wzrost i wagę. P. Barnecutt, K. Pfeffer i L. Creswell wykazali (1999), że prędkość samochodu była różnie oceniana przez świadków, w zależności od zmysłu, którym docierała informacja. Gdy badani przy szacowaniu prędkości pojazdu posługiwali się słuchem, zawyżali ją, a niedoceniali jej, gdy oglądali zdarzenie na wideo.

Nie można zapominać o wpływie wcześniejszych doświadczeń i stereotypów na interpretację wydarzeń. Wielu mężczyzn na przykład ma niezbyt pochlebne zdanie o kobietach jako kierowcach samochodowych. Widząc wypadek drogowy z udziałem kierowców różnej płci, raczej kobiecie będą przypisywać winę za zdarzenie, w myśl zasady: „Baba za kierownicą? No to wszystko jasne".

Mamy skłonność do posługiwania się ukrytymi teoriami osobowości, czyli potocznymi teoriami dotyczącymi tego, jakie cechy wiążą się ze sobą. Sądzimy na przykład, że osoba nosząca okulary jest inteligentna, skryta i cicha. Teorie te mogą dotyczyć cechy, którą uważamy za ważną i powiązaną z innymi. Dla jednych może to być np. schludny wygląd, dla innych punktualność. Uroda w potocznym rozumieniu wiąże się z dobrocią, łagodnością itp. Często takie wnioski są błędne. Gdy na podstawie przekonań o współwy-stępowaniu cech wnioskujesz, że przystojny mężczyzna jest także miły, godny zaufania, inteligentny, pomocny i dowcipny, pamiętaj, że skłonność do uproszczonego wnioskowania często wykorzystują oszuści. Są zadbani, starają się zasugerować różnymi atrybutami wysoką pozycję  społeczną,  np.   drogim  samochodem, garniturem, kartami kredytowymi czy powoływaniem się na ważną osobę. Może być tak, że winę za wypadek przypiszemy osobie tylko dlatego, że była gorzej ubrana, należała do „niewłaściwej" płci czy rasy.
G. Allport pokazywał ludziom obrazek przedstawiający kilkanaście osób w metrze. Byli tam między innymi Murzyn oraz biały mężczyzna z brzytwą w ręku. 50 proc. „świadków" twierdziło później, że widziało czarnoskórego mężczyznę trzymającego brzytwę. Ludzie widzą bowiem to, co spodziewają się zobaczyć. Łatwiej uwierzymy, że człowiek w brudnym ubraniu napadł na eleganckiego mężczyznę niż odwrotnie.

Jak szybko jechały samochody

Wiele razy stwierdzono zniekształcający efekt pytań zadawanych świadkom. W eksperymencie przeprowadzonym przez E. Loftus badani oglądali film...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy