Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

15 grudnia 2015

Bliskość w sam raz

33

Jaki jest przepis na „dobry związek”? Tworzą go partnerzy, którzy robią niemal wszystko razem i są nierozłączni, czy ci, którzy realizują różne pomysły osobno i mają odrębne pasje?

„Już ustaliliśmy, że będziemy najszczęśliwszą parą na świecie”, mówi jedna z bohaterek kultowej Dumy i uprzedzenia Jane Austen, zakładając, że idealny związek tworzą ludzie tak ze sobą zgodni i do siebie podobni, że niemal stopieni w jedną całość: uczuć, myśli, poglądów, potrzeb i działań. Są jak przysłowiowe papużki-nierozłączki. Dla wielu osób to ideał w wyobrażeniach na temat idealnego związku i często jedyny model relacji, jaki chcą realizować wraz z ukochanym partnerem/partnerką...
Gdy po raz pierwszy „ja” i „ty” zamienia się w „my” jest to połączenie niezwykle bliskie. Zakochanym wydaje się, że znają myśli partnera/partnerki, że wiedzą o sobie prawie wszystko oraz że czas spędzony osobno jest czasem straconym. Rozumieją się w pół słowa, nieustannie wpatrują się w siebie nawzajem, z trudem dostrzegają zewnętrzną rzeczywistość. Inni schodzą na dalszy plan – przyjaciele, rodzina, dotychczasowi znajomi muszą się liczyć z tym, że to się nie zmieni, dopóki pierwsze zakochanie nie minie.

Badający dynamikę bliskich związków uczuciowych prof. Bogdan Wojciszke, nazywa ten etap związku miłością romantyczną. Kiedy najgorętsza faza stanu zauroczenia kończy się, związek wchodzi w etap stabilizacji – ustalane są wspólne cele, synchronizowane wspólne priorytety. Partnerzy coraz lepiej znają się nawzajem. Wzorce porozumiewania się są ustalone i płynnie wprowadzane w życie. Część dotychczasowych zachowań staje się rytuałami, stałymi zwyczajami, zatem nie wymagają takiej ilości energii, jak do tej pory. Bycie ze sobą, wspólne spędzanie czasu, choć wysoko cenione, nie dostarcza już tylu emocji, co na początku związku. Pojawia się zatem możliwość częściowego odzyskania swojej odrębności. Istnieją cele wspólne, ale pojawia się miejsce dla celów indywidualnych. Oczywiście indywidualny interes nie może stać w sprzeczności z jakością tworzonej relacji, a to, co odrębne, powinno iść w parze z tym, co wspólne.
Jakie powinny być proporcje tego, co wspólne, i tego, co osobne? Jaką wielkość i wagę powinna mieć każda z tych przestrzeni, by związek był harmonijny i trwały?

„My” ważniejsze od „ja”

Dla niektórych par bardzo ważne jest wspólne działanie: spędzanie razem całego wolnego czasu, posiadanie tych samych zainteresowań oraz wspólnych znajomych. W towarzystwie zawsze pokazują się razem. Jeśli zapisują się na kursy doskonalące, to oboje, razem spędzają wakacje i weekendy. Gdy są w pracy, często do siebie telefonują. Wydaje się, że są w nieustającym kontakcie. Panuje między nimi niezwykła bliskość i zgodność. Niewiele jest tu miejsca na odrębność, indywidualne cele. Priorytetem w takim związku jest zachowanie bliskości i jedności. Różnice poglądów zdarzają się rzadko, wszelka odrębność wydaje się partnerom groźna, ponieważ psuje monolityczny obraz pary. Gdy „my” jest zdecydowanie ważniejsze od „ja”, wszelkie sytuacje, w których pojawiają się różnice lub rodzi się chęć bycia osobno mogą być odbierane jako rozłam w związku. Dlatego też podkreślane są podobieństwa, a rola różnic umniejszana, decyzje podejmowane są jednomyślnie. W imię podtrzymania wspólnoty działań i interesów partnerzy unikają kontrowersyjnych tematów, by nie dopuścić do konfliktów. W ich przekonaniu złość świadczy o braku bliskości, zatem lepiej przemilczeć niż wdać się w otwartą konfrontację.

Partnerzy chcą znaleźć pełną, doskonałą jedność z drugim człowiekiem i są przekonani, że taka jedność jest możliwa. W książce Bliskość, która uzdrawia i uszczęśliwia Anna Dodziuk opisuje kilka typów bliskości: ograniczającą, pasożytniczą, symbiotyczną, romantyczną, perpetuum mobile, katorżniczą i sielankową. Choć każda z nich ma prowadzić do jak największej bliskości w związku, to jednak wszystkie posiadają pewne ograniczenia.
Osoby budujące w ten sposób bliskość wierzą, że wszelkie potrzeby mogą i powinny być zaspokajane w związku z partnerem, a także, że on sam powinien domyśleć się, jakie działania podjąć, co powiedzieć w danej chwili. Taka strategia bywa niekorzystna, ponieważ może prowadzić do zastoju i bezruchu. Brakuje ożywczej energii, a wypracowany spokój wywołuje skostnienie. W efekcie związek zamiera. Po pewnym czasie trudno określić, co jest zdaniem moim, a co zdaniem partnera, gdzie kończy się mój własny świat, a gdzie zaczyna się to, co wspólne. W takim układzie można utracić siebie, poczucie „ja”. Osoby tak blisko związane ze swoimi partnerami czują się niepewnie w pojedynkę, nie wiedzą, jak zagospodarować wolną przestrzeń. Czasami nie potrafi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy