Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Czy psychologia przetrwa do 2026 roku

0 447

Współczesna psychologia pełna jest napięć, kryzysów i podziałów. Czy mogą one doprowadzić do jej rozpadu na odrębne dziedziny wiedzy? Czy osłabiona napięciami psychologia zostanie wchłonięta przez neuronaukę? Jak może się ratować?

Odpowiedzi na pytanie postawione w tytule nie będę poszukiwał w kryształowej kuli ani w karcianych wróżbach. Postaram się natomiast podjąć refleksję na temat stanu współczesnej psychologii i możliwości jej dalszego rozwoju. Refleksję ze wszech miar uprawnioną, bowiem w psychologii coraz wyraźniej widać różne zagrożenia: kryzysy, nowe linie podziału. Może nie zagrażają one przyszłości naszej dyscypliny, na pewno jednak są niebezpieczne dla jej jedności i integralności.

Przede wszystkim postawmy sobie pytanie, czy psychologia jest jedną dyscypliną. Brytyjski psycholog Tommy MacKay napisał, że „aby dostrzec więź łączącą różnych przedstawicieli biznesu zwanego psychologią, trzeba w zasadzie porzucić wszelką logikę. W naszym towarzystwie znajdzie swoje miejsce psychoanalityk ze swoją leżanką i specjalista od analizy zachowania pracujący dla agencji badań kosmicznych. A można wskazać z tuzin innych, nie mniej drastycznych linii podziału”. MacKay mówił o brytyjskiej psychologii, ale myślę, że jego uwagi można w całości odnieść do psychologii polskiej. Z kolei Patricia Churchland, wybitna kognitywistka, przewiduje, że psychologia nie zniknie, natomiast rozpadnie się na dwie dziedziny: psychologię naukową – zajmującą się przede wszystkim mózgowymi mechanizmami zachowania, i psychologię ludową – operującą pojęciami zrozumiałymi dla każdego człowieka, takimi jak lęk czy obawa. Mam nadzieję, że przewidywania wybitnej uczonej nie spełnią się, jednak warto o nich pamiętać.
Wewnątrz psychologii istnieje wiele napięć. Skoncentruję się na trzech, moim zdaniem szczególnie istotnych: na napięciu między badaniami a praktyką, między badaniami nad mózgiem a badaniami nad psychiką i zachowaniem, między zwolennikami twardej metodologii i bardziej miękkich metod uprawiania psychologii.

Zacznijmy od napięcia między badaniami a praktyką. Można nakreślić pewien model stosowania wiedzy psychologicznej: na początku są badania podstawowe, które prowadzą do badań stosowanych, a dopiero te wiodą do praktyki. Zatem praktyka nie polega na bezpośrednim zastosowaniu badań podstawowych, potrzebny jest jeszcze pośrednik w postaci badań stosowanych. Rozważmy taki przykład: w badaniach podstawowych stwierdzamy, że można zaszczepiać fałszywe wspomnienia. To jednak nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze badania stosowane, które powiedzą nam, jaki rodzaj pytań sugerujących najskuteczniej zaszczepia fałszywe wspomnienia. Dopiero z tych ustaleń wynikną wnioski praktyczne, na przykład jak przesłuchiwać świadka, aby nie manipulować jego pamięcią.

Przedstawiony model – z konieczności uproszczony – dotyczy dyscypliny jako całości. Inaczej jednak sprawa wygląda w przypadku indywidualnego profesjonalisty, który ma pomóc człowiekowi czy rozwiązać jakiś konkretny problem. Ekonomista Donald Schön stworzył model tzw. refleksyjnego praktyka. Istotą tego modelu jest założenie, że refleksyjny praktyk to ktoś, kto dokonuje namysłu nad swoimi działaniami w trakcie ich wykonywania. Podobnie ma się rzecz z teorią stosowaną przez refleksyjnego praktyka – formułowana jest w trakcie działania i wykorzystywana na bieżąco. Schön twierdzi, że refleksyjny praktyk „instynktownie” odrzuca wiedzę podręcznikową, czując, że ona się do niczego nie przydaje; równie „instynktownie” próbuje rozwiązać problem, który się przed nim pojawia. Podejmując stosowne działania, dokonuje namysłu, czyli zastanawia się nad tym, co robi, co z tego wynika, jakie są wnioski na przyszłość. Dopiero na tej podstawie formułuje wniosek indukcyjny, to znaczy uogólnia zdobyte doświadczenia, a dzięki temu zwiększa swoją kompetencję.
Model zaproponowany przez Schöna jest kontrowersyjny z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze zakłada, że wiedza, którą każdy student wynosi ze studiów, musi być odrzucona. To trudne do zaakceptowania, podważa bowiem sens istnienia dyscyplin akademickich. Po drugie, model ten niesie ze sobą niebezpieczeństwo formułowania koncepcji niemających statusu teorii naukowych.

Zastanówmy się zatem, jak powinien wyglądać model działania psychologa profesjonalisty, który nie pomijałby w swojej działalności wiedzy akademickiej. Moim zdaniem istnieją trzy obszary, z których psycholog praktyk może czerpać swoją kompetencję. Pierwszy to wiedza deklaratywna, a więc wiedza o faktach, teoriach, zależnościach. Zdobywamy ją nie tylko na studiach, ale również w czasie różnych szkoleń i kursów, w czasie samokształcenia. Drugi obszar to wiedza proceduralna, czyli dająca umiejętności, pozwalająca pomóc człowiekowi, zbadać go lub zdiagnozować. Trzeci to intuicja, rozumiana jednak nie jako natchnienie, jako coś niewytłumaczalnego, ale jako nie do końca uświadomiona umiejętność dostrzegania prawidłowości i reguł. Oczywiście bardzo ważną rolę odgrywa też doświadczenie osobiste, które poszerza wiedzę proceduralną i powiększa możliwości intuicyjnego dostrzegania prawidłowości. Natomiast raczej nie wpływa ono na wiedzę deklaratywną.

To wszystko prowadzi do powstania prywatnej teorii człowieka, czyli czegoś, co moglibyśmy nazwać indywidualną syntezą wiedzy psychologicznej. Czasami pojawia się ona samoistnie pod koniec studiów, a czasami znacznie później jako pewna osobista konstrukcja oparta o wiedzę akademicką uzupełnioną własną refleksją i doświadczeniem (oczywiście może też w ogóle się nie pojawić). Najczęściej ta prywatna teoria jest niejawna i dopiero odpowiednio zadane pytanie pozwala dotrzeć do jej treści. Z niej wynikają pewne wnioski dla praktycznej działalności psychologa. Warto też dodać, że i z praktyki wynikają pewne wnioski zmuszające do modyfikacji prywatnej teorii zjawisk, czasami także wiedzy deklaratywnej. Może na przykład pojawić się pytanie, które prowadzi do eksperymentu bądź do badania empirycznego modyfikującego dotychczasową wiedzę.

Ten model jest pewną idealizacją. U większości absolwentów psychologii wyraźna jest bowiem tendencja do pozbywania się wiedzy deklaratywnej. Potwierdzają to badania, które pokazują, że po uzyskaniu dyplomu większość psychologów klinicznych przestaje czytać czasopisma naukowe i nie ma na swoim koncie ani jednej profesjonalnej publikacji. To znaczy, że ich wiedza deklaratywna powoli zanika, a oni stają się mniej refleksyjni. W efekcie – moim zdaniem – obniża się ich skuteczność jako praktyków. Opierają się bowiem wtedy tylko na tym, co sami zdołają wygenerować ze swoich doświadczeń. Nietrudno zauważyć tu podobieństwo do modelu Schöna.

Jego przeciwieństwem jest model wiedzy praktycznej skonstruowany przez Roberta Sternberga, według mnie bardzo istotny dla sposobu uprawiania praktyki psychologicznej. Sternberg rozważa kilka sposobów korzystania z posiadanej wiedzy. Pierwszy polega na korzystaniu z wiedzy zdobytej na studiach, w czasie szkoleń, kursów, na studiach podyplomowych – to właściwie ta sama wiedza, którą wcześniej nazwaliśmy deklaratywną. Jest ona zapisana w pamięci semantycznej. Jednak możliwość bezpośredniego stosowania tej wiedzy jest znikoma. Drugi sposób polega na korzystaniu z zapisanego w pamięci epizodycznej doświadczenia osobistego. Obydwa sposoby Sternberg uważa za niedoskonałe. Ideałem jest według niego wiedza proceduralna, zawarta w pamięci proceduralnej, kodowanej w postaci takich jednostek: „Jeśli coś się dzieje, to należy zrobić to a to, ponieważ...”. Jednostką pamięci proceduralnej będzie zatem reguła działania. Szczególnie ważne jest uzasadnienie, bowiem bez niego wiedza proceduralna staje się bezrefleksyjna i mało przydatna. Ten rodzaj wiedzy determinują przede wszystkim doświadczenia osobiste, w mniejszym zaś stopniu wiedza otrzymana (na marginesie: wpływ wiedzy otrzymanej jest tym mniejszy, im mniej studenci psychologii mają ćwiczeń i możliwości kształcenia konkretnych umiejętności). Zatem to właśnie z wiedzy proceduralnej wynikają wnioski dla praktyki i to ona jest podstawą działania psychologa profesjonalisty.

Powyższe modele pokazują, jak powinna wyglądać praktyka psychologiczna i jej współdziałanie z teorią. Zastanówmy się jednak, jak to wygląda w rzeczywistości. Otóż rzeczywistość jest taka, że akademicy i praktycy stawiają sobie wzajemnie poważne zarzuty.
Akademicy zarzucają praktykom ignorancję i tworzenie teorii kompletnie oderwanych od głównych nurtów psychologicznych. Z kolei praktycy oskarżają akademików o badanie rzeczy, które nikogo nie interesują, o publikowanie kompletnie nieprzydatnych prac i przekazywanie przestarzałej wiedzy. Nie chcę dyskutować z tymi zarzutami, zastanawiałem się jednak, na ile są zasadne te stawiane akademikom. Przestudiowałem zawartość dwóch roczników „Psychological Bulletin”, jednego z najpoważniejszych na świecie pism psychologicznych. Koncentruje się ono przede wszystkim na przeglądach, syntezach i metaanalizach, a więc na czymś, co jest już wyższym przetworzeniem wiedzy psychologicznej. Sprawdziłem proporcję publikacji, które nazwałem stosowanymi, do wszystkich publikacji. W roku 1983 (rok przed zjazdem PTP w Krakowie) w „Psychological Bulletin” ukazały się 72 artykuły, w tym 18 stosowanych i 31 metodologicznych, które można roboczo wyłączyć z tej analizy. Po tym wyłączeniu blisko połowę rocznika stanowiły prace właśnie z psychologii stosowanej. W roczniku 2004 (rok przed tegorocznym zjazdem PTP) artykuły stosowane stanowiły już ponad połowę jego zawartości. Tak więc – moim zdaniem – bezzasadny jest zarzut praktyków, że akademicy publikują rzeczy niepotrzebne i oderwane od praktyki.

Na podstawie powyższych rozważań można zatem sformułować dwa warunki niezbędne, aby psychologia jako całość przetrwała co najmniej do 2026 roku: psychologia musi zacząć kształcić refleksyjnych praktyków, a sami praktycy muszą chcieć być refleksyjni.

Drugie z wymienionych przeze mnie napięć w psychologii istnieje między badaniami nad mózgiem a badaniami nad psychiką. Pytanie brzmi: czy psychologia
roztopi się w neuronauce? Sześć lat temu trzej autorzy opublikowa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy