Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

19 sierpnia 2016

Bat na panów swego losu

0 464

Zakładamy, że jesteśmy racjonalni i kontrolujemy swoje namiętności. Ale to nieprawda. Rozsądek jest elastyczny i podpowiada nam to, co chcemy usłyszeć w danym momencie - uważa amerykański psycholog HOWARD RACHLIN. Czy można zatem nauczyć się samokontroli?

Agnieszka Chrzanowska: – Codziennie walczymy z pokusami: poleżę w łóżku jeszcze pięć minut, zjem jeszcze tylko tę czekoladkę, to będzie moje ostatnie piwo... Jednym udaje się nad sobą zapanować, inni nie potrafią się zdyscyplinować. Dlaczego tak się dzieje? Czym właściwie jest samokontrola?

HOWARD RACHLIN: – Większość ludzi spostrzega samokontrolę jako konflikt pomiędzy wyższymi i niższymi siłami wewnątrz nas, wyższym i niższym poziomem, który tworzy pokusę. Wyobraźmy sobie osobę uzależnioną od alkoholu. „Niższy poziom” pragnie alkoholu, namawia do sięgnięcia po kieliszek. Jednak „wyższy poziom” mówi, by tego nie robić. Jeśli ktoś potrafi utrzymać samokontrolę, wtedy ten „wyższy poziom” zdominuje niższy. Niektórzy mówią zatem o wewnętrznej walce, ale według mnie walka ma charakter zewnętrzny i toczy się nie między siłami wewnętrznymi, lecz między dwoma środowiskowymi źródłami kontroli: krótką i długą perspektywą czasową.

Wolimy osiągnąć korzyści teraz, czy poczekać na większe korzyści w dłuższej perspektywie czasu?
– Na tym właśnie polega walka w przypadku alkoholika: doświadczyć przyjemności tu i teraz w postaci drinka, czy odnieść długoterminowe korzyści w postaci lepszego zdrowia, wyższej akceptacji społecznej, większej efektywności w pracy lub po prostu lepszego samopoczucia następnego ranka po przebudzeniu. Na te korzyści trzeba jednak poczekać, a drink i związana z nim przyjemność są dostępne na wyciągnięcie ręki.

W podobny sposób definiuje Pan altruizm.
– Z mojego punktu widzenia samokontrola i altruizm to ekwiwalentne problemy. W obu przypadkach rozgrywa się ten sam rodzaj konfliktu, tyle że w przypadku samokontroli mamy do czynienia z przestrzenią czasową, a w przypadku altruizmu – ze społeczną. Altruizm dotyczy zatem nie długiej i krótkiej perspektywy czasowej, lecz wąskiej i szerokiej perspektywy społecznej. Innymi słowy, osoba uzależniona nie potrafi podjąć odpowiedzialności w dłuższej perspektywie czasu, z kolei osoba samolubna nie może podjąć odpowiedzialności w szerszej perspektywie społecznej. Węższa perspektywa dotyczy tylko mnie, szersza natomiast obejmuje więcej osób: rodziców, dzieci, żonę, męża. Im bardziej oddalimy się od siebie, tym więcej ludzi obejmie nasza perspektywa społeczna. Perspektywa społeczna altruisty jest bardzo szeroka i obejmuje szeroki krąg ludzi, z kolei perspektywa osoby samolubnej nie sięga zbyt daleko od niej samej.

Wyobraźmy sobie, że ktoś oferuje nam pewną kwotę pieniędzy. Pyta: wolisz dostać 10 dolarów, czy wolisz, aby ktoś inny otrzymał milion dolarów? A gdyby oferowano nam nie 10, ale 20, 50, 100 dolarów i więcej? Po wymienieniu jakiej kwoty powiedzielibyśmy: daj mnie, a nie jemu? Każdy z nas postawiłby granicę w innym miejscu. Im bardziej jesteśmy w stanie oddalić się od siebie, tym większą odczuwamy odpowiedzialność za innych, tym bardziej jesteśmy altruistami.

Czy można rozciągnąć te perspektywy: wydłużyć perspektywę czasową i poszerzyć perspektywę społeczną?
– Behawioryści mówią o kształtowaniu zachowania. Chodzi o to, by nauczyć się zmieniać zachowania we wzorce zachowań. Gdybyśmy porównali to do muzyki, to o ile zachowanie jest pojedynczym dźwiękiem, o tyle wzór zachowania jest całą melodią, harmonicznym wzorem. Przekształcenie zachowania we wzorzec oznacza przestrzeganie pewnych zasad, które nie są wyznaczane przez korzyści natychmiastowe, ale długoterminowe.

POLECAMY

Wyobraźmy sobie przyjęcie, na którym podawany jest alkohol. Czy powinniśmy napić się wina? Wypić ten kieliszek, czy nie? Jeśli każdą propozycję wypicia lampki wina będziemy traktować niezależnie i za każdym razem będziemy się na nowo nad nią zastanawiać, wtedy pewnie przyjmiemy każde zaproszenie i wypijemy zdecydowanie więcej niż byśmy chcieli. Patrzymy bowiem tylko na korzyści konkretnego czynu – wypicia jednej lampki wina, a to jest bardzo wąska perspektywa. Odpowiedzmy sobie raczej na pytanie, ile w sumie powinniśmy wypić tego wieczoru. I zadajmy sobie to pytanie raz, a nie przy każdym kolejnym kieliszku.

Uważa Pan, że możemy sobie ufać? Nie przeceniamy swojej „silnej woli”?
– Ludzie zwykle zakładają, że są racjonalni. Że rozum ich nie zawiedzie i dzięki niemu potrafią kontrolować namiętności. To jednak nie jest prawda. Nasz intelekt jest słaby. Sięgając po kieliszek, mogę mówić sobie, że wypiję tylko ten jeden i koniec na dzisiaj. Jednak gdy towarzysz zabawy zaproponuje mi kolejną lampkę wina, znowu sobie powiem: po tym kieliszku koniec. Nasz rozsądek jest elastyczny i podpowiada to, co chcemy usłyszeć w danym momencie. Ludzie bogaci w tak zwaną mądrość życiową wiedzą, że rozum jest słaby, że namiętność zwykle zwycięża... Zatem idąc na przyjęcie, nie powinniśmy sobie ufać.

Bywamy nie tylko krótkowzroczni, ale też zbyt pewni siebie i swojej umiejętności kontrolowania sytuacji. Samokontrola wiąże się z wiedzą, jak będziemy się czuć w określonych momentach w przyszłości i z odpowiednim przygotowaniem się na to. Ludzie mówią, że podejmowanie decyzji z wyprzedzeniem ogranicza ich wolność – oni chcą decydować o sobie w dowolnej chwili. Dla mnie to jednak nie jest wolność, ale poddanie się niewoli namiętności.

Co zatem jest prawdziwą wolnością?
– To właśnie możliwość podjęcia decyzji odnośnie naszej przyszłości. Czulibyśmy się znacznie lepiej, gdybyśmy potrafili podejmować decyzje, uwzględniając długoterminowe konsekwencje naszych zachowań i wybierali to, co jest dla nas najlepsze na dłuższą metę.
Francuski poeta Paul Valery powiedział: „Bądź wolny jak ptak, a nie jak pióro”. Pióro wydaje się być wolne, ale tak naprawdę jest niewolnikiem wiatru. Ptak za to kontroluje wiatr, korzysta z niego.

Co wynika z najnowszych badań Pana zespołu nad samokontrolą i altruizmem?
– W naszych badaniach sprawdzamy, w jakim stopniu zachowanie jest kontrolowane przez szersze i węższe czynniki środowiskowe. W eksperymentach stosujemy dylemat więźnia oraz inne problemy zaczerpnięte z teorii gier. Dylemat więźnia polega na tym, że dwie lub więcej osób znajduje się w sytuacji, w której każda z nich może uzyskać korzyść kosztem pozostałych. Działanie korzystne dla jednostki jest jednak niekorzystne dla grupy jako całości. Codziennie mamy do czynienia z takimi sytuacjami. Wielu z nas jeździ do pracy własnym autem. Takie postępowanie jest korzystne dla nas, nie jest jednak korzystne dla ogółu – lepiej by było wybrać pociąg albo autobus. Nie będzie to może wygodne, na pewno jednak będzie korzystniejsze dla społeczności. Jeśli wybiorę autobus zamiast samochodu, mogę powiedzieć, że wspieram firmę przewozową, że nie marnuję niepotrzebnie paliwa, nie przyczyniam się do zanieczyszczenia środowiska. Badamy zatem zachowania ludzi znajdujących się w podobnych sytuacjach, a następnie udzielamy uczestnikom informacji zwrotnych, które pomogą im podejmować decyzje korzystne dla grupy.

Okazuje się, że w niektórych sytuacjach ludzie są zaskakująco altruistyczni, nawet wtedy, gdy nikt się o ich geście nie dowie, bo decyzję o zachowaniu podejmują anonimowo. Nie wyszłoby na jaw, że są samolubami, a mimo to co druga osoba wybiera zachowanie altruistyczne.

Nie zależy im na tym, by inni dostrzegli ich poświęcenie?
– Wyjaśnienie tego zjawiska można znaleźć w pracach brytyjskiego filozofa Dereka Parfita. Załóżmy, że wszyscy decydują się na zachowanie samolubne. Co ja wtedy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy