Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

CZŁOWIECZA WOLA

0 274

Wola ma wiele wspólnego z narodzinami Człowieka. Zacznijmy od początków, czyli od hipotez na temat pojawienia się Człowieka i jego Kultury. Wszyscy są zgodni co do tego, że język i myślenie symboliczne, połączone z taką umiejętnością jak krzesanie ognia, stanowi o wyjątkowości człowieka jako gatunku. Znaczeniu woli w tradycji europejskiej przygląda się MICHAŁ BUCHOWSKI.

Myślący ewolucyjnie badacze zakładają przy tym, że narodziny Kultury poprzedzało stadium „dzikości”. To ostatnie oznaczało bezhołowie. Zygmunt Freud w „Totem i tabu” wyłożył na przykład teorię, że w paradygmatycznej dzikiej hordzie dominujący samiec monopolizował dostęp do samic, które faktycznie były jego matką, ciotkami, siostrami i córkami, co doprowadzało do frustracji jego synów. W końcu postanawiali, że go zabiją. A dokonawszy zbrodni ojcobójstwa, mieli wyrzuty sumienia i stworzyli jego kult.

By zapobiec powtórzeniu się takiej sytuacji, wprowadzili zasady regulujące dostęp do kobiet. Ten akt ustanowienia tabu seksualnego to początek Kultury.
Claude Lévi-Strauss, wybitny francuski antropolog, jest podobnego zdania. Twierdzi, że „wymóg normy jako normy” był elementem koniecznym dla powstania Kultury. Według niego wymiana kobiet między grupami, regulowana zakazem kazirodztwa i zasadą wzajemności (my dajemy wam nasze kobiety, a w zamian wy dajecie nam wasze), to moment decydujący w pojawieniu się Człowieka posiadającego Kulturę. Poprzedzający go promiskuityzm, opisany w dziewiętnastym wieku przez Lewisa Henry Morgana, miał być hipotetycznym stadium przedkulturowym, w którym każdy mógł się rozmnażać, z kimkolwiek zapragnął. Zauważmy więc, że przyjęcie normy jest aktem ograniczającym swawolę. Szeroko rozumiana wola ma tu znaczenie podstawowe, a narodziny Kultury da się zatem sprowadzić do pojawienia się woli.

Być może korzenie powyższych poglądów tkwią w tendencji – właściwej naszej judeochrześcijańskiej i europejskiej kulturze – do przypisywania uszlachetniających walorów doskonalonej bezustannie woli. Nie wystarczy tylko okiełznanie pożądania seksualnego. Coraz lepszy człowiek gotowy jest do kolejnych wyrzeczeń. Im „wyższa” kultura, tym więcej regulujących ją norm. W perspektywie jednostkowej: im lepszy charakter, tym bardziej wstrzemięźliwa, gotowa do wyrzeczeń osoba. W takim ujęciu to „dzicy” właśnie mieli być rozwiąźli i leniwi, zaś człowiek cywilizowany potrafi celowo się ograniczać, zmobilizować, zdecydować na wyrzeczenia, przymusić do pracy. W wiktoriańskiej Anglii zalecano zimne prysznice po to, by kształtować charaktery młodych. Zwolennicy zimowych kąpieli w przeręblach wyrażają przekonanie, iż są ludźmi bardziej zahartowanymi od pozostałych – nie tylko w sensie cielesnym. Człowiek mający silną wolę różni się od mięczaka i „ciepłych klusek”. Ci ostatni nie potrafią się zdobyć na żaden wysiłek, by osiągnąć jakiś cel. A dzieje się tak dlatego, że nie mają silnej woli.

Takie rozumienie woli sięga swoimi korzeniami do tradycji judeochrześcijańskiej. Jednym z podstawowych założeń doktryny chrześcijańskiej jest to, że Bóg obdarzył Człowieka wolną wolą. Wolność dana Człowiekowi oznacza – przynajmniej na pierwszy rzut oka – że może robić, co chce i jak chce, że jest panem własnego losu. Teologowie mieli kłopot z tą darowaną nam wolnością i zapytywali, jak to się dzieje, że Bóg dał Ludziom wolną wolę i pozwala im przesądzać o własnym życiu, skoro jako wszechmocny Stwórca wie jednocześnie wszystko, a cały świat i wszelkie jestestwo zostało przezeń zaprojektowane. Jeśli więc Bóg jest Panem wszechrzeczy, to zna z góry nasze wybory. Problem wolnej woli okazuje się – obok teodycei (czyli kwestii, jak to się dzieje, że dobry Bóg dopuszcza, by w naszym życiu było tyle zła) – chyba najbardziej intrygujący i dyskutowany. Z daru wolności, powiadają teologowie, należy umieć korzystać. I w tym sensie każdy jest kowalem własnego losu.

Zmierzanie do dobra, i w efekcie do zbawienia, wiąże się z naszym wysiłkiem, a w szczególności z opieraniem się pokusom zła, czyli Szatana, bezustannym wyrzekaniem się grzechu. Potrzebna jest do tego silna wola. Kultura chrześcijańska zna mnóstwo sposobów ćwiczenia i hartowania woli. Jej wyrabianie – tak jak w przypadku teorii dotyczących narodzin kultury – polega na nałożeniu ograniczeń, na odmawianiu sobie przyjemności i uciech, przestrzeganiu zakazów i nakazów. Mnich potrafi odciąć się od świata, całkowicie poświęcając się Bogu, kapłan składa śluby życia w celibacie, a zwykły człowiek przynajmniej nie urządza hucznych zabaw w czasie adwentu, przestrzega zakazu spożywania mięsa w dni postne, które ongiś rozciągały się na okres całego Wielkiego Postu, czyli na czterdzieści dni przed Wielkanocą (między Popielcem a niedzielą wielkanocną). Wojciech Miaskowski, cytowany przez Jana Stanisława Bystronia, naigrywał się z tych, którzy nie potrafili przestrzegać postu:    „Co gotują węgorze, śledzie, szczuki w soli/ Wyzinę, łosoś, karpie, brzuchom na post gwoli/ Ci nie myślą potężnie z ciałem wstąpić w szranki”. Przesłanie fragmentu tego utworu jest oczywiste, a post to sposób zmagania się z własną cielesnością i kształtowanie ducha.
Podobną koncepcję doskonalenia się poprzez ćwiczenie woli znajdujemy w innych religiach i kulturach. W buddyzmie nirwanę osiąga się przez medytację, dyscyplinę ducha, przezwyciężenie ciała. Obrzędy przejścia w społecznościach tubylczych, niekiedy jawiące się nam jako okrutne i niezrozumiałe, oznaczają nie tylko zmianę relacji społecznych, na przykład, że młodzieniec staje się wojownikiem. Rytuały towarzyszące takim przejściom ćwiczą również odporność i wolę n...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy