Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

CO ROZJAŚNIA I OŻYWIA ROZMOWĘ

0 243

Mówisz: „Wspaniałe wakacje” - i przypominasz sobie szum morza oraz długie godziny spędzone na plaży. W tym samym momencie druga osoba mówi: „Tak, rozumiem”, ale wyobraża sobie podróż do nieznanych, gwarnych miast, zwiedzanie muzeów, podziwianie architektury. W punkcie „wspaniałe wakacje” na waszych mapach znajdują się zupełnie inne rzeczy.Nasza decyzja o stopniu otwartości wobec ludzi będzie szczególną wypadkową korzyści, jakie uzyskujemy, dodając bezpośredniości naszej komunikacji z innymi, i oporu przed ujawnieniem siebie, wynikającego ze społecznej normy czy z naszego własnego lęku - twierdzi JOANNA HEIDTMAN.

Myślimy często o sobie lub innych: „osoba rozmowna” albo „osoba nierozmowna”. Stwierdzamy: „Musimy porozmawiać”, i słyszymy w odpowiedzi: „No przecież właśnie rozmawiamy”. Prosimy: „Porozmawiaj ze mną”, mając na myśli coś więcej niż po prostu wymianę słów, choćby „właściwych” i w gramatycznym porządku. Czym więc jest, lub raczej bywa „rozmowa” w naszym codziennym życiu wśród innych? John Stewart pisze: „Moim zdaniem, komunikacja interpersonalna jest to taki typ, jakość lub rodzaj kontaktu, który pojawia się, kiedy osoby mówią lub słuchają w sposób maksymalizujący to, co osobiste”. Przyjmijmy więc roboczo tę perspektywę po to, by móc zastanowić się nad tym, w jaki sposób komunikacja stanowi niezbywalny most łączący różne światy, które nosimy w sobie. Załóżmy, że dobry kontakt z drugim człowiekiem to „spotkanie” z nim w jego modelu świata. Eric Berne w swojej książce „W co grają ludzie” pokazał, w jaki sposób, mimo rozmawiania, nie komunikujemy się z innymi w znaczeniu podanym wyżej. Jednym z założeń jego analizy jest stwierdzenie, że człowiek potrzebuje do życia zainteresowania innych. W społecznym funkcjonowaniu psychologicznie najtrudniejsze dla jednostki jest „bycie niezauważanym”. Ludzie poszukują więc symbolicznych „głasków” od innych, zaspokajających ich potrzebę bycia dostrzeganym. „Głaski” to bezpośrednie dostrzeżenie drugiej osoby wyrażone przez dotyk, słowo, kontakt wzrokowy itd. Ponieważ intymne relacje z innymi są rzadkie i trudne do zbudowania, ludzie prowadzą społecznie akceptowane „gry” w celu wymiany owych głasków. Według Berne’a taka gra to „sekwencja ukrytych transakcji, która prowadzi do z góry wyznaczonego celu, jakim jest uzyskanie zainteresowania drugiej strony”.

Celem gier jest strukturyzacja wolnego czasu i uzyskanie głasków w postaci akceptacji, przynależności i sympatii ze strony innych. „Gry są jakby wciśnięte między rozrywki i intymność. Rozrywki stają się nudne przy powtarzaniu, tak jak i sprzyjające im spotkania towarzyskie (...). Społeczeństwo krzywi się na szczerość poza zaciszem domowym, rozsądek podpowiada, że może być ona nadużyta (...). Zatem, żeby uciec od nudy rozrywek, nie narażając się przy tym na niebezpieczeństwa intymności, większość ludzi idzie na kompromis gier tam, gdzie to możliwe, i one głównie wypełniają im najciekawsze ze wspólnie spędzonych godzin” – pisze Berne.

Istnieje wiele takich gier. Na przykład małżeńska gra „Zobacz, co mi zrobiłeś” początkowo jest prowadzona z pozycji osoby słabej, która pozwala pomóc sobie. Potem pojawia się oskarżenie. Kobieta, która odczuwa lęk przed samodzielnością, wychodzi za mąż za mężczyznę utrzymującego ją i dom, a następnie atakuje go za to, że nie pozwolił jej się rozwijać zawodowo. Towarzyska gra „Wada” polega na opowiadaniu, „jaki Kowalski jest do niczego”. Gracz, czyli osoba inicjująca grę, czerpie spokój z tego, że wykazał słabość innych, w ten sposób przysłaniając własne niedociągnięcia. Gra „Jestem głupi” opiera się na manipulacji i prowokacji. Gracz neguje swoje możliwości: „Jestem głupi i taki już jestem – co mi zrobisz?”, oczekując zainteresowania i współczucia otoczenia. Gra „To jest okropne” polega na ciągłym narzekaniu, mówieniu o „onych” jako odpowiedzialnych za czyjąś sytuację. Gracz ujawnia swoje cierpienie, ale jednocześnie czerpie korzyść ze swej sytuacji. Gra organizacyjna „W potrzasku” polega na tym, że jej uczestnicy prześcigają się w mnożeniu powodów uniemożliwiających jakiekolwiek działanie. Bo to albo brak funduszy, albo system nie działa, albo szef nie pozwala, albo ludzie za głupi. W grze „Gdyby nie on” gracz podtrzymuje swoją bierność poprzez stale powtarzaną tezę, że „Gdyby nie (np.) nasz szef, to wszystko by było dobrze”.

Berne przytacza taką oto dialogową ilustrację przebiegu pospolitej gry towarzyskiej „Dlaczego ty nie – Tak, ale”:
Pani X: Mój mąż upiera się, żeby samemu dokonywać napraw domowych, ale nigdy nie robi niczego dobrze.
Pani Y: Dlaczego nie pójdzie na kurs politechniczny?
Pani X: Tak, ale on nie ma czasu.
Pani Y: Dlaczego nie kupisz mu zestawu porządnych narzędzi?
Pani X: Tak, ale on nie wie, jak ich używać.
Pani Y: Dlaczego napraw w waszym domu nie wykonuje fachowiec?
Pani X: Tak, ale to by zbyt dużo kosztowało.

Taka wymiana może oczywiście trwać bardzo długo, ma charakter schematycznie powtarzalny i nie prowadzi do porozumienia czy rzeczywistego kontaktu stron. Gra jest szczególną manipulacją innymi w celu zdobycia ich zainteresowania i aprobaty, staje się namiastką prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. Według Berne’a, tak jak i w przywołanej wcześniej definicji Stewarta, jedynym naprawdę sensownym kontaktem społecznym jest intymny i osobisty kontakt, którego podstawę stanowi rzeczywista akceptacja, otwartość i wzajemne uznanie dwu autonomicznych osób, mających pełną samoświadomość.
Oczywiście nie zawsze nasza komunikacja ma charakter osobowy. Istnieją pewne rytuały społeczne i scenariusze, które musimy realizować według powszechnie przyjętego schematu. Na przykład wpisujemy się w konkretne role społeczne (sytuacje klient – kasjer, petent – recepcjonistka itd.). Problem polega jednak na tym, że nasze komunikowanie zbyt powszechnie staje się instrumentalne i bezosobowe, a gry dominują nawet tam, gdzie charakter relacji z drugim człowiekiem sugerowałby intymność, spontaniczność i bezpośredniość kontaktu. Zdaniem Berne’a terapia polega tu na uświadomieniu sobie własnych gier i odbudowie zdolności zaufania sobie i innym.

Spotkanie


Martin Buber w swojej książce „Ty i Ja” pisze o komunikacji międzyludzkiej jako o „spotkaniu”, koncentrując się właśnie na wymiarze osobiste – bezosobowe. Właściwe spotkanie charakteryzuje postrzeganie „innego” jako „Ty”, nie zaś jako „To”. Kiedy mówię: „Na pewno zrozumieli, tłumaczyłam im to trzy razy”, traktuję komunikację jako działanie, jako to, co ja robię innym. Tym samym traktuję drugą stronę instrumentalnie, tak jakby była raczej „To” niż „Ty”. Sądzę wówczas, że w jakimś przenośnym sensie mogę otworzyć głowę tej osoby, wrzucić do niej moje informacje i poglądy, a ona nie tylko je przyjmie, ale także zmieni swoje zachowanie zgodnie z moimi oczekiwaniami. Jednak najczęściej efektem takiego podejścia do komunikacji jest frustracja wynikająca z tego, że... tak jednak się nie dzieje. Komunikacja bowiem ma charakter relacyjny, co oznacza, że jest czymś, co dzieje się pomiędzy osobami.

Być może powinniśmy przyjąć kilka prostych założeń, które pozwolą nam zmienić nasze nastawienie do komunikacji. Po pierwsze, musimy pamiętać o różnicach, czyli o tym, że każda osoba jest wyjątkowa, może dokonywać wyborów, posiada wymiary „niemierzalne” – takie jak uczucia i emocje. Dobrze więc pamiętać, że „mapa nie jest terenem”.

Wyobraź sobie, że chodząc po świecie, kierujesz się pewnymi wskazówkami, przekonaniami o tym, jacy są ludzie, co symbolizuje kolor czerwony, jaki jest najlepszy sposób spędzania wolnego czasu, jak smakuje placek ze śliwkami. Na twojej mapie zaznaczone są osoby, uczucia, wspomnienia, poglądy i wydarzenia. Mówisz: „Wspaniałe wakacje” – i przypominasz sobie szum morza, długie godziny spędzone na plaży i na pływaniu na desce surfingowej. W tym samym momencie druga osoba mówi: „Tak, rozumiem”, ale wyobraża sobie podróż do nieznanych, gwarnych miast, zwiedzanie muzeów, kontakt z dziełami sztuki, podziwianie architektury. W punkcie „wspaniałe wakacje” na waszych mapach znajdują się bowiem zupełnie inne rzeczy. Co zaś dopiero z takimi słowami, jak „miłość”, „rodzina”, „wierność”. Tutaj szanse na to, że nasze mapy bardzo się różnią, są dużo większe. Scena z filmu „Czekolada” pokazuje, jak dwie osoby w trakcie krótkiej rozmowy spostrzegają różnice w swoich pojęciowych mapach:

Sprzedawczyni zwraca się do mężczyzny: Chciałby pan kupić coś specjalnego dla swojej przyjaciółki?
Mężczyzna poważnieje i odpowiada: Nie mogę, pani Audel nosi żałobę po mężu.
Twarz sprzedawczyni wyraża troskę: Tak mi przykro. Kiedy umarł?
Mężczyzna: W czasie wojny. Niemiecki granat.
Sprzedawczyni zamyśla się: Mhm. Od wojny minęło 15 lat, może...
Mężczyzna przerywa: Nie tej wojny. Monsieur Audel zginął 12 stycznia 1917 roku...
Twarz sprzedawczyni przez sekundę wyraża zaskoczenie. Mężczyzna kontynuuje: To był straszny cios dla pani Audel.
Sprzedawczyni (już ze spokojem): Tak, ewidentnie.

Co ciekawe, w tym dialogu jedna z osób zaczyna rozumieć świat drugiej, odkrywając podczas rozmowy, że to, co dla niej oznacza okres żałoby, jest czymś zupełnie innym dla drugiej. Rozumie różnicę, uznaje ją, nie wyraża zdziwienia i nie ocenia takiego rozumienia relacji i czasu.
Jak długo posługujemy się swoją własną mapą, uzgadniając „rzeczywistość”, tak długo trudno nam zrozumieć innych. W komunikacji istotną rolę odgrywa nie to, co dzieje się „obiektywnie”, ale właśnie to, jak Ja i Ty widzimy tę rzeczywistość. Mapa nie jest terenem i każdy z nas posiada inną mapę. Zachowanie człowieka wynika z jego modelu świata (który jest różny od twojego), a nie z tego, jaki świat jest naprawdę.

Ciekawe i niezwykle pożyteczne założenie mówi, że w komunikacji nie ma błędów. Brak porozumienia jest informacją zwrotną (ang. feedback). Komunikacja to interakcja, czyli proces wzajemnego wpływu. Śledzimy reakcje na swoją komunikację. Skonstatowaniem, że „z nim nie można się dogadać”, obwiniasz drugą stronę („Coś z nim jest nie tak”) lub siebie („Nie umiem się dobrze komunikować”). Tymczasem fakt, że osoba nie rozumie, nie pamięta albo odrzuca naszą informację bądź pogląd, jest dla nas cenną informacją. Mówi nam po prostu o tym, że nasz sposób skontaktowania się z tą osobą był nieskuteczny, że będziemy musieli spróbować inaczej. Stewart pisze: „Za każdym razem, kiedy moja komunikacja jest naprawdę ważna, odkrywam od nowa, jak niezbędne jest dostrzeganie tego, że dzieje się ona pomiędzy osobami”.

Jednym z aspektów komunikacji jest aspekt związku. Dotyczy to wzajemnego stosunku komunikujących się osób. W tym kontekście każda wypowiedź, pisana czy mówiona, odzwierciedla i kształtuje relację między nadawcą i odbiorcą komunikatu. Choćby tylko zwrócenie się do kogo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy