Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

16 czerwca 2021

NR 7 (Lipiec 2021)

Coś ze mną jest NIE TAK
O tym, czego i dlaczego wstydzą się nastolatki, z Aleksandrą Józefowską rozmawia Edyta Żmuda.

0 342

Wstyd ma nas chronić przed przekraczaniem granic. Ale często obraca się przeciw nam, odbiera siłę, blokuje, pozbawia dobrych relacji. Szczególnie dotyczy to nastolatków, którzy czują się nie tacy, jak trzeba i wstydzą się tego, kim są. Jak pomóc im uporać się z tą emocją? Jak wyciągnąć ich wstyd na światło dzienne, by stracił swą toksyczną moc?

Edyta Żmuda: Wstyd nie ma najlepszej opinii. A przecież jest nam potrzebny. Chroni nas przed zrobieniem czegoś, co negatywnie wpłynęłoby na nasze życie. Jaką rolę odgrywa wstyd?
Aleksandra Józefowska: Może być przyczynkiem do autorefleksji i sygnalizować, że stało się coś, co jest niewłaściwe. Na przykład powiedziałam coś opryskliwego koleżance lub nakrzyczałam na dziecko, choć tak naprawdę nie chciałam tego zrobić. Czuję się nie w porządku. Wstyd informuje mnie, że jakieś moje zachowanie wykroczyło poza posiadane normy czy granice. Dzięki niemu wiem, że coś się stało i mogę skorygować zachowanie: przeprosić koleżankę czy dziecko. Ta autorefleksja jest potrzebna i wspiera nasz rozwój.

Dlaczego w takim razie wstyd często traktuje się jako coś toksycznego, destrukcyjnego?
Ponieważ rodzicom zdarza się zawstydzać dziecko, traktując to jako metodę wychowawczą. Znana psycholożka Brené Brown, która porusza temat wstydu, twierdzi, że zawstydzanie nie sprzyja rozwojowi, nawet jeśli rodzice robią to w dobrej wierze. Jeśli zaś dodatkowo wiąże się z krytyką, przynosi raczej cierpienie, zranienie, a dziecko w efekcie gubi pewność siebie.
 
Język, jakim się posługujemy, też ma na to wpływ?
Myślę, że w języku polskim jest wiele takich dyscyplinujących, zawstydzających przekazów. Czasem wręcz nie wiadomo, jak „być”, żeby nie narazić się na jakieś uwagi. Na przykład, dziewczynki mogą być zawstydzane i piętnowane z powodu przeżywanej złości. Słyszą wtedy: „Złość piękności szkodzi”, „Taka ładna, a tak się złości”. Jeśli ten komunikat kieruje się do dziewcząt, które dopiero wchodzą w relacje i uczą się zarządzać swoimi emocjami, to na pierwotną złość, która jest wyrazem sprzeciwu, nakłada się myślenie, że coś jest ze mną nie tak, gdy czuję złość. Bywamy też zawstydzani, gdy jest nam przyjemnie i miło. Wtedy możemy usłyszeć: „Nie za dobrze ci?” – co sugeruje, że w byciu rozluźnionym jest coś niewłaściwego. 

Pojawiają się też uwagi dotyczące wyglądu: „Nie wstydzisz się tak ludziom pokazać na oczy!?”.
Najwięcej zawstydzających komentarzy dotyczy wyglądu. Nastolatki ciągle słyszą, że są „za bardzo” albo „za mało” jakieś. 

POLECAMY

Nigdy nie są „w sam raz”. Nie ma na to przestrzeni, także w języku.
W efekcie młody człowiek czuje, że ciągle jest „nie taki, jak trzeba”. To zawstydzające. Na poziomie języka słabość często jest mieszana z wrażliwością i obie te cechy mogą być napiętnowane. Często możemy usłyszeć: „jesteś przewrażliwiony”.

Albo: „Czym ty się tak przejmujesz?”, „Czemu się tak martwisz?”. To wszystko sugeruje, że odstaję, jestem dziwna…
Po prostu „coś ze mną jest nie tak”. Pomyślałam też o stwierdzeniu: „Mieć słabość do…”. Można powiedzieć, że jakaś osoba ma słabość do słodyczy, a inna do wysokich brunetów. I nie ma w tym nic złego. Ale określenie „mieć słabość” sugeruje ocenę. Mam wrażenie, że w Polsce jesteśmy pokoleniowo uwikłani w takie zawstydzanie. Rodzice czują dużo lęku przed krytyką i opiniami innych. Warto posłuchać, co mówią małym dzieciom, kiedy je zawstydzają. Dziewczynki są zawstydzane z powodu wyglądu, a także niektórych zachowań, np. „Dziewczynka i tak bazgrze!”, „Zobacz, jak poplamiłaś sukienkę, taki z ciebie flejtuch!”.

Za to chłopcy usłyszą: „Chłopak i płacze?!”. 
Albo: „Mażesz się, jak baba”. W tym przypadku zawstydzamy chłopca nie tylko tym, że płacze, ale dodatkowo, że jest podobny do dziewczynki. Chłopiec nie może pozwolić sobie na chwilę słabości, bo jest duży, jest chłopakiem, a „płacze jak baba”, „biega jak kobietka”. Przypomina mi się kampania reklamowa: w spocie zadawano chłopcom pytanie, co to znaczy „biegać jak dziewczyna”. I pokazywali – potykali się, ruszali niezdarnie. Później o to samo spytano dziewczynkę, która nie przesiąkła kulturą masową. Okazało się, że jej ruchy miały energię i niesamowitą moc. Niestety kultura i wychowanie mogą tę moc – poprzez zawstydzanie i krytykę – odbierać. Szczególnie publiczne zawstydzanie dziecka bywa szkodliwe. Rodzice czasem w dobrej wierze są przekonani, że jeśli na głos, przy wszystkich, upomną dziecko – na przykład, że nakruszyło, jest leniwe, nie dzieli się zabawką – to ono szybciej skoryguje swoje zachowania. Ale taka korekta zostawia ślad i osłabia pewność siebie.

Hamujemy też w ten sposób spontaniczność dziecka? 
Zdecydowanie. Mam wrażenie, że dzieci często są na celowniku. Gdy biegają, skaczą czy śmieją się, to słyszą, że są „już duże, a takie dziecinne”. Gdy zaś są zamyślone albo poważne, to usłyszą: „A czemu tak siedzisz? Idź się pobaw!”. 

Co by nie zrobiło, nie jest okej. Zawstydzić można wszystkim – tonem głosu, spojrzeniem… Dlaczego tak mało mówi się o wstydzie, choć tak naprawdę wciąż mamy z nim do czynienia? 
Ludzie przychodzą do gabinetu, by pracować nad kontrolowaniem złości albo podejrzewają depresję. A często okazuje się, że pod spodem ich problemów kryje się właśnie wstyd – myślenie, że coś jest ze mną nie tak, a jeśli za bardzo się odsłonię, zostanę odrzucony. Uczucie bycia niewystarczającą jest tak silne, że przechodzi w paraliżujący lęk przed tym, że inni mnie skrytykują, odkryją, zobaczą, że na coś nie zasługuję, i dlatego muszę starać się coraz bardziej. Wstyd bywa niebezpieczny i toksyczny, bo odbiera poczucie sprawczości, potrafi na długo zablokować możliwość wchodzenia w dobre relacje. 

Czego najczęściej wstydzą się nastolatki?
Często widzę, jak mierzą się z uczuciem wstydu, który odbiera im poczucie własnej wartości. Wstydzą się, że są głupie i sobie nie poradzą w jakieś sytua­cji, że za mało wiedzą, są niewygadane, mało błyskotliwe, że inni są od nich lepsi, że im się nie uda niczego osiągnąć w życiu. Są pod ogromną presją. Głównie wstydzą się, że są niedoskonałe i nie dość atrakcyjne.

Czyli wstydzą się tego, kim są, a nie tego, jak się zachowują?
A przede wszystkim wstydzą się, że inni odkryją, jak mało są wartościowi, i będą nimi rozczarowani. Mają poczucie bycia niewystarczającym, stąd ich dążenie do doskonałości, wewnętrzny przymus sprostania wielu rzeczom jednocześnie – w nauce, wyglądzie i byciu osobą atrakcyjną towarzysko. Wygląd jest ogromnym problemem i choć chłopcy nie są z niego wyłączeni, to największymi ofiarami kultury obrazkowej są młode dziewczyny. Podczas pandemii to się pogłębiło i nasiliło. Nierealne wizerunki produkowane przez kulturę masową atakują nastolatki w wirtualnej rzeczywistości.

Jak działa ta instagramowość?
Dziewczyny nieustannie się porównują. Im wcześniej wchodzą w świat wirtualny, tym mniej mają narzędzi do tego, by rozpoznać, co jest rzeczywistością, a co jedynie ułudą, której nie sposób sprostać. Wpadają w pułapkę nierealnych kanonów piękna. Zdolność rozpoznawania realności od fałszu przypomina trochę umiejętność pływania – trzeba się tego nauczyć. Jeśli młodzi ludzie mają wsparcie w domu i szkole, a także poczucie własnej wartości, jakoś sobie poradzą. Jeśli jednak wchodzą w świat z niskim poczuciem wartości, łatwo wyhodować w nich kompleksy. A główny dotyczy wymiarów ciała – w ich poczuciu jest za chude lub za grube. Z badań WHO z 2019 roku przeprowadzonych w 42 krajach wynika, że polskie nastolatki mają najniższą samoocenę w Europie. Ponad 60% polskich piętnastolatek uznaje, że są za grube, choć zarazem ponad połowa z nich nie ma żadnej nadwagi. Problemy z oceną własnego ciała dotykają już dziewięciolatki. 

Dlaczego dziewięcioletnia dziewczynka myśli, że jest za gruba?
Jej ciało ma jeszcze dziecięcą pulchność, a ona porównuje się z modelkami czy gwiazdami widzianymi w telewizji. Powinna mieć przy sobie dobrego dorosłego, który jej pomoże się w tym rozeznać. Często krytycyzm wobec własnego wyglądu i restrykcyjne traktowanie swego ciała córki dostają w spadku od matek. Jeżeli widzą, że mama rozpaczliwie się odchudza i krytycznie komentuje swój wygląd przed lustrem, to przejmują jej nastawienie. Mniej istotne jest, co mama mówi, ważne, jak sama traktuje siebie i swoje ciało. 

Z jakimi jeszcze kompleksami zmagają się nastolatki?
Wiele z nich dotyczy seksualności. Przez ostatnie lata do kultury masowej mocno przeniknęły treści, które kiedyś były zarezerwowane dla strefy pornografii. Na okładkach magazynów dla dziewcząt czy w reklamach nierzadko zobaczymy pozy czy gesty, które były zarezerwowane dla estetyki porno. W rezultacie pojawia się jeszcze jeden przymus – nastolatka czuje, że nie wystarczy być szczupłą i zadbaną, musi być jeszcze seksowna. Dziewczynki zgłaszają się do telefonu zaufania z nowym rodzajem kompleksów. Twierdzą, że mają za mało wydatne usta, za małe lub brzydkie piersi, że posiadają owłosienie łonowe. A przecież aktorki porno najczęściej są go pozbawione. Nie wiedzą, że aktorzy w tych filmach są dobierani pod względem wyglądu, operowani na potrzeby filmów, że używa się obiektywów powiększających. U chłopców pojawia się kompleks małego członka czy braku wydolności, sprawności w seksie.

Dlaczego dzieci nie przychodzą z takimi kompleksami do rodziców? Gdzie mogą weryfikować swoją wiedzę?
Jest to trudne. Edukacja psychosek­sualna to szerokie spektrum zagadnień, obejmujące pozytywny stosunek do swego ciała, asertywność, mądre podejście do wspierania siebie podczas zmian w okresie dojrzewania. Jeśli tego wszystkiego dzieci nie dostają, a wiedzę o ciele i seksie czerpią z filmu pornograficznego, który oglądają w ukryciu przed rodzicami, to nie będą skłonne z nimi rozmawiać o tym, co tam widziały. Problem polega na tym, że rodzice nie nadążają za rzeczywistością wirtual­ną, do jakiej przeniosły się współczesne nastolatki. Jedynym ratunkiem jest to, aby od wczesnego dzieciństwa budować poczucie zaufania i bezpieczeństwa. Dzieci potrzebują czuć, że mogą z każdym problem przyjść do rodziców, nawet jeśli dotyczy on sfery seksu. A często czują raczej, że seks to temat tabu. I jednocześnie nabierają przekonania, że seks wygląda tak, jak w filmach porno. W efekcie podczas inicjacji idą do łóżka z nierealnymi oczekiwaniami wobec siebie i partnera. Nic dziwnego, że z jednej strony czują stres i presję, by się sprawdzić, a z drugiej spotyka je nieuchronne rozczarowanie. 

Mówimy, że nastolatek/nastolatka weryfikuje przekonania na swój temat w wirtualnym świecie social mediów. A co z grupą rówieśniczą? Czy nie wystarczy spojrzeć na kolegę, który też ma pryszcze, też jest niedoskonały? 
Niekoniecznie, bo wśród rówieśników dużo jest stwarzania pozorów. Często nastolatki ukrywają swój wstyd w relacjach z innymi. Nie jest im łatwo powiedzieć, że wstydzą się swoich pryszczy czy piersi. Maskują to przesadną pewnością siebie bądź wycofaniem. Szczególnie trudno jest chłopcom, nie uczy się ich pielęgnowania wrażliwości. Ale dostrzec można zmiany. Pracuję z nastolatkami od dwudziestu lat i widzę, że dziś piętnastolatki są inne niż kilka lat temu. Jest ogromny ruch bodypositive w internecie, który przekonuje młodych ludzi, że nie muszą wstydzić się tego, jak wyglądają. Wstawiane są zdjęcia z opryszczką, zdjęcia z widocznym...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy