Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Bóg kusi nas pięknem

0 209

Joachim Geulincx - ur. w 1926 r. w Antwerpii. Jego przodkiem był słynny niderlandzki filozof - kartezjanista, Arnold Geulincx. Eksdominikanin, uczeń Etienne Gilsona, ma w swoim dorobku sześć książek, wśród których najbardziej znaczące pozycje to: A Thruer Faith, La pensee de Simone Weil. Obecnie wykłada na St. John’s University.

Tomasz Rosiński: – Czy od teologa można usłyszeć coś ciekawego na temat piękna?
Joachim Geulincx: – Tak naprawdę tylko teolog ma tu coś do powiedzenia. Wiem, że taka opinia może się panu wydać trochę dziwna. Współcześnie pytanie: „Czym jest piękno?” kierujemy raczej do psychologa, neurologa czy jakiegoś innego specjalisty od funkcjonowania umysłu. Ale – zapewniam pana – jest to ewidentnie zły adres. Oni, owszem, powiedzą panu, jak to działa, że odbieramy rzeczy piękne tak a nie inaczej, że wpadamy w zachwyt nad nimi i jakie zjawiska somatyczne mogą temu towarzyszyć. Ale o tym, czym jest piękno w swej istocie, pana nie pouczą.

– A teolog...

– Z teologiem rzecz się ma inaczej. Zacznie pan to rozumieć, jeśli porzuci przekonanie, że piękno mieszka głównie w rzeźbach, wierszach, obrazach. Dla nas, chrześcijan, domostwem piękna jest przede wszystkim świat, który rozumiemy jako całość rzeczy stworzonych, dlatego często nazywamy go po prostu Stworzeniem, Naturą. Piękno jest jakby Bożym podpisem, piętnem, jakie wyrył Stwórca na swoim dziele. Co prawda, Bóg chrześcijan jest Bogiem transcendentnym, to znaczy jest czymś zupełnie różnym od świata, który stworzył, nie jest jego częścią, nie zamieszkuje go. Ale jest w nim w pewien sposób obecny, a dzieje się tak właśnie poprzez piękno świata. My, będąc dziećmi Bożymi, tęsknimy do Boga i pragniemy z Nim obcować. Nie jest to jednak możliwe za życia, za naszego pobytu na tym świecie. Ten świat nas w pewien sposób odgradza od Boga, ale zarazem jest on Bożym stworzeniem i właśnie ten fakt czyni go pięknym.

– Przyznam, że nieco się pogubiłem.

– Może pomocne w zrozumieniu tego, co powiedziałem, będzie pewne porównanie, zresztą niezwykle urocze, na które natrafiamy w pismach Teresy z Avilla. Mówi ona, że jesteśmy zupełnie jak dziewczyna, której ukochany odjechał gdzieś w dalekie kraje. W dniu pożegnania obiecał jej, że powróci i zostawił na pamiątkę grzebyk. Grzebyk to rzecz budząca raczej umiarkowany zachwyt. Ale fakt, że była to pamiątka po ukochanym i świadectwo jego obietnicy, uczynił z grzebyka przedmiot bezcenny, przynajmniej dla tej dziewczyny. Tak samo jest z naszym stosunkiem do świata. Gdy odnosimy się do niego instrumentalnie, realizując własne bardzo przyziemne cele, piękno świata staje się dla nas niedostrzegalne. Jeśli zaś traktujemy go jak ślad Bożego istnienia, jak „pamiątkę po ukochanym” i czynimy to całym sercem, całą duszą, to wtedy świat, każda jego najmniejsza cząstka, wyraża niewysłowione piękno.

– A co z ateistami? Oni przecież także, a przynajmniej niektórzy z nich, odczuwają piękno świata, jednocześnie nie wierząc w istnienie żadnego Stwórcy.
– Dotknął pan bardzo istotnego problemu. Istnieje część ludzi – mam głębokie przekonanie, że tak właśnie jest – którzy nie wierzą w Boga ze względu na własną uczciwość intelektualną. Myśleli nad tym długo i intensywnie, dochodząc do wniosku, że nic ich, w sensie intelektualnym, nie przymusza do zakładania istnienia Boga. Tacy ludzie nie przeżyli, jeszcze nie przeżyli, stanu łaski, dlatego są względem siebie uczciwi. Uczciwość intelektualna nie wystarcza do tego, by znaleźć Boga, bo to nie my Boga znajdujemy, ale On nas. U Izajasza czytamy: „Qaerens me sedisti lassus” – „Znalazłeś mnie, kiedy siedziałem opuszczony”, wszędzie w Piśmie Św. to Bóg znajduje swoje sługi, wybiera swój naród. To, co możemy zrobić, to w czystości serca czekać na to wezwanie – to nasza główna, jeśli w ogóle nie jedyna, powinność. Jeśli ją zignorujemy, z pewnością owo wezwanie przeoczymy. Niektórzy ateiści są w stanie tej powinności sprostać. Mają oni czyste serca, przygotowane na przyjście Chrystusa, dlatego mogą odbierać piękno świata, przeczuwając w nim obecność czegoś, czego jeszcze nie nazywają Bogiem, ale za czym ich dusza już tęskni. Natomiast nie potrafię uwierzyć, że człowiek zły mógłby kochać świat, mógłby zachwycić się jego pięknem. Nikt mnie o tym nie przekona.

– To, co Pan mówi, jest oczywiście w jakimś sensie spójne, ale, jeśli ma Pan rację, to żaden ateista nie jest w stanie poznać natury piękna. Czy wiedza o naturze piękna to wyłączna własność ludzi wierzących?
– Tak sądzę. To, co pana oburza, to moje przekonanie, że nie każda wiedza jest dostępna dla każdej istoty posiadającej rozum. Jest pan człowiekiem oświecenia, a w duszy człowieka oświecenia panoszą się przesądy. Na przykład jest pan dumny z tego, że ma pan rozum i uważa pan, że ten rozum to klucz do wszystkich tajemnic. Więc obnosi się pan z tym swoim rozumem, otwiera tym kluczem wszystko, co się da. Ale są takie drzwi, do których on nie pasuje, więc ogłasza pan: „Za tymi drzwiami nic nie ma, te drzwi to pusta dekoracja, element fasady”. A ja panu mówię, że to przesąd. Kto z nas mądrzejszy? Tu...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy