Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Blisko, coraz dalej...

0 525

Ona pracuje w Warszawie, on jest kierowcą tira – są małżeństwem, które przez 5 dni w tygodniu dzieli 2,5 tysiąca kilometrów. Ona w Szkocji, on w Polsce – narzeczeni, których dzieli 5-6 godzin lotu. Coraz więcej par z różnych względów żyje na odległość.

I choć wydawałoby się, że dziś, w dobie umożliwiającego utrzymanie wirtualnych kontaktów Internetu, łatwiej przetrwać rozłąkę, to wiele związków wysta­wionych na takie próby przeżywa ogromne trudności i kryzysy.
Wydawałoby się, że dzięki wirtualnym kontaktom za pośrednic­twem Skype’a, Gadu-Gadu, czy e-maili łatwiej jest w dzisiejszych czasach przetrwać rozłąkę w tych związkach, gdzie sytuacja ekonomiczna czy zawodowa nie pozwala partnerom być razem na co dzień. Jednak wiele związków wystawionych na takie próby przeżywa ogromne trudności i kryzysy, często prowadzące do rozwodów.
Warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Czy przyczyny takiego stanu rzeczy leżą w okolicznościach zewnętrznych, czy też w tym, że dwie osoby oddalają się od siebie poprzez własne zachowania, nastawienie.
Oddalenie to nie tylko odległość
– Nasze małżeństwo przeżywa głęboki kryzys, którego mój mąż zdaje się nie zauważać. Oddalamy się od siebie z prędkością światła. Dzieli nas odległość – on jest ciągle poza domem, pracuje kilka miesięcy nad projektem w USA, potem wraca tutaj na miesiąc i znów zaczyna nowy projekt. Mamy dwoje wspaniałych nastolatków – syna i córkę. Oboje są zapatrzeni w ojca, ale ja mam wrażenie, że wychowują się w rozbitej rodzinie. Tak naprawdę nie mają ojca od wielu lat, bo go nie ma z nimi na co dzień – relacjonuje Barbara.
Gdy Krzysztof przyjeżdża do domu, rozbrzmiewają w nim głównie kłótnie. Po kilku dniach takiej nerwowej atmosfery mają siebie dość. – To nas oddala bardziej niż dzielące nas morza i kilometry. Podczas ostatniego pobytu mąż zaczął mi wygrażać, że ma takiego życia dość, złoży pozew o rozwód i wyprowadzi się od nas. To zaburzyło bardzo poczucie bezpieczeństwa dzieci. Teraz czekają na tatę ze strachem: czy gdy przyjedzie, to będzie jeszcze z nami, czy może już nie zajrzy do nas nawet. Kocham męża i chciałabym uratować naszą rodzinę, ale jak to zrobić, gdy mam wrażenie, że jemu już na nas nie zależy? Te rozłąki źle na niego wpłynęły – mówi ze smutkiem Barbara.
Związek na odległość trudno jest utrzymać, gdy większość miesięcy w roku partnerzy spędzają oddzielnie. Na co dzień każdy z nich ma przecież swoje życie i organizuje je sobie na swój własny sposób, bez udziału bliskiej osoby. Gdy spotykają się po miesiącach rozłąki, każdy z małżonków ma własne przyzwyczajenia obce drugiemu, a jednocześnie oczekiwania, że będzie w centrum zainteresowania, że partner poświęci mu całkowicie swój czas i uwagę. Tymczasem Barbara jest zajęta dziećmi, domem, zaangażowana w wiele spraw, które nie są znane Krzysztofowi, a biegną normalnym torem. On chce podzielić się tym, co ma do opowiedzenia o własnej pracy, o tym, co przeżywa w obcym kraju, jak tęskni. A ona często nie ma czasu słuchać tych opowieści, bo trzeba zrobić zakupy, przygotować posiłki itp., itd...
Krzysztofowi trudno odnaleźć się w tym rytmie rodzinnych obowiązków i sytuacji. Dzieci widzi przez chwilę, gdy wybiegają na spotkania ze znajomymi i w przelocie zamieniają z ojcem kilka słów. Gdy wra­cają, to odrabiają lekcje albo siedzą przed komputerem. Wieczorem, gdy wszyscy są już w domu i pojawia się wreszcie szansa na rozmowę, Barbara „wisi na słuchawce telefonicznej”, omawiając przez godzinę z przyjaciółką film, który ostatnio obejrzała. Potem dzwoni jej mama, z którą rozmawia kolejną godzinę. Krzysztof wychodzi więc sam na spacer z psem, mówiąc do niego „Wiesz, stary, ty się chyba najbardziej za mną stęskniłeś...”. Wraca do domu smutny, rozżalony i pełen złości, ale nie mówi tego Barbarze. Nie mówi o tym, jak się czuje i że chciałby spędzić więcej czasu z rodziną. Gdy widzi ją zajętą oglądaniem serialu, nie wytrzymuje i wrzeszczy, że właściwie, gdy go tu nie ma wszyscy są bardziej zadowoleni niż gdy jest... Kolejny dzień więc, zamiast z rodziną, spędza z kolegami. A Barbara ma żal, że zostaje sama i że właściwie czy Krzysztof jest, czy go nie ma, to ona i tak jest sama i nie może liczyć na jego pomoc. Nie mówi jednak mężowi o tym, że potrzebuje jego udziału w decyzjach dotyczących rodziny, wychowania dzieci, organizacji wspólnego życia, że potrzebuje także wsparcia i pomocy w różnych trudnych sytuacjach oraz docenienia za to, że daje sobie samodzielnie radę ze wszystkim przez wiele miesięcy w roku.
[nowa_strona] Zamiast wyrazić swoje uczucia i potrzeby – oskarża Krzysztofa: że jest egoistą, że dom traktuje jak hotel, a ją jak służącą. I krzyczy, że ona tego nie wytrzyma. Dla niego dodatkowo więc trudne staje się to, że zamiast czułości, ciepła, zrozumienia, do którego tęsknił wiele miesięcy, słyszy tyle gorzkich słów.
Rozstają się w stanie frustracji na kolejne kilka miesięcy, za każdym razem oddaleni coraz bardziej, a odległość pogłębia ten stan. Rozmawiają potem telefonicznie głównie o „domowych sprawach organizacyjnych”: czy w szkole u dzieci w porządku, rachunki opłacone, wizyty u lekarzy odbyte, nowy projekt Krzysztofa zatwierdzony itd. Unikają zaś w tego, co dotyczy ich relacji, choć dla obojga sytuacja jest bardzo trudna i pełna napięcia. W ten sposób ich związek umiera powoli, a kryzys pogłębia nie tyle dzieląca ich odległość i rozstanie, ile brak umiejętności szczerej
i otwartej rozmowy.

Świętowanie wspólnych chwil

Mąż Agnieszki znalazł pracę w Anglii. Decyzja nie była łatwa, żona bardzo była przeciw. Mimo argumentów, że jako dobry informatyk bez problemu dostałby pracę również w Polsce, Marek wyjechał. Oczywiście, popracuje tam jakiś czas i wróci, a Agnieszka w tym czasie skończy studia, ustabilizuje się zawodowo. Jednak ona nie jest szczęśliwa, nie tak sobie wyobrażała małżeństwo. Marzyła o wspólnym życiu, a teraz miesiącami jest sama. Przyznaje, że przychodzą chwile, kiedy bardzo brakuje jej męża, tej atmosfery wspólnego życia, jego obecności, dotyku, uśmiechu, spojrzeń, rozmów. Czas bez niego dłuży się potwornie. Agnieszka stara się jednak wtedy nie poddawać przygnębiającym nastrojom. Ma wielu znajomych, przyjaciół, dobre relacje ze swoją rodziną. – Gdy nachodzą mnie smutki, że jestem sama, choć mam męża, próbuję znaleźć pozytywne aspekty tego stanu i przeformułowuję sobie myśli na bardziej optymistyczne. To bardzo pomaga – mówi Agnieszka. Zaczyna cieszyć się tym, co ma: swoją aktywnością i rozwojem, pasją i osiągnięciami męża. – Zauważam też, że mam więcej czasu dla siebie niż inne mężatki i mogę nim dowolnie dysponować. Uczę się, dużo czytam, uczestniczę w różnych warsztatach, gdzie poznaję lepiej siebie. W ten sposób organizuję sobie czas, gdy Marka nie ma przy mnie – kontynuuje Agnieszka. – Piszę też dużo e-maili do męża – w nich dzielę się tym, czego sama doświadczam. Dzięki temu on też ma możliwość zastanowienia się, przekazania mi, jak on widzi to, co dla mnie ważne,
czy też odpisuje mi, że ma inne zdanie, że w danych sytuacjach reaguje i funkcjonuje inaczej. Uczymy się w ten sposób lepiej rozumieć siebie i poznajemy się, odkrywamy.
A gdy zbliża się kolejna wizyta Marka w domu, to dużo wcześniej planują razem, co będą robić i jak ma wyglądać ten czas. – Wówczas jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, jakbyśmy dopiero się poznali i zakochali w sobie szaleńczo – dodaje Marek.

Oddalenie, które łączy

Na pewno ważne jest to, aby po długiej, kilkumiesięcznej rozłące umieć spędzić wspólny czas tak, aby jak najwięcej ofiarować swojemu partnerowi – żeby poczuł radość i szczęście. Jeśli obydwie strony mają takie podejście, łatwo im szukać tego, co łączy, zamiast wypominać sobie złe chwile z przeszłości, których i tak cofnąć nie mogą. Budowanie bliskiego kontaktu polega na staraniach obydwu osób zaspokajania potrzeb drugiej strony, wybierania takiego sposobu spędzania czasu, aby oboje byli zadowoleni, aby drugiej osobie sprawiać przyjemność. Ważne też jest dzielenie się tym, co działo się w okresie rozłąki: co ważnego wydarzyło się przez ten czas w życiu każdej z osób oraz umiejętność słuchania drugiej połowy oraz okazywania radości z jej osiągnięć, sukcesów, twórczych pomysłów.
Każde spotkanie po rozłące to święto, dalekie w swoim klimacie od szarej codzienności. To święto, podczas którego można dzielić radość, zachwycać się sobą na nowo, zamiast roztrząsać przyziemne sprawy.

[nowa_strona] Wirtualne osamotnienie

Aneta jest pielęgniarką, pracuje w Irlandii. Dzieci zostały w Poznaniu, z mężem. – Agata ma już prawie 18 lat, Andrzej 16, więc rozumieją konieczność rozłąki z mamą. Jednak ja tęsknię bardzo – mówi Aneta. Pracuje ciężko, zarabia lepiej niż w Polsce, szpitale wyglądają tam inaczej i warunki pracy są nieporównywalne, więc Aneta to docenia. Wieczorami jest w stałym kontakcie z rodziną – pisze e-maile, rozmawia przez Skype’a z dziećmi i mężem. Te rozmowy to całe jej życie. – Mimo stałego kontaktu, zasypiam często z płaczem, a czasem wyjąc z tęsknoty – dodaje Aneta. Jednak następnego dnia idzie znów do pracy, tłumacząc sobie, że w Polsce nie zarobiłaby na studia córki, nie zapewniła rodzinie normalnego życia. Mąż po dwóch zawałach nie może ciężko pracować, więc choć bardzo się stara, nie zarobi tyle co Aneta. Decyzję o wyjeździe podjęli wspólnie, więc nie wypominają jej sobie. Ale Robert także źle z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy