Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Związani siecią

0 451

W sieci możliwe jest to, co wydaje się nie do pogodzenia: intymna bliskość i związek na odległość. Tu ludzie zwierzają się sobie z największych sekretów. Tu, ukrywając czasem swoją tożsamość, mogą być naprawdę sobą. Tu można pokochać kogoś, kogo się nigdy nie widziało, a nawet uprawiać seks.

Trzydziestoletni Mikołaj nie był szczęśliwy w małżeństwie. W cyberprzestrzeni poznał Weronikę, siedemnastolatkę, która łączyła w sobie świeżość dziecka z mądrością dojrzałej kobiety. Pisali do siebie e-maile i telefonowali. Gdy Mikołaj dzwonił, czasem odbierała matka Weroniki, Justyna. Opowiadał jej o swojej pracy i o swoich ambicjach, a ona żaliła mu się, że mąż ją porzucił. Po kilku miesiącach małżeństwo Mikołaja rozpadło się. Zapragnął spotkać się z Weroniką. Wtedy okazało się, że nie istniała żadna Weronika – to Justyna wymyśliła ją i udawała. Mikołaj nie miał do niej żalu, lecz czuł się nieszczęśliwy, bo stracił Weronikę, którą pokochał. Dziewiętnastoletnia Iwona mieszka w małym miasteczku na Mazurach. Fascynuje się sportami ekstremalnymi. Tam, skąd pochodzi, nie ma osób, które podzielałyby jej pasję. Od pewnego czasu Iwona jest bywalczynią internetowej grupy tematycznej. „Nigdy nie przypuszczałam, że poznam tak wiele osób, siedząc w domu!” – powiedziała. Szczególnie bliski stał się jej Michał z Zakopanego: „Nie mogę już doczekać się spotkania. Po wielu godzinach rozmów na gadu-gadu mamy sobie jeszcze wiele do powiedzenia”. Dwie historie, dwie strony Internetu. Sieć zbliża ludzi. Sprzyja przekraczaniu różnych, czasem ryzykownych granic. Badania przeprowadzone w 2001 roku przez agencję ARC Rynek i Opinia wskazują, że zdaniem blisko połowy użytkowników Internet ułatwia bezpośrednie kontakty, a jednocześnie dowodzą, że 27 proc. internautów przynajmniej raz w życiu próbowało udawać w sieci kogoś innego.

Logowanie się w raju


Na pytanie: „Po co wchodzicie na czat?”, jedna z internautek odpowiedziała: „Szukam nowych znajomości, przygód, nie tylko miłosnych”. Co czyni Internet tak atrakcyjnym medium? Aaron Ben-Ze’ev, autor książki „Miłość w sieci”, twierdzi, że najważniejsze cechy cyberprzestrzeni decydujące o jej niezwykłej sile przyciągania to wyobraźnia, interaktywność, dostępność i anonimowość. Cyberprzestrzeń jest dostępna dla każdego, w każdym miejscu i o każdej porze. Wystarczy się zalogować, by wkroczyć do wyimaginowanego raju. Wyobraźnia pozwala uwolnić się od ograniczeń ciała i okoliczności życiowych. Głównym motywem angażowania się internautów w związki miłosne online są ich fantazje i pragnienia niezaspokajane w związkach poza siecią. Kiedy pojawia się okienko komunikatora i ktoś nieznany inicjuje rozmowę, wyobraźnia gotowa jest wykreować obraz wymarzonego partnera. Uczestnicy badania Tomasza Lewandowskiego („Człowiek w sieci. Medialne komunikowanie interpersonalne”) przyznają, że podczas internetowej rozmowy nieświadomie wyobrażają sobie wygląd i cechy nieznanego człowieka. Joanna stwierdziła: „Zawsze staram się połączyć w całość strzępki informacji o moim rozmówcy. Przypomina to układanie puzzli, tylko nigdy nie wiesz, czy obraz, który tworzysz, jest prawdziwy”. Adam zaś powiedział: „Tu każdy jest taki, jaki chcemy, żeby był. A jeśli ci się nie podoba, zawsze możesz zakończyć rozmowę i pogadać z kimś innym”.
W Internecie mamy większą niż w rzeczywistości kontrolę nad związkami, możemy decydować o tempie ich rozwoju. Łatwiej nie odpisać na nieprzyjemnego e-maila niż powiedzieć komuś w oczy, że nie chcemy go więcej widzieć.
Wyobraźni sprzyja anonimowość. Każdy ma możliwość wcielenia się w dowolną postać. Szczególnie kusząca dla niektórych użytkowników Internetu jest możliwość zmiany płci, a także wyglądu i statusu. Można też przypisać sobie pożądane cechy osobowości. Anonimowy gość czatu zwierzył się: „Zdarzyło mi się udawać, że jestem kobietą, zrobiłem to raz, z ciekawości, i przekonałem się, że nie potrafię. Choć muszę przyznać, że było śmiesznie”. Praktycznie nie istnieje możliwość sprawdzenia, czy partner w Internecie mówi prawdę. Choć zrodzony w przestrzeni wirtualnej, związek online bywa jednak związkiem prawdziwym.

Nieznajomy z sieci

Internet sprzyja poznawaniu nowych ludzi. Doceniają go szczególnie osoby nieśmiałe, z niskim poczuciem własnej wartości. Bartek wyznał: „Internet sprawił, że wreszcie przełamałem swoją nieśmiałość. Dzięki niemu mogę pokazać, jaki naprawdę jestem, i nie obawiać się, że ktoś mnie odrzuci”. W badaniach Tomasza Lewandowskiego blisko połowa ankietowanych stwierdziła, że zawarcie bliskiej znajomości w Internecie wymaga mniej czasu niż zawarcie jej w realu. W sieci szybko rodzi się otwartość i intymność.
[nowa_strona] Zdaniem Derlegi i Chaikina otwartość wynika z wzajemnego przekazywania informacji o sobie. Poprzez otwartość kontrolujemy dwa rodzaje granic. Pierwszą jest tzw. granica diady, oparta na pewności, że bez mojej wiedzy i zgody ludzie nie dowiedzą się, o czym mówimy. Przejście na czacie na tzw. priva (od ang. private room) powoduje, że komunikaty wysyłane pomiędzy dwiema osobami przestają być widoczne dla innych. Drugą granicą jest granica „ja”. Każdy z nas decyduje, ile prawdziwych informacji o sobie ujawni nieznanemu rozmówcy. Stopniowo, w miarę jak poznajemy partnera, granica ta staje się bardziej przepuszczalna. Otwartość wywołuje otwartość. W cyberprzestrzeni łatwiej o wzajemność, bo anonimowość stwarza poczucie bezpieczeństwa. To czyni Internet miejscem atrakcyjnym dla osób bardziej otwartych. Przypomina to trochę spotkanie z nieznajomym w pociągu. Jeden z internautów napisał: „Niekiedy potrzebujemy się zwierzyć komuś ze swoich problemów. Czasem łatwiej powiedzieć coś komuś obcemu”.

Do zakochania jedno kliknięcie

To, co w realnej przestrzeni wydaje się paradoksem – intymna bliskość na odległość – spełnia się w Internecie. Krzysztof każdego dnia spędza w pracy 12 godzin. Od ponad roku spotyka się z Moniką, która mieszka w mieście odległym o 300 kilometrów. Zapytany, kiedy znajdują czas na spotkania, odpowiedział: „Codziennie! Rano najpierw sprawdzam pocztę – zazwyczaj czeka na mnie e-mail od Moniki. A wieczorami godzinami rozmawiamy na gadu-gadu”.
Najczęstszym argumentem używanym przez przeciwników związków online jest trudność wyrażenia emocji. Podczas tradycyjnej rozmowy partnerzy niewerbalnie mogą wyrazić swój nastrój i swoje uczucia. W Internecie dominuje słowo pisane. Jak zatem okazać sobie uczucia? Jednym ze sposobów jest formatowanie tekstu (np. pogrubienia, kursywa, operowanie kolorami i wielkością czcionki). „Jeśli ktoś na czacie pisze z caps lockiem, pozostali uczestnicy strofują go: »Czego tak krzyczysz?«” – opowiadał Piotrek. Internauci przywykli do zapisywania emocji w formie emotikonów lub awatarów (graficzne obrazy postaci).
Aaron Ben-Ze’ev twierdzi, że związki online są pełne sprzeczności. Anonimowość łączy się tu z otwartością, ciągłość współwystępuje z nieciągłością, małe zaangażowanie fizyczne wywołuje większe zaangażowanie psychiczne, a szczerości towarzyszą oszustwa. Fizyczny dystans nie przeszkadza emocjonalnej bliskości, często wręcz jej sprzyja. „Poznałem Nikę przypadkiem na czacie. Spodobał mi się jej nick. Nasza pierwsza rozmowa trwała 1,5 godziny, a mnie się zdawało, że minęło 5 minut! Pierwszy raz w życiu tak dużo powiedziałem o sobie komuś zupełnie obcemu” – tak Krzysztof wspominał początki znajomości z Moniką. Tę magiczną więź powstającą pomiędzy obcymi sobie ludźmi, oddalonymi o setki kilometrów, cech...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy