Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp

19 sierpnia 2022

NR 9 (Wrzesień 2022)

Błędne ścieżki niepowodzeń, czyli jak czerpać z doświadczeń?

0 632

Ktoś, kto zawsze idzie słuszną drogą i nigdy nie popełnia błędów, przypomina antylopę, która zamiast cieszyć się wolnością życia na sawannie, wybiera bezpieczną zagrodę w ogrodzie zoologicznym. Czy chcemy tak żyć, rezygnując z wyzwań, twórczych poszukiwań i radosnego odkrywania nowych ścieżek? Czy uniknięcie ryzyka i bólu związanego z ewentualnym niepowodzeniem nam to wszystko zrekompensuje?

Zanim jakikolwiek samochód zostanie wprowadzony do produkcji, jest poddawany testom zderzeniowym (crash-test). Wytrzymałość pojazdów sprawdza się w wywrotkach, zderzeniach czołowych czy bocznych, z imitacjami słupów, łosi, a na rynku afrykańskim nawet słoni. Oczywiście nie chodzi o to, żeby udowadniać omylność konstruktorów. Celem jest identyfikacja słabych punktów konstrukcji, których wzmocnienie zwiększy szansę na wyjście podróżujących z kraksy bez szwanku. 

POLECAMY

Jak wpływają na nas doświadczenia

Doświadczenia życiowe, i te dobre, i te trudne, możemy traktować właśnie jak opisane testy zderzeniowe. Istotne są tu oba człony tego określenia. „Zderzenie” to każda mocna konfrontacja z okolicznościami – istotna, ponieważ sprzeczna z oczekiwaniami, chwilowo pogarszająca dobrostan i wymagająca działań zaradczych. Z kolei „test” to wskazówka dotycząca sposobu pojmowania tej sytuacji. Dzięki niej uświadamiamy sobie, że trudny los nas nie definiuje, nie wyklucza, lecz jedynie poddaje próbie. Rezultaty tego doświadczenia zależą już od nas. Finalnie to my decydujemy o tym, czy mamy do czynienia ze sromotną porażką, czy z obfitym źródłem samowiedzy i ważną lekcją – jeśli tylko zdecydujemy się z tej cytryny wycisnąć lemoniadę. Taki właśnie podtytuł miała moja książka Pozytywna psychologia porażki. Jej pierwsze wydanie ukazało się dekadę temu. Pisałem ją w atmosferze zadziwienia tematyką i przyjętą perspektywą. Mimo to została dobrze przyjęta, zarówno przez naukowców, studentów, jak i praktyków codziennego zmagania się z przeciwnościami losu. Teraz łatwiej rozmawia się na temat niepowodzeń, organizowanych jest wiele konferencji i debat. Pozytywne podejście do niepowodzeń nie ma na celu zbliżenia nas do ideału człowieka sukcesu, lecz należy traktować porażkę jako szansę wzmocnienia naszego wciąż nieodkrytego człowieczeństwa. A sukces? Jest bardzo ważny, ale, jak to pięknie napisał Viktor Frankl, powinien być raczej niezamierzonym skutkiem ubocznym zajmowania się czymś ważniejszym niż ubolewanie nad własnym losem. Idąc za tym głosem, odważnie spoglądajmy więc porażkom w oczy, pamiętając, że najważniejsze jest w nich odbicie nas samych: ludzi zdolnych do twórczości, pokory, wdzięczności, a przede wszystkim nadziei.

Motywacja w drodze do sukcesu

Pozostając w metaforyce wielośladów, wyobraźmy sobie piękny powóz, którym zmierzamy do celu, niezależnie od tego, czy chodzi o życie rodzinne, karierę zawodową, czy o rozwój zainteresowań. Powóz, tak jak cała nasza egzystencja, jest jedyny i niepowtarzalny, ma nieprzeliczalną na pieniądze wartość, ale także (nie zapominajmy o tym!) ograniczony czasem przebieg. Niech w zaproponowanej mentalnej symulacji znajdą się w zaprzęgu dwa szlachetne rumaki. W optymalnej sytuacji oba powinny być równie silne, zdeterminowane do działania i aktywne. Zazwyczaj jednak jeden z nich dominuje. Który? Odpowiedź jest prosta i intuicyjnie oczywista: ten, którym się lepiej opiekujemy, a więc i karmimy. Pierwszego odżywiamy nadzieją na sukces, a drugiego lękiem przed porażką. 

Posilony nadzieją rumak traktuje działanie ukierunkowane na cel przede wszystkim jako okazję do ujawnienia swoich kompetencji. Studentka okiem wyobraźni widzi dumę rodziców z obronionej pracy dyplomowej, muzyk słyszy aplauz publiczności, menedżerka marzy o uznaniu zarządu, a influencerka – o pozytywnych komentarzach followersów i wzrastającej liczbie subskrybentów. Te stany mentalne mają pociągającą moc, a ich urzeczywistnienie dostarcza przyjemności przez wielkie „P”. To niezwykłe, ale zwycięzca maratonu po przebiegnięciu całego dystansu ma jeszcze siłę, żeby okrążyć stadion i cieszyć się z wygranej, podczas gdy pozostali zawodnicy zazwyczaj starają się jakoś złapać oddech i wyczerpani wielogodzinnym wysiłkiem słaniają się za linią mety. Sukces daje siłę, wyzwala entuzjazm, stymuluje pojawienie się nowych marzeń, mobilizuje do wysiłku i w konsekwencji daje szansę na kolejną wygraną. Nadzieja jest ważna, ponieważ niczym płomień rozgrzewa nasz system motywacyjny, mobilizuje do eksperymentowania, radzenia sobie z wątpliwościami, chwilowym rozczarowaniem i pokonywania nieoczekiwanych przeszkód, których na życiowym szlaku nigdy nie brakuje. 

Ktoś spyta: skoro nadzieja na sukces jest tak pozytywną siłą, skąd się w zaprzęgu motywacji osiągnięć wziął rumak karmiony lękiem przed porażką? Jest potrzebny, choćby z tego powodu, żeby jego zaślepiony wizją sukcesu towarzysz nie poniósł i nie przeoczył przesłoniętych końskimi okularami zagrożeń. Wyobraźmy sobie świat pełen kreatywnych księgowych, naiwnych żołnierzy i podejmujących pochopne decyzje polityków. Byłoby pozytywnie, ale tylko przez moment. Dlatego potrzebna jest równowaga. Lękowy rumak może jednak zacząć dominować. Już na starcie będzie się obawiał przeszkód realnych i wyimaginowanych, jak negocjator, który zanim poda swoją propozycję, prowadzi w głowie wewnętrzne pertraktacje i bez żadnej sugestii, na wszelki wypadek, obniży poziom aspiracji i wyjściową ofertę. Podobnie działa wykładowczyni, która bojąc się stracić w oczach studentów, liberalnie podchodzi do odpowiedzi w trakcie egzaminu, wykazując się nadmierną wyrozumiałością. Zalękniony rumak boi się jak ognia ujawnienia niekompetencji. Jest przerażony samą myślą o porażce. Najchętniej sprawdziłby wielokrotnie trasę, dlatego lubi podążać znanymi szlakami, lubi rutynę. Wszelkie sygnały o niebezpieczeństwie traktuje nie jako wyzwanie, lecz godny rozważenia powód do wycofania się z trasy. Boi się nawet tego, że jego towarzysz się nie lęka. Nie dla niego eksperymenty, improwizacja i survival. O brawurze nie ma mowy, przecież zawsze trzeba mierzyć siły na zamiary. A z siłami bywa różnie. Symptomy, których nadzieja nawet nie dostrzega lub ignoruje, lęk uwypukla i interpretuje jako oznakę choroby lub wymagającej uwagi niemocy. Przypomina zawodnika, który wychodzi na boisko nie po to, żeby wygrać, lecz przede wszystkim nie przegrać. Jest jak urzędnik, który z łatwością odrzuci podanie, ale zgodę będzie rozpatrywał wielokrotnie. W obu wypadkach można osiągnąć zamierzony rezultat, ale na końcu nie zobaczymy rąk podniesionych w triumfalnym geście. Zamiast tego pojawia się ulga i uczucie świętego spokoju, któremu towarzyszy wewnętrzny głos: „Nie zawaliłem”.
 


Doświadczanie a poczucie bezpieczeństwa 

Lęk przed porażką daje osobliwie o sobie znać. Człowiek niby chce działać, ale podchodzi do zadań dość groteskowo. Ania poproszona o przekazanie współpracownikom dobrych praktyk pracy zdalnej chce się wycofać, gdy uświadamia sobie, że będzie się zwracała do kilkuset osób, które na ekranie jej komputera jawią się jedynie jako inicjały. Wyszukuje różne wymówki, np. że nigdy tego nie robiła, że inni są lepszymi mówcami, że ma słabe łącze. Marcin zaskakuje zarząd formułowaniem celów ocenianych jako asekuracyjne. 

Obniża poprzeczkę, tłumacząc to pragmatycznym i realistycznym rozeznaniem rynku. Monika od zawsze pracuje nad doktoratem, ale więcej o tym mówi, niż robi. Przypomina osobę, która wsiadła do sportowego samochodu, ale zamiast wrzucić pierwszy bieg, jedynie dodaje gazu, robiąc wiele spektakularnego hałasu. Kamil jest wciąż zajętym człowiekiem, ale zamiast skupić się na pozyskiwaniu nowych klientów, odwiedza dotychczasowych. Wyjaśnia to troską o dobre relacje, choć wszyscy wiedzą, że nie lubi prospectingu, zwłaszcza gdy wiąże się to z wykonywaniem „zimnych telefonów”. Inaczej działa Patryk, którego z kolei pochłonął wolontariat. Nie tylko daje swoją energię innym, lecz również w pracy podejmuje wiele wyzwań i stara się nie przeoczyć możliwości zaangażowania się w nowe projekty. W końcu Zuzanna, która skrupulatnie realizuje instrukcje szefowej, wciąż wypytując ją o detale, znajdując ukojenie jedynie w sytuacji, w której precyzyjnie wie, co ma robić. Szefowa chciałaby wyzwolić jej kreatywność, ale jak dotąd się to nie udało.

Jak widać, lęk przed porażką może przejawiać się już na poziomie formułowania celu i przejawiać się unikaniem wyzwań (Ania), postawą asekuracyjną (Marcin) lub ujawnianiem nierealistycznych, ale za to robiących wrażenie zamierzeń (Monika). Daje o sobie znać również w fazie realizacji, gdy wyzwala prokrastynację (Kamil), samoutrudnianie (Patryk) lub wzmacnia perfekcjonizm (Zuzanna). Jego podstępne działanie wyraża się w tym, że podstawowym celem staje się dla człowieka uniknięcie ryzyka porażki, co jest subiektywnie spostrzegane jako pewien rodzaj sukcesu. Oczywiście o pucharach i medalach nie ma w tym wypadku mowy, ale uniknięcie prawdopodobieństwa bólu związanego z ewentualnym niepowodzeniem rekompensuje ten brak. Człowiek przypomina antylopę, która zamiast cieszyć się wolnością życia na sawannie, wybiera bezpieczną zagrodę w ogrodzie zoologicznym. Jakoś sobie wyjaśni tę decyzję i jakoś będzie z tym żyć, choć przecież można inaczej.

Sposoby na oswajanie lęku

Z badań nad lękiem przed porażką wynika, że nie boimy się samego niepowodzenia, lecz jego konsekwencji. Wyróżniono ich pięć: trudne emocje, obniżenie samooceny, ograniczenie możliwości działania, izolacja społeczna, negatywne reakcje bliskich. To właśnie myśli...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy